w głowie mam taki zbiór tytułów
że oprócz nich już nic nie piszę
bo zresztą nie ma i dla kogo
na twardo wyprawiłem skórę
wyrazy składam w głuchej ciszy
żując swój własny gorzki ogon
nie mam też dobrych rad zbyt wielu
dla tych co gaszą pożar moczem
albo zdmuchują go mruganiem
dla mnie dziś celem jest brak celu
i przymykanie z lekka oczu
na wszelkie światła rozedrganie
w kartkach świątecznych swój testament
na raty zapisuję prozą
skrótem i starą dobrą sztampą
co stać się musi to się stanie
nim słowa same się ułożą
a zgasną pełgające lampy
siedze, mysle...i brakuje mi slow. pozdrawiam serdecznie
zgłoś
Siedzę i myślę, i nie wiem co odpowiedzieć. Pozdrawiam nie mniej serdecznie, :)
zgłoś
drży rozedrganej świecy płomień/ na ścianie teatr szklanki wody/ parlamentarnie tylko powiem/ do zejść potrzebne są podchody:))- Witaj drogi Stefanowiczu:)))
zgłoś
Jeszcze nie schodzę, chociaż, gdyby podejść do tematu filozoficznie, to w zasadzie po trosze schodzę cały czas... ;)
zgłoś
fajnie napisany i witaj:)
zgłoś
Dziękować, też witaj. Miło wrócić do starych znajomych.
zgłoś
miło zagłębiać się znowu w Twoje strofy:)
zgłoś
Miło znów "spotkać". Szacunek.
zgłoś
miło
zgłoś
i tu przyjemność czytania, podobają mi się Twoje metafory. Wiersz ma zamysł i od początku do końca nie schodzisz z jakości.
zgłoś
Akurat ostatnio słabiej z tą jakością. Czuję się jak ktoś komu wyjmują rękę z gipsu. Po dłuższym czasie nieużywania członki wiotczeją i słabną. To dotyczy wszystkich członków włącznie z piórem.
zgłoś
hehehe ciekawe rzeczy prawisz ;)
zgłoś