Wpadam do studni, pitna woda staje się mętna. Pochłania mnie,
centymetr po centymetrze, czuję jej strach, a przecież, to ja
powinnam uporać się z przeciwnościami, które tną
na oślep.
Tymczasem, nieistniejąca studnia pożera moje ciało, wchłania
myśli, marzenia, dając w zamian mrzonki. Uciekam. Czuję
pod stopami kryształki lodu. Kruszą się pod ciężarem.
Oślizgłe, a zarazem piękne, wskrzeszają
to znów zanikają. Niczym sen
zanurzony w fekaliach.
cóż za czuła stopa; pod moimi sandałami nie wyczuwam nawet jądra planety..
zgłoś
śliczna dziewczyna wyszła spod maski :) A z wierszem muszę się przespać...
zgłoś
przecie nie masz bardziej maski nad "śliczna dziewczyna"..
zgłoś
racja. z niektórymi maskami trudno mi się rozstać
zgłoś
Dziękuję, ja tam lubię swoje lico - póki mogę jeszcze deczko...
zgłoś
Aniu wiersz jest snem, postanowiłam zapisać :) pozdrawiam Ciebie
zgłoś
:) i ja pozdrawiam
zgłoś
kryształ wiedźmy masz w kieszeni, atak energetycznego wampira, tak właśnie pomyślałem że to sen..
zgłoś
dziękuję:)
zgłoś
fajne sny ma koleżanka
zgłoś
czasami :)
zgłoś