Dawno, dawno temu, więc może wczoraj lub dzisiaj - Ludzie z Krwi i Kości zapomnieli - domowi oślepły okna. Przestało przez nie padać światło i nie można było zobaczyć niczego, co jest poza domem.
Zanim zaczęła się zabliźniać ostatnia okienna źrenica, zdążyła chlapnąć do środka ciemność, i zagnieździła się pomiędzy ścianami, pomiędzy niewidzącymi oknami, i tam puchła, rozpleniała się, rozkłączała, rozlewała, podnosiła się, żeby wypełnić dom. Od podłóg, które pod nią skrzypiały, po sufity, które trzeszczały nad nią.
I, sama smolista, z chrobotem owocowała ćmami z czerni; im więcej i gęściej, tym więcej – co dziwne – majaczyło innych, coraz ostrzejszych kształtów, jakby ćma mogła stać się źródłem niknącego światła, i mogła wokół niego krążyć, wpadać na siebie i w siebie, i oczerniać, rozpalać i spopielać własne ćmiące ciało.
Nocny chętnie by stamtąd uciekł, ale czuł, jak trwoży się tamten ćmiący się czarny domownik; Nocny Gość był wystarczająco dzielny i dorosły, by mimo strachu nie zostawiać w przerażonej ciemności ciemności samej.
To była trwoga, z której uchodziły słowa i wykrwawiały się w ucieczce. Dlatego nikt nie potrafił jej opowiedzieć. I dlatego nie umiała tego zrobić również Rozczochrana Kobieta, która przyszła odwiedzić Nocnego Gościa.
Jedyne, co mogła Rozczochrana, to posiedzieć w ciemności z Nocnym, z ciemnością i ze spokojem poczekać, zastanowić się, aż ona sama, czy ciemność, czy Nocny Gość, lub razem będą wiedzieć, co lub kogo przywołać, żeby okna odzyskały wzrok.
Czas mijał, mijał, aż minął całkiem dom i znikł, a dom został i cichł, aż wnętrze zaczęło wyglądać momentami jak wnętrze zmroczniałego kalejdoskopu-teatru, a momentami jak powtarzający się, migający film z wyłączonym dźwiękiem.
Teraz ani Rozczochrana, ani Nocny Gość, ani ciemność nie byli pewni, po której stronie okien trwają: w środku kamienicy, czy może na zewnątrz, a może po jednej i drugiej stronie jest jednakowo – Ludzie z Krwi i Kości tego nie wiedzieli, zresztą, i tak nie podpowiedzą, ponieważ kręcili się tak daleko, że ich nie było.
I przypomniała sobie, jak dawno, dawno temu, wczoraj lub jutro, Nocny Gość wziął za rękę lalkę z gałganków z innej bajki. Pomyślała, że na Nocnych Drogach to Gość wie najpewniej, najjaśniej, co zrobić, kiedy nie wiadomo, co zrobić.
Dlatego teraz zrobiła to samo: wzięła za rękę Nocnego Gościa i nie mówiła nic więcej, czując, że czasami nie można już zrobić niczego innego, a w ciszy otwierały się okna na rusztowania, na powietrze, na trochę koniec, trochę nie.
kiedyś dostałam propozycję zamieszkania w domu z widokiem na okna. w każdym z nich kobiety wystawiały na parapetach kwiaty które widły po jednej podróży słońca. tylko ludzie na ostatnim piętrze nie potrafili zrozumieć skąd się bierze mrok który noszą w sobie ich sąsiedzi. a na środku stał trzepak. nie było tam dzieci, więc służył zgodnie z przeznaczeniem, ale odgłos trzepania pękał szyby w oknach jakby chciał się uwolnić, jak prawie każdy, tam
Istar, to przecież najładniejsze, co może się przytrafić opowieści, takie wtranżolenie, z którym jej po drodze :) nic do wybaczania. raczej przeciwnie, sama radość, heh
ciekawe, wciągające :)
zgłoś
a dziękuje , niech cię lepiej nie wciąga moja alegoria;-)
zgłoś
musi wieża babel, bo nieba dotyka..
zgłoś
stara praga w wwce... tak mi się jakoś skojarzyło... :)))
zgłoś
to B-B moje miasto;-)
zgłoś
Bolek i Lolek?
zgłoś
nie ma sie czego bac, to tylko ksiezyc idzie:)))
zgłoś
smutnawe, jakby powiedziała moja śp, ciocia :))
zgłoś
to był zły dzień i takie smutne, mroczne i wizje ze się wyrzuciłam
zgłoś
tak Bolek i Lolek
zgłoś
Każdy się czasem boi, ale Twoje wizje są twórcze, więc może dobrze, iż się boisz... :)
zgłoś
Czas na szesnasty dom. Mam go teraz przynajmniej zacząć. Chodźmy więc.
zgłoś
Dawno, dawno temu, więc może wczoraj lub dzisiaj - Ludzie z Krwi i Kości zapomnieli - domowi oślepły okna. Przestało przez nie padać światło i nie można było zobaczyć niczego, co jest poza domem.
