Zmiana sposobu prezentacji
Na gruzach świata wzruszeń zbuduje
nowe życie
Na gruzach samotności zbuduje
stal w ciemności
Na gruzach niestałości zbuduje sobie
gilotynę
Poturlam się na spacer we wspomnieniu – z tatą i dzieckiem moim i psem
staro-nowym pod gwiazdami polany, obok szpitala
..i zrozumie karmienie się nadzieją i zależność od kaprysu losu
pacjentów oddziału onkologicznego, którym się akurat polepszyło
przed jutrzejszym
zejściem być może
Bo łudzić się nie trzeba, bo mieć nadziei nie warto,
bo dotyk skóry to dotyk skóry,
ból to ból, jasność to jasność, wybory to wybory,
powolne wybory czy rezygnacje, ale to ja teraz.. walczę albo nie,
bo żyje dla chwili wolnej decyzji – jutro dziś kiedykolwiek –
aż będzie dobrze.
nie ma wyjątkowych miejsc, tamte łopiany, zakręty w stronę rzeki
ku murowi omszonemu szpitalnemu, oczku wodnemu,
pałacykowi, bruździe wśród łanów żyta biegnącej w dół do lasu..
teraz mogłoby być tak samo, odkrylibyśmy język przedmiotów
zwierząt, zakątków ciała flory i fauny
tylko znów trzeba by być dzieckiem
spacer do domu rodziców nieżyjących
ja pamiętam co tu było dawniej, na miejscu Lidla polana
ktoś pamiętał, a może jeszcze pamięta, co tu było przed polaną
to ten deszcz jesienna mżawka pozacierała kontury i
granice czasu
i przywołała ze studni
szkraba, gnojka, szczeniaka, dziecko, Boga
pamiętacie jak było upojnie
jak ścigały się zapałki w rynsztoku
szum biały w głowie wieczności po głupiej zabawie
czarownica w oknie
prowadzisz do niej dzieciaki z okolicy ze scyzorykami
i widelcami
siła przekonywania
traszki, pieski, polana, przyjaciele , Ojciec
(...)
--- cały tekst ---
autentycznie potem zejdziemy z kładek
i będziemy jaszczurkami w trawach
po drugiej stronie jezora, pod nogami
wygrzewać się na słońcu
ciche spokojne godziny
szybkie ucieczki w mroki
wspinaczki ulubione na ulubione zakątki materii
mimowolne uśmiechy
będziemy spadać, znikać, wychodzić na wolność
i spać spać zagrzebani
słysząc nad sobą kroki olbrzymów
do widzenia malutka
zostań z wiatrem i chmurami w tym raju
na tej przeogromnej łące
między gwiazdami
Czasami siebie autentycznie nie cierpię.
-
Sobowtór nie może być do nas absolutnie podobny.
On jest tylko inną wersją nas.
Dlatego oburza poczucie naszej wyjątkowości,
podkreśla zależność od przypadku i przemocy
naszego ja i prawomocnie, czujesz to,
nie zgadzasz się ze sobą, z Nim.
I jeśli jest mądrzejszy, lepszy, chcesz Go uszkodzić.
Jeśli jest gorszy, chce uszkodzić Ciebie.
Uszkadzasz.
Czasem Sobowtórem staje się rodzic,
albo ukochany/ukochana,
albo jakiś zwierz.
Faraon Prusa miał Złego - został zatrzymany
przez chutliwego kretyna, a chciał mocy
i poprawy doli wszystkich.
Sobowtór sobowtóra Dostojewskiego
był takim samym zerem co jego nosiciel,
ale być może sprytniejszym - ale łudzimy się,
że to nie my, nie chcemy uznać.
Teraz jego czas.
Sobowtór chce przejąć nasze życie.
oczywiście istnieje. Każdy ma ją na sumieniu.
Wystarczy czegoś nie zauważyć, nie zareagować,
albo zrobić coś mimochodem,
dosłownie krew na rękach.
I żaden policjant nie będzie ścigał.
I nawet nie wpadniesz na pomysł, by się zgłosić,
bo trafisz do czubków jedynie.
Lepiej o tym nie myśleć, zapomnieć
To w sumie tylko
nieprzewidziane przez wątłą wyobraźnię
okoliczności.
Ale ty wiesz, on wie.
