|
| smokjerzy |
| PROFILE About me Friends (18) Poetry (415) Prose (17) Photography (127) Postcards (3) Diary (98) | |
smokjerzy, 12 february 2018
podnoszę patyk
piszę wiersz
woda marszczy się
rozbawiona
nawet gerris lacustris
ma więcej talentu
szepcze
smokjerzy, 9 february 2018
tak
jak szept
w którym nagle
zbiegły się wszystkie nadzieje
kat
jak nie
w którym nagle
rozpadło się czyjeś życie
akt
jak bóg
w którym nagle
dokonało się stworzenie
tka
jak mim
w którym nagle
zrodziła się potrzeba mowy
kta
jak bezsens
w którym nagle
kształtuje się to pytanie
ile waży słowo
smokjerzy, 8 february 2018
podłoga unosi się opada
merda ogonem pobrzękując dzwoneczkami ciszy
najeżona zieleń jest tłem dla ruchomego powietrza
( notuję - koniecznie umyć okno, zakłamuje rzeczywistość )
siódma rano biega od ściany do ściany
bunt drzwi
drzwi uciekają
drzwi zachłyśnięte marzeniem o podmiotowości
gubią dziurkę od klucza
już przyleciałyśmy - protestują żurawie
podłoga wstaje z podłogi - ziewa
przeciąga się
język ciepły i długi
zlizuje twarz z siódmej rano
a ona
w długiej sierści gubiąc palce i oddech
rezygnując z drzwi
bezpowrotnie przemija
pod chmurą kawy
schronienia szuka porcelanowa filiżanka
smokjerzy, 31 january 2018
jeden dodać jeden równa się trzy
krzyczało we mnie coś ( dość przerażone )
zaś zasady matematyki
leżąc na podłodze fikając odnóżami trzymając się za brzuchy
krępowały pozbawione wiary myślenie
mocnym sznurem demonicznego chichotu
brzmiącego mniej więcej tak
ha ha ha ( czytać niskim metalicznym głosem )
logika siedziała na krześle bez oparcia
przy stole z powyłamywanymi nogami
( widomymi dowodami na indolencję i impotencję
stolarza-ortopedy który wyindywidualizował się
z rozenuzjazmowanego tłumu wierszoholików
więc zamiast mebli zaczął strugać lirycznego wariata )
i waląc głową w blat powtarzała
to niemożliwe
nie nie nie
z czego wyszedł wcale niezły rap
do dziś pamiętam głuchy warkot specjalisty ginekologa
który skazany ( za poezję ) na dożywotnią kasę chorych
wszelką pracę traktował jak niezasłużony dopust boży
PAŃSKA WENA JEST W CIĄŻY
słowa te były jak
wypuszczone na wolność bomby
szelest jesiennych listków
kwilenie szczęśliwych dzięciołów
dźwięk trąb jerychońskich
zapach maciejki pośród stada napalonych kotów
wena zaniemówiła zbladła i zemdlała
a ja
( gładząc pęczniejący brzuszek )
jak w transie powtarzałem
BĘDZIEMY MIEĆ WIERSZ
mieć wiersz
jeden dodać jeden równa się trzy
wiersz ja i ty
Epilog
Wena zmarła w trakcie porodu.
Smutny poeta został sam z małym wierszem.
Kocham, zwykł mawiać, nigdy cię nie opuszczę,
lecz co mam z tobą począć?
Wtedy on, uosobienie niewinności,
bezradny zlepek przypadkowych zdań,
trzepocząc rzęsami, spod których wypływały
złote rybki nieporadnych słów, odpowiadał-
Poczekaj aż dorosnę, tato!
Jeden dodać jeden równa się dwa,
wrzeszczała zwycięska logika,
zaś matematyczne zasady zajęły się
układaniem skomplikowanego równania
z wartością przejmująco bezwzględną.
smokjerzy, 30 january 2018
tu leżą słowa
z którymi nikt nie obszedł się właściwie
i nikt
który zawiódł się na słowach
smokjerzy, 28 january 2018
sto diabłów
dmuchało z północy
dachówki fruwały jak jesienne liście
szyby w oknach drżały
pod krzesłem
wtulony we własną sierść pies
udawał że go nie ma
aleksander
wrzeszcząc głośniej
niż przydepnięta łapa kota
wściekły
z piłą motorową w garści
wybiegł z wiersza przed dom
i pociął wiatr na plasterki cienkie
jak pisk myszy
dziękuję
( przeciągając się zmysłowo ) wyszeptala cisza
a aleksander z poczuciem
dobrze spełnionego obowiązku
wrócił do wiersza
gdzie ciepło
miło
i roztańczony ogon psa
cały w piórach
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
13 january 2026
wiesiek
12 january 2026
wiesiek
11 january 2026
Jaga
10 january 2026
wiesiek
4 january 2026
Jaga
4 january 2026
wiesiek
31 december 2025
wiesiek
30 december 2025
Jaga
27 december 2025
marka
27 december 2025
marka