Zmiana sposobu prezentacji
między słowem a słowem wzgórza i doliny
góry którym do nas blisko i daleko
tak jak wierszom wczorajszym otwartym na miłość
zanim dotkniesz kamienia na wierzchołku szczytu
.
góry uśmiech przenoszą wyżej coraz wyżej
w twoich dłoniach dzień ciepły - nocą fiolet wrzosów
w zapisane na przyszłość zamglone jesienie
gdy horyzont spełniony myślą czasem wiarą
.
dobrze że jeszcze echo w radości tworzenia
żyje chwilą wspomnień kiedy mogłem podglądać
szczęście błyszczące w źrenicach zadowolonej
z życia kobiety
.
wiem że nie były to łzy
Znów deszcz - w kałużach się przeglądam
jakbym niestety lustra nie miał
chociaż czy warto starość wiązać
ze zmarszczką co się znikąd wzięła
w obrazie nieco wyświechtanym
nieogarniętej wiatrem fali
z bruzdą na czole... weź ją zapisz
nie wszyscy w nocy się wyspali
no cóż październik straszy deszczem
kolejna jesień czas ucieka
spójrz - pod tą zmarszczką dalej jestem
nie mów
następna cię urzekła
życie nas w codzienność wpycha
w zapomnienie i niedosyt
rok za rokiem czas umyka
plączą się w pamięci wiosny
.
już wszystkiego nie pamiętam
wyzłociła nam się jesień
wydłużyły się wieczory
śniłaś mi się cały wrzesień
.
z marzeniami w pocałunkach
w przytuleniu w rozszeptaniu
śniłem twe gorące usta
czas nas wiązał w jedno zaplótł
.
nic że z drzew spadały liście
mech poszarzał znów na płotach
dni nam nigdy nie ucichły
a i noce - chce się kochać
2022-10-23/2026-10-23
Melodią słowa mów dziś do mnie
chcę chłonąć jego moc i brzmienie
siłę gdy z iskry czyni płomień
i lekkość z jaką wpada w wiersze
.
pozwól nakarmić się poezją
jej barw paletę zmienić w zachwyt
niechaj na strunach zagra wieczność
gdy rytm się podda wyobraźni
.
wychwyć ze szmeru pomruk grzmotu
rwij tak jak echo myśl na strzępy
chcę w dojrzałości znaleźć spokój
ale to słowo z innej pieśni
wczorajszy dzień przeszedł bez historii
może tylko deszcz spóźnił się o kilka godzin
wtulony w ciepły jesienny powiew wiatru
rozmawiałem z chmurami kryjąc się pod parasolem
.
ktoś z boku pomyślałby że wariat - gada sam do siebie
a ja właśnie układałem wiersz
jak twój uśmiech przed pocałunkiem
gdy uciekasz w ciszę zmieniając tylko miejsce pobytu
.
niepotrzebny już sen ani melodia gwiazd
wpadamy na siebie milcząc jak dwa ziarna piasku w klepsydrze
marząc o jednym wielkim kwitnącym ogrodzie
wtul że się we mnie mocniej
.
krople spływają z parasola prosto za kołnierz
październik otwiera ramiona na poezję
już nie pamiętam - czas wyrwany chwili
jakby z zaświatów - nie widzę postaci
pan też w kolejce - głos nad wyraz miły
spomiędzy krzyży kruk tak dziwnie patrzy
.
słychać jak piasek pod stopami chrzęści
wilgotne liście wiatr próbuje unieść
niczym modlitwę której nijak zmieścić
w żółci chryzantem która z ogniem frunie
.
o zmierzchu cmentarz zaciąga się dymem
bezkształtne chmury znaczą nową przestrzeń
czy pan w kolejce - głos nad wyraz miły
zapiszę w zeszyt - znaczy umrzeć nie chce
2026-10-21
spójrz na jesień znów w liściach a pod liśćmi miasto
pierwszy lepszy parasol z deszczem chce się spotkać
księżyc z muchą pod brodą - skąd on ją wytrzasnął
i ten gwar na ulicy - to chyba Piotrkowska
.
noc ucieka przed chmurą a ja śnię przy oknie
długi spacer we dwoje to nie twoja wina
wspomnieniami się karmię - barwami na Złotnie
gdy jesienią przytulasz nie trzeba Tuwima
.
wiatr się zerwał deszcz spadnie na łódzkie ulice
słychać tramwaj do Zgierza może do Pabianic
ale muchy nie słyszę - leci za księżycem
może łodzią odpłynie - Łódź już nie ma granic
2026-10-20
czasami niebo wydaje się na wyciągnięcie ręki
nawet gwiazdy mrugają do siebie dziwnie znajomo
gra świateł
muzyka
koncert jesienny
ale z tych nie na dwa świerszcze i wiatr w kominie
.
w międzygwiezdnej przestrzeni
rozbrzmiewa jesienne pożegnanie Chopina
.
oddalone o miliony lat świetlnych gwiazdy
dotykają wyobraźni
.
powracasz jak noc - muzyką
Moje Szczęście
2026-10-19
jesień jak jesień z młodym winem
z twoim uśmiechem jak przed laty
dziś świerszcze grają za kominem
chłód w złotym liściu cicho zastygł
dzieci kasztany wyzbierały
nawłocie dawno już przekwitły
tylko w twych oczach świat mój cały
radość na ustach aksamitnych
gdybyś tak jeszcze swoje - pragnę
wpisała obok - kocham - z wiersza
niech w kropli deszczu na nas spadnie
życząc - dzień dobry - prosto z serca
czuję ją w środku - wiesz jak gniecie
jak późno-letnie zakochanie
co ten październik nam przyniesie
ach przytulże się - słońce wstaje
otwórzcie chmurom serca zanim deszcz wywróżę
zgaście światła przed świtem jak ostatnie gwiazdy
niebo ciszą zarośnie jak ciemność po burzy
cienie drzewom odżyją - słowo boże zadrży
o jesieni w tym roku tak jak i o głodzie
zapomnijcie smakosze wytrawnych witamin
żeby żyć trzeba kochać - co jest bardziej w modzie
jakaż miłość jest trudna gdy kamień o kamień
zanim umrzesz jak człowiek - jak zwykle za szybko
a poezja jak pacierz wspomnieniem zostanie
umrze słowo grzech umrze piękno umrze - wszystko
i nie powiesz - dobranoc - gdy czas na śniadanie
2026-10-18
