|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (425) Proza (18) Dziennik (101) Fotografia (127)
Pocztówka poetycka (3) O autorze Znajomi (18) | |
Grudzień, wieczór.
Ptaki nie śpiewają, maciejka nie pachnie, żaby
zeszły do piwnic, łazienek i schronów.
Zziębnięta samotność zaplątała się w szary szlafrok,
kształt człowieka i Sonatę Księżycową.
Zasypia.
Kudłata suka goni zające na łące, łąka chrapie.
Ogień w kominku opowiada bajki,
z których nie cieszą się drzewa.
Rośnie noc ( jak czarna drożdżówka ),
ciemność za oknem lgnie do szyb.
Na parapecie, po cieplejszej stronie powietrza,
tańczą dwie świece.
Drzwi są zamknięte, o ściany obija się tęsknota.
Tylko ona wciąż czuwa.
ale na klepsydrze wciąż za pięć dwunasta..
zgłoś
trafiło się za duże ziarnko...
zgłoś
musi samorodek..
zgłoś
lub też trudności z przełykaniem, co się nagminnie przydarza klepsydrom...
zgłoś
obcuję tylko z jedną, to i małe horyzonty..
zgłoś
ważne, żeby szczelna, coby żadne ziarnko nie uciekło...
zgłoś
to mi pachnie sianiem totalitaryzmu..
zgłoś
zwykłe skąpstwo, gdy nie ma już czasu na rozrzutność...
zgłoś
Dla mnie super!
zgłoś
Miło mi :) Dziękuję!
zgłoś
"Rośnie noc ( jak czarna drożdżówka )" :)
zgłoś
Dzięki za czytanie :)
zgłoś