jesień zeszła z obłoków jak czas do wieczora
mgłę rzuciła na łąki jak piaskiem po szybie
chłód obudził się później - zaspał na nieszporach
z zapomnianym pacierzem księżyc nocą przybiegł
zapisany w kałuży pomarszczonym światłem
w kroplach deszczu spóźnionych o niejedną chwilę
pod uliczną latarnię ostatnią za miastem
wraz z sierpniowym wspomnieniem - gdzie ćmy i motyle
gdzie podziało się lato w różowej sukience
ile gwiazd pozostało na niebie w obłokach
ile ciebie przytulę swoim szczodrym sercem
czy jesienią mi powiesz - kochaj jak ja kocham
Czas jest względny. Może cię pocieszy, tak dosłownie, wczoraj zrobiłam zdjęcia rusałki admirała i kapustnika. Do tego mignęła mi rusałka ceik, ale nie zdążyłam jej "zdjąć." Dzień był przepiękny, dziś gorzej, ale jutro może znowu wyjrzy słońce :))
report
byłem na działce, jeszcze złocienie kwitną w najlepsze... przyroda jest fajnie urządzona...tle życia dookoła :)
report
U mnie rudbekie kwitną cały rok, że o mniszku lekarskim, czy brodawniku zwyczajnym nie wspomnę :))
report
Klasycznie piękny, pełen miękkości i melancholii.
report
czasami zdaje mi się że frunę z wierszem, ale to melancholia o której wspominasz... pamiętam o miękkości... szczególnie przy lądowaniu... poezja jest piękna szczególnie polska, mamy bogaty język :))
report