latem. Edith Piaf śpiewała,
a może to ja - na szczycie końca świata
wiatr miał smak zielonej mięty.
tworzyła się poezja. Łapałam blask dłońmi,
on patrzył i patrzył mówiąc - moja wenus.
świetliki wiły aureolę.
puch. każdego dnia coraz więcej,
więcej.
poszarpane pióra posklejałam mąką
- amnezja upchana w jednorazową torebkę.
chwilo trwaj.
wyschnięta między wersami
pozostanie pyłem.
gdyby nie aristajos to mógłby by być mit o orfeuszu i eurydyce..
zgłoś
jestem uczulona...
zgłoś
podejrzewam Ci o wszystko, co najgorsze..
zgłoś
jejkuuu... aż się boję ...
zgłoś
nie bój nic..
zgłoś
wzięłam oddech ufff pozdrawiam :)
zgłoś