wszedłeś jak wchodzą pająki
do opuszczonego domu
rozsnuwając przędzę
w cichych zakamarkach
aż w końcu od piwnicy po strych
nie ma miejsca
którego nie dotknęłaby plątanina nici
i nie ma skrawka skóry
na moim ciele który zachowałby
niezależność od twoich warg
naciskam mocniej
sprawdzam naprężenie sieci
pęka gdy z hukiem otwierasz okiennice
wpuszczając oślepiający blask
wolno odsłania twarz i biodra
przepasane ręcznikiem
bezcenne vermeery kryją się za zasłonami pajęczyn; samoczynnie zmurszałe okiennice od omijania; kwantowa natura przepaski z ręcznika..
zgłoś
dzięki za bogaty komentarz:-) jesteś mistrzem minimalizmu słownego, Alcie, trzy słowa niosące trzy tony treści (nie ironizuję, żeby nie było:-))
zgłoś
ależ..
zgłoś
Czytałem twoje komentarze u innych... masz jęzor nienażarty... Gdybyś jeszcze był poetą... Nie będziesz...
zgłoś
Twoim zdaniem:-)
zgłoś
A do ludzi odnoszę się z dużą dozą sympatii:-)
zgłoś