Coś by się chciało, albo kogoś uratować,
choćby jeża,
który był w kanale nie wiadomo od kiedy,
o suchym pyszczku -
bierze się więc jeża ostrożnie, z włosem,
jak kulę nieszczęścia
i mówi do niego: tu tu, do ogródeczka,
pod okap,
pod paprocie.
Nieba chciałoby się przychylić, żeby tylko
napił się z pudełka,
żeby jadł z ręki, spojrzał choć raz człowiekowi
w oczy oczami jak czarne perły.
I podgląda się, czy kula będzie żyć,
czy się rusza -
co i rusz podchodząc - aż nagle go nie ma.
Od tej chwili wiadomo -
jeszcze w zagąszcz patrzy się długo,
czy liść jaki drgnie,
cień może przemknie...
.
czasem łypię przez okno, coby uzupełnić pola przywidzeń..
report
Trzeba mieć w ogrodzie kupę gałęzi zeszłorocznych jak wspomnienia, to może tam zamieszka :)
report
mam, jeśli tylko, ale nie kupę, raczej gromadę:)
report