Zmiana sposobu prezentacji
od kiedy szczęście dzielisz na pół
nawet słowa nabierają wartości
odnajduję się w cieple twoich dłoni
a usta oddaję w jasyr pocałunkom
.
jesienią echo opowiada miłosne historie
jabłka zwracają się ku słońcu
poniedziałkowe marzenie w kolorze twojej szminki
codziennie przynosisz uśmiech
wszystkie zapisuję w pamięci
nawet kąkole pod wierszem
błękitne chabry
.
łąkę w kwiatach pełną pocałunków
pod liściem łopianu twoje wilgotne
zostają na ustach jak krople kawy
.
od wczoraj w niebie same dziury
karmię się nadzieją na słowo
wrzesień w kwiatach róży modlitwą w purpurze
słów błyszczących w słońcu pośród mgieł poranka
przyniesionych z wiatrem na skrzydłach by później
oddać to co piękne gdy dusza chce załkać
nawet nocą kiedy księżyc chmury mija
rzucając za siebie galimatias cieni
jesień w różach znajdzie brakujący wyraz
w karminowej barwie - jeśli chcesz - uwierzysz
chyba że spełnienie hojnością cię dotknie
i uśmiech wprost z płatków przeniesiesz na usta
znam takie zaklęcie - dwa słowa ze wspomnień
które łączy serca nim miłość rozhuśta
znam takie zaklęcie związane kokardą
które przed ołtarzem w koralach się mieni
kiedy mówisz kocham - kochać zawsze warto
jesienną miłością czas się zarumienił
budzisz się ze słowem dzień dobry na ustach
dłonie szukają się nawzajem
wargi warg
wyobraźnią zdejmujesz wilgoć z pocałunku
a szept jak echo powtarza niecierpliwe - weź mnie
wtedy z każdą chwilą jesteś bardziej moja
sklejeni pożądaniem uciekamy w magię
wiem że kochasz
jest coś pomiędzy nami
coś między dniem a nocą
jak ciepłych ust aksamit
kiedy się rozochocą
jest duch pieszczoty - dotyk
w dwóch sercach zakwitł - nie wiesz
sfrunął jak barwny motyl
a może tylko przebiegł
w strumieniu twoich włosów
lśniących nad ranem pełnią
pachnących ciągle wiosną
tak jakbyś była ze mną
i czas się nam zatrzymał
i dłoń twą czuję w dłoni
tak miłość się zaczyna
pocałuj jeszcze
dotknij
nie wiem dlaczego jeszcze nie śpię
i cisza chrapie za kominem
śniłem że zrywasz nam czereśnie
a ja trzymałem ci drabinę
w słodkich owocach minął lipiec
zaraz wspomnieniem będzie wrzesień
a nam do siebie nic nie bliżej
choć nauczyłaś tęsknić - tęsknię
deszczu wymodlić nie potrafię
nocą rozmawiam sam ze sobą
kawa - ratunek tylko w kawie
jeszcze pocałuj - jesteś obok
to miał być koncert na dwa świerszcze
na spadające w deszczu liście
na wiatr bezsenność krótkie wiersze
na miłość która jeszcze przyjdzie
to miał być koncert na dwa serca
w jesiennym rytmie czułych wyznań
z kocham wpisanym gdzieś do wiersza
z wiarą że się do niego przyznasz
jak do melodii którą kiedyś
ktoś z gramofonu co dzień puszczał
symfonia deszczu - proszę nie śpij
lubię gorące twoje usta
już po dziewiątej późna pora
wieczór położył cień za oknem
za chwilę jutro będzie wczoraj
i noc nas brzmieniem wspomnień dotknie
.
twój głos usłyszę tak zwyczajnie
jak przedwieczorne granie świerszcza
i przyśnisz się tak jakbyś zawsze
pierwszą miłością była w wierszach
.
z całusem jednym dwoma trzema
z nutką w ramionach kołysaną
z księżycem zdjętym z chusty nieba
i uśmiechniętą jak mój Anioł
https://www.youtube.com/watch?v=_d-bEM88LlM
każdy dzień to spacer we dwoje
kwitnąca łąka
i motyli w sam raz
i świerszczy tyle ile bóg dał
nie trzeba pilnować słońca
gdy o zachodzie schodzi po tęczy na bardziej zieloną stronę
nie znam zaklęcia
na szczęście
papier wszystko zniesie
dwa słowa
myślnik
papier wszystko zniesie
twój pocałunek - ślad zauroczenia
tłuszcz po kaszance
może nie na temat
ale wiersz wierszem sam pisać się nie chce
pomysł wyszczuplał
las wpisany w chmurę
liryka również
bez konwalie wiosna
na czystej kartce napisałaś - kocham
radość ze słońca które wcześniej wstaje
smutek że wczoraj wspomnieniem się snuje
blask lśniących oczu
na dzień dobry uśmiech
łzy które zwykle kończą na rękawie
twój list i tak by nie doszedł
nie dostanę też żadnej wiadomości
tu gdzie mieszkam nawet listonosz nie chodzi
i notoryczny brak zasięgu
w tamtym roku czasami pokazywała się kreska na nasypie kolejowym
teraz pociągi już nie jeżdżą - autobusów nie pamiętam
co dwa dni przychodzi tylko pan Julek z pieczywem na zamówienie
a do lekarza, komu by się chciało - 30 km w jedną stronę
tylko po to żeby w kolejkę się zapisać
kto choruje ten umiera
ksiądz bliżej
dojeżdża w niedzielę na mszę
ministranta nie mamy
siostra pomaga za bóg zapłać
i tak się żyje z dnia na dzień
jak będą jagody - idzie na nich zarobić
i na kurkach
na "żydkach" trawę wykoszę
czasami w skansenie potrzebują
mnie dużo nie trzeba - nie palę nie piję
telewizji nie oglądam
rozmawiać mogę ile dusza zapragnie
(...)
--- full text ---
