Skotłowany, skołtuniony
krzyknę w górę: - tere, fere!
Padnę trupem niedochrzczonym
na podłogi miałki teren.
Aż z podłogi wstanie deseń
dla tej chwili, dla tej chwili,
trochę w wiosnę, trochę w jesień,
wstanie deseń nim się schyli.
Nim się schyli nad upadkiem,
którym zniknę w takiej porze
i zanuci z czarnym światłem:
„świeć pod nogi dobry Boże”.
A ja będę tam - o Matko! -
leżał w chwili takiej czystej,
nim ostatni zgasi światło
nieuchronnie wiekuiste.
Widać kunszt języka, panowanie nad wypowiedzią poetycką ,z przyjemnością.
zgłoś
:) Z zacną uciechą pozdrawiam
zgłoś
z przyjemnością:)
zgłoś
Superb:)
zgłoś
jak zwykle - z polotem :) Pozdrawiam z uśmiechem :)
zgłoś
Już czekam na następny:)
zgłoś
Ależ to pióro swobodnie i z polotem!
zgłoś
jak noeopostkomunizm hehehh
zgłoś
A dziękować za czytanie i ślady tegoż. Pozdrawiam serdecznie Państwa Artystów.
zgłoś
uczyć się można na tym wierszu :)
zgłoś
:)
zgłoś
tym przyjemniej się czyta, że melodyjne :)
zgłoś
ha :)
zgłoś
ha!
zgłoś