|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (421) Proza (18) Dziennik (101) Fotografia (127)
Pocztówka poetycka (3) O autorze Znajomi (18) | |
Siedzą naprzeciwko siebie - on, już prawie pusty,
i on, zmaterializowany strach. Sprośny jęzor światła
deformuje twarze. Meandrują stróżki cieni. Ale
to nieobecność jest prawdziwa. Wchodzi przez otwarte rany.
Krzyczy. Milknie. Rośnie nic. Wyskakuję z tego snu.
O spójność walczą strzępy dnia. Obok stóp dwie gwiazdy
głoszą miłość, której nie rozumiem. Odnajduję blizny
w miejscu rozstań. Tam się ich wyrzekłem. Sączy się
niechciana pamięć. W lustrze klucz. Użyć go, to umrzeć
z bólu. Przedtem zjem śniadanie. I napiszę list. Do psa,
do blizn, do nieobecności. Strach był wymyślony. Chyba.
cień to też rojenia..
zgłoś
cień to tylko dowód na istnienie świadka...
zgłoś
cień nie może być zaliczony do twardych dowodów; co najwyżej do tak zwanych prior probability; zaprawdę twarde są tylko metaanalizy i systematyczny przegląd prób klinicznych..
zgłoś
no dobra, niech będzie, że poszlaka...
zgłoś
żartowałem; no przecie wiadomo, że nie ma nic twardszego od cienia..
zgłoś
poczucie mi siem przytępiło; kurde...
zgłoś
też pielęgnuję swój syndrom otępienny..
zgłoś
w tym ogródku nie czuję się jeszcze zbyt pewnie, dlatego każda rada na wagę złotej jesieni...
zgłoś
chyba..
zgłoś
no chiba, że chyba...:))
zgłoś