mam obsesję na punkcie światła,
a mimo to ciskam w ogień piach
– przebija się dym. lewituje
jak w niedogaszonych scenariuszach
poczęta śmierć ciągnie swoją opowieść.
rozprzestrzenia się. ma smak zazdrości
i zła. wciąż szuka pokarmu, lecz gdy
ziemia wypluje krew
pękną mutacje i gangreny wszechświata.
a kiedy blaknie drzemką odziedziczone opętanie; korytarzem bez ścian wślizgujesz się do atelier; mieszasz w światłach wątpiących ogrody..
zgłoś
uśmiecham się
zgłoś