zgłoś
Zanim zaczęła się zabliźniać ostatnia okienna źrenica, zdążyła chlapnąć do środka ciemność, i zagnieździła się pomiędzy ścianami, pomiędzy niewidzącymi oknami, i tam puchła, rozpleniała się, rozkłączała, rozlewała, podnosiła się, żeby wypełnić dom. Od podłóg, które pod nią skrzypiały, po sufity, które trzeszczały nad nią.
zgłoś
I, sama smolista, z chrobotem owocowała ćmami z czerni; im więcej i gęściej, tym więcej – co dziwne – majaczyło innych, coraz ostrzejszych kształtów, jakby ćma mogła stać się źródłem niknącego światła, i mogła wokół niego krążyć, wpadać na siebie i w siebie, i oczerniać, rozpalać i spopielać własne ćmiące ciało.
zgłoś
– Dziś się boję – powiedział Nocny Gość, gdy ciemność rozgościła się we wnętrzu domu.
zgłoś
Nocny chętnie by stamtąd uciekł, ale czuł, jak trwoży się tamten ćmiący się czarny domownik; Nocny Gość był wystarczająco dzielny i dorosły, by mimo strachu nie zostawiać w przerażonej ciemności ciemności samej.
zgłoś
To była trwoga, z której uchodziły słowa i wykrwawiały się w ucieczce. Dlatego nikt nie potrafił jej opowiedzieć. I dlatego nie umiała tego zrobić również Rozczochrana Kobieta, która przyszła odwiedzić Nocnego Gościa.
zgłoś
Jedyne, co mogła Rozczochrana, to posiedzieć w ciemności z Nocnym, z ciemnością i ze spokojem poczekać, zastanowić się, aż ona sama, czy ciemność, czy Nocny Gość, lub razem będą wiedzieć, co lub kogo przywołać, żeby okna odzyskały wzrok.
zgłoś
Dlatego teraz będą razem na inne dobre później. Pozdrowienie Agnieszki dla Ciebie, Nocna
zgłoś
http://www.youtube.com/watch?v=Z6GzBvfrtvY
zgłoś
p.s. wśród wielu wariantów jest też mniej beztroski http://www.youtube.com/watch?v=Y-DABqNbAK0
zgłoś
bardzo mroczne i fajna opowieść issy:-)
zgłoś
:-)
zgłoś
Czas mijał, mijał, aż minął całkiem dom i znikł, a dom został i cichł, aż wnętrze zaczęło wyglądać momentami jak wnętrze zmroczniałego kalejdoskopu-teatru, a momentami jak powtarzający się, migający film z wyłączonym dźwiękiem.
zgłoś
Teraz ani Rozczochrana, ani Nocny Gość, ani ciemność nie byli pewni, po której stronie okien trwają: w środku kamienicy, czy może na zewnątrz, a może po jednej i drugiej stronie jest jednakowo – Ludzie z Krwi i Kości tego nie wiedzieli, zresztą, i tak nie podpowiedzą, ponieważ kręcili się tak daleko, że ich nie było.
zgłoś
– Zapomnimy o sobie, jeśli będziemy dłużej czekać – powiedziała Rozczochrana Kobieta.
zgłoś
I przypomniała sobie, jak dawno, dawno temu, wczoraj lub jutro, Nocny Gość wziął za rękę lalkę z gałganków z innej bajki. Pomyślała, że na Nocnych Drogach to Gość wie najpewniej, najjaśniej, co zrobić, kiedy nie wiadomo, co zrobić.
zgłoś
Dlatego teraz zrobiła to samo: wzięła za rękę Nocnego Gościa i nie mówiła nic więcej, czując, że czasami nie można już zrobić niczego innego, a w ciszy otwierały się okna na rusztowania, na powietrze, na trochę koniec, trochę nie.
zgłoś
kiedyś dostałam propozycję zamieszkania w domu z widokiem na okna. w każdym z nich kobiety wystawiały na parapetach kwiaty które widły po jednej podróży słońca. tylko ludzie na ostatnim piętrze nie potrafili zrozumieć skąd się bierze mrok który noszą w sobie ich sąsiedzi. a na środku stał trzepak. nie było tam dzieci, więc służył zgodnie z przeznaczeniem, ale odgłos trzepania pękał szyby w oknach jakby chciał się uwolnić, jak prawie każdy, tam
zgłoś
o, Is. hej, Is :)
zgłoś
hej iss, :) wtranżoliłam się w opowieść, wybacz :)
zgłoś
Istar, to przecież najładniejsze, co może się przytrafić opowieści, takie wtranżolenie, z którym jej po drodze :) nic do wybaczania. raczej przeciwnie, sama radość, heh
zgłoś
iss, :) *więdły /nie widły/
zgłoś
kto wie, kto to wie, czy czasami jednak na jedno nie wychodzi z tymi widłami i więdłami ;)
zgłoś
:*, Is :)
zgłoś
:)*
zgłoś
http://www.youtube.com/watch?v=0TZbnsPkMA8
zgłoś
p.s. tak swoją drogą, w imieniu pod clipem jest ładna literówka :)
zgłoś
ano :)
zgłoś
:)
zgłoś
jestem po wakacjach pieknie tu pod ta grafika piekna opowiesc pozdrawiam
zgłoś
:-)
zgłoś