I czytać sobie te bajki Agathy Christie,
że zbrodniarz - i to jeszcze z wyższych sfer -
zawsze wpada, ups.
A poza tym psychopaci rządzący udowadniają,
że istnieje zbrodnia doskonała,
bo będąca, a przynajmniej nazywana,
cnotą.
Poczułem się moralnie nienagannie
gdy zobaczyłem Cnotlinę nagą w wannie
Tak długo ją uwodził wuc, aż się doczekał
jej uwiędnięcia
Jestem bliski uwiędnięcia wszystkich kobiet
zawińmy się w pledki
zdejmijmy napletki
zaprośmy subretki
załóżmy kabaretki
to czas radosnej
orgietki
Znalazłem się w straszliwym amoku
gdy zobaczyłem cię w rozchylonym
szlafroku
Złote jajo w lunaparku
Tramwajowe wagony jedne za drugimi przepływają po torach –
przez strefy skwaru i deszczu
po zaludnionych ulicach i pustych skwerach
Ciężko dyszą konie pociągowe naszych dni
przez sfery zapomnienia, nieuwagi, przeoczenia
Samolot przechyla się i wypada z niego człowiek
Wagon za wagonem, przystanek za przystankiem –
Na wprost w ramiona przeznaczenia
które spływa z nieba, wybucha lawą spod ziemi
ruchami tysiąca bakterii popycha na tory jakieś widma
Cios mierzony kolejnymi wahnięciami zegara
zatrzymaniem wagonów, wypuszczeniem drobnicy
zamknięciem i otwarciem oczu
Wagon za wagonem, dzień za dniem –
a pomiędzy jednym przystankiem a drugim – śmierć
a pomiędzy jednym mrugnięciem a drugim – wołanie o pomoc
(...)
--- cały tekst ---
praprababcie i prapradziadków ucztujących
w naszych snach na jawie
kartki zapisane na blacie stołu
zostaną żywym dywanem chrabąszczy wplecionych w warkocze
żywej rozmowy i głaskań przez jaszczurki rąk przodków
i ich lekkie oddechy idące z wiatrem po naszych szyjach
i blat stołu ofiar dla mrówek wiecznego lata
został jutro odnaleziony
przez rodzinę wywołującą popołudniowe duchy
w Grabowcu
nasze ciche porozumienie
słyszane odgłosy znad jezior za murami cmentarzy
delikatne pocałunki tej kobiety nieznajomej którą zna moja matka
Matka Boska Cygańska
Jak szedłem do granicy podwórka w nocy by rzucić się w otchłań dobrej pasji
to zapaliłem światło w pokoju o dwunastej
i rzesze wielkich miłośniczek mojej poezji rzuciły we mnie..
kapciem - Wybaczam im bo nie wiedzą co czynią, bo sam nie wiem co czynię
znowu kreśli czas
w pogawędce liści puls pluszaków
(...)
--- cały tekst ---
Może wszyscy najpierw rezygnujemy z bycia sobą, a potem,
już na końcu, gdy biologia przygniata, to chcemy być już tylko,
nie dla ochrony Złotego Graala mądrości, czy czegokolwiek, a tylko ciała,
sami ze sobą, ze swym bólem, splotem nerwów, rozkładem.
Dobrze by było przeoczyć tą chwilę odruchu starego wilka.
Człowieka pożarłyby wilki, dzieci, motyle.
Pokonany w sobie przez motyle lub przez ból.
Nie ma już siły walczyć, by zachować się jakim był.
A może to właśnie usilnie robi - nie ma się jak wypisać.
By nie cierpieć woli uciec lub bo cierpi ucieka,
próbując zachować resztki życia - ale fala i tak nadchodzi -
ale to już nie On.
To On, to jednak On, ostatnie spojrzenie, pożegnanie, posiłek, uśmiech.
Ja tam zostanę i rozszarpią mnie dzieci. A może uciekał będę przed nimi
jak On. Do siebie, do samotności, do Matki Spokoju,
do ostrożności bycia...
Chociaż lepsze są -
ostrożność bycia zanikającą melodią,
albo radość ostatniego ryku tygrysa...
Jedyne, co na pewno można zrobić, jeśli się wie jak,
to zawczasu się postarać albo pomodlić -
o dobrą śmierć,
(...)
--- cały tekst ---
