|
| smokjerzy |
| PROFIL O autorze Przyjaciele (18) Poezja (416) Proza (17) Fotografia (127) Pocztówka poetycka (3) Dziennik (99) | |
smokjerzy, 14 lutego 2018
zbudował wieżę
w centrum pustyni
wysoką jak paryż
głową dotyka słońca
a z jego dłoni wykwitły
kolczaste róże
ramionami otoczył
wir gorącego powietrza
drżącą kobietę ze światła
jej szept zmieszał się z barwą piasku
nie pytaj o nic
zamknij oczy
patrz
oto
milcząco
spadają w codzienność
niezdarnie trzepocząc sercami
smokjerzy, 12 lutego 2018
podnoszę patyk
piszę wiersz
woda marszczy się
rozbawiona
nawet gerris lacustris
ma więcej talentu
szepcze
smokjerzy, 9 lutego 2018
tak
jak szept
w którym nagle
zbiegły się wszystkie nadzieje
kat
jak nie
w którym nagle
rozpadło się czyjeś życie
akt
jak bóg
w którym nagle
dokonało się stworzenie
tka
jak mim
w którym nagle
zrodziła się potrzeba mowy
kta
jak bezsens
w którym nagle
kształtuje się to pytanie
ile waży słowo
smokjerzy, 8 lutego 2018
podłoga unosi się opada
merda ogonem pobrzękując dzwoneczkami ciszy
najeżona zieleń jest tłem dla ruchomego powietrza
( notuję - koniecznie umyć okno, zakłamuje rzeczywistość )
siódma rano biega od ściany do ściany
bunt drzwi
drzwi uciekają
drzwi zachłyśnięte marzeniem o podmiotowości
gubią dziurkę od klucza
już przyleciałyśmy - protestują żurawie
podłoga wstaje z podłogi - ziewa
przeciąga się
język ciepły i długi
zlizuje twarz z siódmej rano
a ona
w długiej sierści gubiąc palce i oddech
rezygnując z drzwi
bezpowrotnie przemija
pod chmurą kawy
schronienia szuka porcelanowa filiżanka
smokjerzy, 31 stycznia 2018
jeden dodać jeden równa się trzy
krzyczało we mnie coś ( dość przerażone )
zaś zasady matematyki
leżąc na podłodze fikając odnóżami trzymając się za brzuchy
krępowały pozbawione wiary myślenie
mocnym sznurem demonicznego chichotu
brzmiącego mniej więcej tak
ha ha ha ( czytać niskim metalicznym głosem )
logika siedziała na krześle bez oparcia
przy stole z powyłamywanymi nogami
( widomymi dowodami na indolencję i impotencję
stolarza-ortopedy który wyindywidualizował się
z rozenuzjazmowanego tłumu wierszoholików
więc zamiast mebli zaczął strugać lirycznego wariata )
i waląc głową w blat powtarzała
to niemożliwe
nie nie nie
z czego wyszedł wcale niezły rap
do dziś pamiętam głuchy warkot specjalisty ginekologa
który skazany ( za poezję ) na dożywotnią kasę chorych
wszelką pracę traktował jak niezasłużony dopust boży
PAŃSKA WENA JEST W CIĄŻY
słowa te były jak
wypuszczone na wolność bomby
szelest jesiennych listków
kwilenie szczęśliwych dzięciołów
dźwięk trąb jerychońskich
zapach maciejki pośród stada napalonych kotów
wena zaniemówiła zbladła i zemdlała
a ja
( gładząc pęczniejący brzuszek )
jak w transie powtarzałem
BĘDZIEMY MIEĆ WIERSZ
mieć wiersz
jeden dodać jeden równa się trzy
wiersz ja i ty
Epilog
Wena zmarła w trakcie porodu.
Smutny poeta został sam z małym wierszem.
Kocham, zwykł mawiać, nigdy cię nie opuszczę,
lecz co mam z tobą począć?
Wtedy on, uosobienie niewinności,
bezradny zlepek przypadkowych zdań,
trzepocząc rzęsami, spod których wypływały
złote rybki nieporadnych słów, odpowiadał-
Poczekaj aż dorosnę, tato!
Jeden dodać jeden równa się dwa,
wrzeszczała zwycięska logika,
zaś matematyczne zasady zajęły się
układaniem skomplikowanego równania
z wartością przejmująco bezwzględną.
smokjerzy, 30 stycznia 2018
tu leżą słowa
z którymi nikt nie obszedł się właściwie
i nikt
który zawiódł się na słowach
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
16 stycznia 2026
Yaro
16 stycznia 2026
wiesiek
16 stycznia 2026
smokjerzy
16 stycznia 2026
Yaro
16 stycznia 2026
smokjerzy
15 stycznia 2026
jesienna70
15 stycznia 2026
wiesiek
14 stycznia 2026
wiesiek
14 stycznia 2026
sam53
14 stycznia 2026
smokjerzy