Obudziła mnie jak zwykle ta sama pora wstawania,
pora przecierania oczu i trafiania w pantofle,
zmęczonych myszkowaniem po nocy.
Kłaniam się kolejno wszystkim
przedmiotom niezmieniającym położenia,
przedmiotom poruszającym się na rozkaz ręki.
Od zawsze obecni.
Udaje mi się upozorować zapomnienie,
żeby móc im się przyjrzeć.
Czekamy na pierwszą? kawę,
sporządzamy czystość rąk, twarzy,
tworzymy spis treści pozostałych.
Zakładam, że jutro będzie tak samo
z wyjątkiem
mającym nieokreślone, inne cyferki przy innym nazwisku.
świetny wiersz -mocny, głęboki w niektórych frazach bolesny pełny uświadomienia czy tak warto żyć - ile nas dzieli od robotów? od kamienia? centymem gniewu czy milimetr obojętności
zgłoś
dziękuję :)
zgłoś
rutyna codzienna,, jest często jak gorset - formą, ale nie treścią, to już od nas.. :)
zgłoś
o wierszu - szukam słów, co napisać, Ty znalazłaś świetne :)
zgłoś
Dziękuję. Cudowny komentarz!
zgłoś
tego jest od metra,ale czasem to jest właśnie nasze męczące szczęście:) Kłaniam się przed poetyką zwykłych rzeczy.
zgłoś
Dziękuję bardzo! Odkłaniam.
zgłoś