Korzenie grubiały i prężyły się jeden nad drugim, trochę jak u drzew, które na pustkowiach czy wydmach próbuje podnosić wicher albo jak ośmiornicom-olbrzymom macki, które nie wiedzieć czemu spoiła twardo ubita ziemia – tak unieruchomione zaczęły pewnego razu wyglądać na schody.
Kiedy jej założono segregator w urzędzie, było wiadomo, że oczywiście ze schodami wewnątrz, bo kamienice bez nich nadają się wyłącznie do wyburzenia, o pojedynczych murach z własnymi korzeniami już nie wspominając.
Na własne oczy widzieli własne i czyjeś mieszkania, ponieważ trudno wątpić w to, co potwierdzają dokumenty. Poza tym mur pragnął dać ludziom jak najzwyklejszą pewność. I nie chciał nikomu sprawiać przykrości, więc nawet się głęboko zranił, zrobił sobie dziurę, żeby mieszkańcy mieli którędy przechodzić w górę i w dół.
Był ciekaw, jak żyją ludzie, miał ochotę ich zobaczyć, dlatego z każdym następnym lokatorem i odwiedzającym kamienicę - przybywało mu oczu. Ale kiedy już należały do niego, zachowywały się po ludzku na niby. Tym bardziej, że mogły patrzeć z całego ciała ściany, nie musiały tkwić w głowie.
Wprawdzie przechodzącym wydawało się często, że ściana się na nich gapi, ale przecież było wiadomo, że to niemożliwe, dlatego sąsiedzi i ich goście odwracali głowy od ściany i od razu wiedzieli, że przechodzą obok graffiti.
Oczy mnożyły się na powierzchni, jakby były wzorami na skórze stężałego drapieżnika, który powstał z głów słoneczników i z plastrów kiwi i krwawił; w półmroku klatki ciało ściany przypominało malowidła w jaskiniach; broczyły tu i ówdzie ochrą, a powietrze wokół gęstniało, jakby się nim wypełniał słabo oświetlony miejski basen lub podnosiła się woda w nieprzezroczystym akwarium.
Ściana wierzyła, że jeżeli będzie się przyglądać ludziom bardzo długo, stanie się kiedyś jednym z nich. Zmęczyło ją ciągłe milczące trwanie obok ruchomych ciał, i była coraz ścienniej przerażona swoim bezruchem przy ich niekończącym się przemijaniu, przy głosach, jakie na niej osiadały – nieraz wolałaby pójść, gdzie oczy i nogi poniosą. Zobaczyć świat, o którym rozmawiali ludzie, zamiast wczepiać się korzeniami w klatkę, po której inni chodzą sobie, jak chcą.
Najjutrzejsi Ludzie kręcili głowami, gdy widzieli kamienicę, gdzie lokatorzy żyli jakby nigdy nic w mieszkaniach, które są na niby: unoszą się w ciemnym powietrzu otaczającym jeden, jedyny mur, na którym linie i plamy obrazu ze słonecznych kwiatów i kawałków całkiem zielonych owoców układały się w ścienny system nerwowy.
Niektórzy nawet mówią, że wcale nigdy nie była ścianą, a człowiekiem, którego omyłkowo urzędnik zapisał w ewidencji kamienic, toteż noworodek musiał być odtąd przynajmniej podobny do niej.
wow jedyne:)))))))
zgłoś
dzięki;-)
zgłoś
i pójdę...
zgłoś
wejście do krypty ?
zgłoś
Wnetrze kamienicy w B-B
zgłoś
Spotkamy się teraz, Nocna :-) jak widać, nawet, jeśli o tym nie wiedziałyśmy, byłyśmy tutaj umówione dziś, na dziesiątą... opowieść ;-)
zgłoś
o, a to ciekawe :)
zgłoś
o, jeśli. hej, jeśli tylko :)
zgłoś
hej, ho! ;))
zgłoś
:d
zgłoś
I, jako i zwykle, Nocna, możesz iść ze mną, możesz poczekać na zewnątrz grafiki :-)
zgłoś
Dawno, dawno temu dzisiaj, Najjutrzejsi Ludzie nie pamiętają, była sobie ściana i wypuściła korzenie.
zgłoś
Korzenie grubiały i prężyły się jeden nad drugim, trochę jak u drzew, które na pustkowiach czy wydmach próbuje podnosić wicher albo jak ośmiornicom-olbrzymom macki, które nie wiedzieć czemu spoiła twardo ubita ziemia – tak unieruchomione zaczęły pewnego razu wyglądać na schody.
