28 january 2022
nasz swojski armagedon
Czasem mijam po drodze kwitnące ciągi
słów ułożonych odważnie w wiersze
zapisane na serwetkach w dworcowych poczekalniach
przy niedopitych gorzkich herbatach
jakby wypadły z ust wspomnieniem czegoś
co jeszcze niedawno było wypisane na sztandarach
a teraz powraca jak bumerang zapachem sierpnia
próbuję oswoić z tym wzrok
tak żeby i w ciemnościach nie odwracać się plecami
do przenicowanych metafor
usypiającego rytmu
rankiem zdejmuję ze ścian niezrozumiałe frazy
bełkot sam upomina się o taśmę klejącą
o plastry których używamy do sklejania duszy
a nie każdy śpiew okazuje się łabędzim
prezes wkurwiony bo za swoje musiał kupić siatkę
na motyle i zestaw podstawowych rymów
w ostatnim wierszu żołnierzy wyklętych cenzura zmieniła w ołowianych
niektórzy już piszą po linii jedynie słusznej partii niesprawiedliwości
nie było Jedwabnego
covidu
pegazusa
powinienem uwierzyć w Boga
31 december 2025
wiesiek
30 december 2025
wiesiek
30 december 2025
Jaga
29 december 2025
wiesiek
28 december 2025
wiesiek
27 december 2025
marka
27 december 2025
marka
27 december 2025
marka
27 december 2025
marka
27 december 2025
marka