Zmiana sposobu prezentacji
listopad zaczął się mgliście
z wczorajszym cmentarnym psalmem
który chodził za mną bez opamiętania
.
poddałem się nastrojowi
nawet wieczorem
kiedy mogłem patrzeć na płonące ognie
wspominać twarze z porcelanowych fotografii
czy podziwiać wiatr
który przeganiał po kamieniach ostatnie liście
.
czas nie zwalnia
dobrze gdy z pocałunkami zaglądamy w siebie
w porannych szeptach zostawiamy bukiety myśli słów
i cieszymy się z wzajemnością filiżanką czarnej
.
ile nadziei w zrywaniu z kalendarza
wszystkich przyszłych wspólnych chwil
Pax vobis
2026-11-02
znów październik zapędził się w jesień
wraz z księżycem w kałuże zagląda
jakby sprawdzał co stało się z wrześniem
który kiedyś po nocach się błąkał
.
rozpłakały się w mieście ulice
września nikt już nie widział z dziewczyną
nawet we śnie z pogodą nie przyszedł
czas z depresją powrócił nie minął
.
liści w parku wiatr nie chciał już sprzątać
mgłą na amen przerosła bezsenność
cień miłości jak duch wyszedł z kąta
wrócę wierszem
zostaniesz znów ze mną
2026-11-02
w tęczowych szeptach
gdybym mógł gwiazdom światła wiązać
w jedną latarnię gdzieś w obłokach
w ogromny księżyc który pląsa
zanim w kolorach się zakocha
gdybym się zgubił w pocałunkach
w barwnym pryzmacie niedosytu
i w każdej tęczy widział usta
z zaborczym - weź mnie - kochaj - przytul
póki nas jesień w siebie wplącze
i zmarszczy ciepło naszych dłoni
lato się kończy - czy choć zdążę
tobie i niebu się pokłonić
światło dojrzewa echem pragnień
noc nadziejami już okrzepła
wiesz jak o świcie słońce pachnie
i księżyc gaśnie w naszych szeptach
wpisani w miłość zaufaniem
(...)
--- full text ---
to co było dawno - dawniej niż przedwczoraj
mgła skrzętnie okrywa - czas obrzuca ziemią
jesień śpiewa psalmy nie tylko w nieszporach
szarą teraźniejszość wiatr zagania w ciemność
i na ścieżkach dźwięków gdzie szept nocy cichnie
zamienia ją w przeszłość - może to brzmi dziwnie
lecz jakże prawdziwie gdy na gzymsach zorzy
to co chwilę wcześniej wybuchało złością
nagle się wybudza otwierając oczy
bez zła nienawiści ciesząc się miłością
jakby cud przyszłości stawał się narracją
czasu który łączy molekuły spacją
dziwne jak melodia w nucie listopada
gdy na kancie światła i cmentarnych wspomnień
zanurzam się myślą w spadających gwiazdach
w powrotach przemilczeń niespełnień niedotknięć
gdy wiążę marzenia i ciebie z wierszami
miłość to nie przeszłość
jest w nas
między nami
pustka rozlewa się dokoła
gdy otwieram oczy
rozpływa się falą wypełniając
szczeliny w podłodze
dziury w przestrzeni
.
likwiduje niezamieszkałe cienie
grzęźnie w świadomości
wyrywa się z objęć
szarpie klamkę
kiedy wchodzi pod powieki
czuję jej dno
Przychodzi tak jak dziś przedzimiem
w nierozpoznanych nigdy twarzach
których z pamięci nijak wymieść
ni zamalować ni zamazać
budzi wspomnienia gdzieś po drodze
w płonącym ogniu cienie gasną
ile tych świateł - całe morze
jak słów do wiersza którym ciasno
wosk spływa lawą po kamieniach
jakby chciał zebrać myśli w jedną
jesteś człowieku a cię nie ma
z wiarą w ulotność duszy
w ciemność
miałem ci powiedzieć
ale lepiej będzie napisać
.
nie wypatruj mnie w ciemności nocy
zamkniętej pod powieką
wyciągnij dłoń
a kiedy poczujesz światło
ułożymy się pod kolor oczu jedną tęczą
.
każdego dnia o świcie zaczynam się od nowa
nawet kawę piję tylko po to
żeby na dnie kubka spotkać się z twoim uśmiechem
jak nikt potrafisz włożyć
szczęście w kąciki ust
czy spotkamy się kiedyś na chwilę
jak dwie krople w jesiennej szarudze
albo słowa od dawna niczyje
zapisane w pamięci na później
ktoś nam podróż do szczęścia obiecał
i na kawę poranną zaprosił
pozostawił nam swoje objęcia
w listopadzie darował cień wiosny
czy spotkamy się niechby przypadkiem
zatrzymani spojrzeniem w zachwycie
nawet we śnie jak teraz - no właśnie
w późną miłość zaprasza nas życie
2026-10-31
nie wiem czym pachną ostatnie dni października
jabłka zerwane
puste sady
w słońcu lśnią warkocze pajęczyn
zmierzcha się coraz wcześniej
wieczorem otulam Ciebie ciepłym szalem
pocałuj
wiesz ile szczęścia przynosisz
w każdym pocałunku
2026-10-29
wyobraź sobie góry w chmurach
i deszcz
padał co chwila
wyobraź sobie rwące potoki
w którą stronę byś nie spojrzała
ściana deszczu
mgła
nad Buczynowym i Kozią Dolinką
pogoda jak w listopadzie a przecież październik
rozpłakała się Natura w październiku
wyobraź sobie
czy kocham góry
pewnie tak jak ty
chociaż twoje są piękniejsze i wyższe
z widokiem na przyszłość
moje góry zbankrutowały
już na pierwszym piętrze dostaję zadyszki
dzisiaj w oknie mgła
ciągle widzę tę samą przepaść
(...)
--- full text ---
las wierszy drzew i rąk
jesienna leśna cisza
i nikt nie pyta skąd
ta ,cisza do nas przyszła
był wiersz co z wiatrem wpadł
na chwilę nie wrześniową
taki co w pole gnał
zwyczajnie -daję słowo
a wrzesień ciepły był
mech wrzośćce grzybobranie
jesienią nam się śnił
nim słońce wstało - wstanie
.
nim się wtulimy w jesień
jak miłość która nas
przez życie wierszem niesie
2026-1028