zgłoś
Każdy przytomny parsknie śmiechem, kiedy ktoś będzie mu wciskał ścianę z korzeniami, dlatego w Ratuszu zarejestrowano, że tam stoi cała kamienica.
zgłoś
Kiedy jej założono segregator w urzędzie, było wiadomo, że oczywiście ze schodami wewnątrz, bo kamienice bez nich nadają się wyłącznie do wyburzenia, o pojedynczych murach z własnymi korzeniami już nie wspominając.
zgłoś
I dlatego przy ścianie, na wszystkich piętrach, mogli wreszcie zamieszkać lokatorzy.
zgłoś
Na własne oczy widzieli własne i czyjeś mieszkania, ponieważ trudno wątpić w to, co potwierdzają dokumenty. Poza tym mur pragnął dać ludziom jak najzwyklejszą pewność. I nie chciał nikomu sprawiać przykrości, więc nawet się głęboko zranił, zrobił sobie dziurę, żeby mieszkańcy mieli którędy przechodzić w górę i w dół.
zgłoś
Był ciekaw, jak żyją ludzie, miał ochotę ich zobaczyć, dlatego z każdym następnym lokatorem i odwiedzającym kamienicę - przybywało mu oczu. Ale kiedy już należały do niego, zachowywały się po ludzku na niby. Tym bardziej, że mogły patrzeć z całego ciała ściany, nie musiały tkwić w głowie.
zgłoś
Wprawdzie przechodzącym wydawało się często, że ściana się na nich gapi, ale przecież było wiadomo, że to niemożliwe, dlatego sąsiedzi i ich goście odwracali głowy od ściany i od razu wiedzieli, że przechodzą obok graffiti.
zgłoś
Oczy mnożyły się na powierzchni, jakby były wzorami na skórze stężałego drapieżnika, który powstał z głów słoneczników i z plastrów kiwi i krwawił; w półmroku klatki ciało ściany przypominało malowidła w jaskiniach; broczyły tu i ówdzie ochrą, a powietrze wokół gęstniało, jakby się nim wypełniał słabo oświetlony miejski basen lub podnosiła się woda w nieprzezroczystym akwarium.
zgłoś
Ściana wierzyła, że jeżeli będzie się przyglądać ludziom bardzo długo, stanie się kiedyś jednym z nich. Zmęczyło ją ciągłe milczące trwanie obok ruchomych ciał, i była coraz ścienniej przerażona swoim bezruchem przy ich niekończącym się przemijaniu, przy głosach, jakie na niej osiadały – nieraz wolałaby pójść, gdzie oczy i nogi poniosą. Zobaczyć świat, o którym rozmawiali ludzie, zamiast wczepiać się korzeniami w klatkę, po której inni chodzą sobie, jak chcą.
zgłoś
Najjutrzejsi Ludzie kręcili głowami, gdy widzieli kamienicę, gdzie lokatorzy żyli jakby nigdy nic w mieszkaniach, które są na niby: unoszą się w ciemnym powietrzu otaczającym jeden, jedyny mur, na którym linie i plamy obrazu ze słonecznych kwiatów i kawałków całkiem zielonych owoców układały się w ścienny system nerwowy.
zgłoś
I kiedy tak Najjutrzejsi kręcili głowami, a ściana wypatrywała ich oczu, coraz mocniej i mocniej, rozbłysło w niej światło.
zgłoś
Niektórzy powiadają, że pewnego dnia, kiedy światło objęło ją całą, ściana poszła w świat, tak jak sobie wymarzyła.
zgłoś
Niektórzy nawet mówią, że wcale nigdy nie była ścianą, a człowiekiem, którego omyłkowo urzędnik zapisał w ewidencji kamienic, toteż noworodek musiał być odtąd przynajmniej podobny do niej.
zgłoś
Jednak jak było, jest i będzie naprawdę, wie jedynie trochę koniec, trochę nie.
zgłoś
:)))
zgłoś
bez słów :)
zgłoś
Pozdrawiam, Nocna :-) http://www.youtube.com/watch?v=9O0Dyml2iJM
zgłoś
jestem dzieki Issa nie szlam z toba ale nadrabiam;-) jak zawsze. czekam na inne w dobrym czasie;-)
zgłoś
padme, jeśli tylko - cieszę się, że szłam tędy z innymi, bez osamotnienia :)
zgłoś