w szkle pusto
jak zawsze nazbierałem kwiatów
kiedyś wiedziałem wszystko pomiędzy
nocą a dniem o tożsamości zapachu o kochaniu
i oknach otwartych na niebo
teraz savoir vivre zostawiam na potem
jestem niczym kość mojemu psu
rzucony na łaskę niełaską losu
w historię pewnego małżeństwa
balansując na linie
przytrzymuję lekko powietrze
w przeciwieństwie do rozwagi
daje mi to chwile bezpieczeństwa
dalej to już tylko droga
moja lekko krzyżowa pod stopami
i kilka nieprzychylnych drzwi z kamienia
musi do kamedułów..
zgłoś
musi tak... tylko wezmę snickersa... ;)
zgłoś
Trzeba było słuchać się Mamy..
zgłoś
:))) właśnie...
zgłoś
dla mnie zdecydowanie bez ostatniego wersu, ale wiersz ma w sobie coś, co mnie przytrzymało by przeczytać parokrotnie, no i tytuł mocno intrygujący :) pozdrawiam :)
zgłoś
dziękuję Aniu... pozdrawiam również... :)
zgłoś
a ostatni wers... miałaś rację... usunąłem, dziękuję... ;)
zgłoś
:)
zgłoś
Aniu, okradlas mnie z mych refleksji w temacie :)
zgłoś