jeszcze nie ostygłeś w ziemi

Jeszcze nie ostygłeś w ziemi już byłam siwa i o piędź mniejsza jakby moje ciało zmalało właśnie o ciebie. Niewiele, ale ostatecznie i nieodwracalnie zabrali cię obracam pierścionek na wspak na zimnym palcu; policzki stają się sine jak nikiel i rtęć. W twoim pokoju od lat w oknach wiszą białe prześcieradła, matka zszywa firanki nieprzeźroczyste jak beton, żeby to wszystko wyglądało dobrze kiedy wrócisz, mówi.
W każdym mijanym oknie stoisz podwójny - już musisz iść - mówię, - nie możesz tu zostać ktoś cię zobaczy; ludzie zaczynają gadać, wiesz, to nie da mi spokoju. Proszę, musisz już iść!
W końcu odsuwasz się od ostatniego okna odgarniasz włosy na ramiona, wychodzisz obrażony – rzeczywiście już późno, uściskaj wszystkich, zapomniałem
 
 
-


szyba jest czysta
nietknięta

Stefanowicz
27 june 2011 at 23:12

Poruszające, obrazowe. Świetny utwór. Chyba proza poetycka, zresztą mniejsza o nomenklaturę. Super.

report

Darek i Mania
27 june 2011 at 23:18

jestem pod wrażeniem i zamiast pisać zaczytam się znowu i zamyślę ...

report

Ludwik Perney
28 june 2011 at 07:15

"ciało jest kamień rzucony / w otwarte usta ziemi / nieruchomo rośnie / korzeniem / w górę / bez światła." Bardzo lubię atmosferę Twoich tekstów. Tak autentyczną i wolną od internetowych manieryzmów.

report

oczy jak pustynia
28 june 2011 at 07:33

jest klimat:-)

report

Ame
28 june 2011 at 18:38

jest mroczność pełna spokoju, jak przechodzenie ze stanu snu do stanu jaźni... szyba dzieli, ale przenikanie nie... z uznaniem Lauro...

report

Laura Calvados
28 june 2011 at 19:31

jakaś prostota i oczywistość interpretacji, atma. dziękuję

report

Ustinja21
8 august 2011 at 02:46

Dziękuję ci za ten wiersz.

report

Emma B.
8 august 2011 at 02:51

trudne są te wyznania, trzeba mocno się zamyślić

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register