nie znoszę zimna jest szorstkie jak juta
rozwarstwiam się zwłaszcza o czwartej nad ranem
mijamy się przemijamy rozmijamy prawdą-naprawdę
z zepsutym zegarkiem nigdy nie zdążę na czas
spłoszone myśli trzepoczą by w koszącym
locie zanurkować w głowie wynurzają się
milczeniem na wysuszonych wargach
frazy szeptane na wydechu przeważają chłodem
przedawkowałem za dużo ciebie we mnie
i nie ma już miejsca na nikogo więcej
forbidden love lęgnie się w gniazdach zakazanych jabłek
pachnie cynamonem i ma charakter falowy
Jestem pod wrażeniem! :) Pozdrawiam!
report
przedawkowałem za dużo ciebie we mnie i nie ma już miejsca na nikogo więcej // tak :)
report
pomijanie wewnętrzne jak frazy ;-)))
report
Korpuskularno-falowa teoria budowy światła w Twoim wydaniu jest świetna. Chłonę Twoje wiersze z przyjemnością. Pierwsza i dwie ostatnie. W środku mógłbyś jeszcze podłubać, bo zaniża poziom. Kota można zagłaskać na śmierć, dlatego nie będę przesadnie słodzić. Ewentualnie mogę głaskać pod włos. Niech się iskry posypią. Serdeczności :)
report
napisane z iście diabelskim swędem ;) Ja też nie znoszę zimna...
report
Podziękowania Wszystkim zaskomentowanie wiersza, pozdrawiam pieknie.:)
report