Skojarzyłam z dzieciństwem, z jego fantazjami. Budowaliśmy łodzie, domki itp.. Czy byliśmy wariatami ? Nie, dziećmi z bujną fantazją, które nie znały nudy :)
Dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro, Najstarsi Ludzie nie pamiętają, przypłynęła sobie poplamiona światłem łódź wariatów. Bezgłośnie zapuściła korzenie w mięśnie, w ciele, które wydawało się tak obce, że nikt nie brał go za ludzkie, razem z tym, kim było ciało.
Strachy bały się tak bardzo, że wiały i przed sobą nawzajem, i przed każdym przechodniem, którego raczej wyczuwały niż widziały, i przed sobą samymi – dlatego stawały się niewidzialne, choć tak naprawdę przybierały jedynie kształty otoczenia, żeby nie przestraszyć się i nie uciec na śmierć.
Najbardziej pragnęły odpłynąć tam, gdzie jest bezpiecznie, więc pojedynczo podkradały się do Łodzi Wariatów. Strach chwytał ją za burtę, ale za każdym razem trzeba było czmychać przed innym ze strachów, który również marzył o ucieczce w bezpieczeństwo – i tak nie rozpoczęła się żadna z rejterad w spokojne miejsce.
Za to potężniały korzenie łodzi, bo pewniejsze są stałe miejsca, te, które się nie chyboczą przy lada podmuchu – im dłużej łódź cumowała na ciele, tym większa była nadzieja, że nie grozi jej odpłynięcie.
Bo ze Strachem przy wiosłach łódź najczęściej dryfuje, przeto lepiej nie wypuszczać jej na głębiny inaczej niż z rozrastającą się kotwicą: chroni przed strachem drewno, na którym ma nikogo, czyli ze Strachem, który właśnie daje drapaka, udając łódź na wodzie gęstej jak ciało.
Z im większą mocą bezruch obejmował ciało stopniowo zasypywane ziemią i przerastające drewnem, żyjącym w pniach drzew i balach łodzi, tym mniej groźnie wyglądała dla Strachów ziemia-woda, bo im bardziej nieludzka, tym bliżej było do spokoju mieszkańcom.
Ale i tak od czasu do czasu któryś ze Strachów z taką tęsknotą fantazjował o podróżach poza własne granice, że port, w którym kotwiczyła Łódź Wariatów, zaczynał bulgotać jak we wrzątku, ruszać się jak w sztormie czy trzęsieniu ziemi, aż reszta strachów-marzycieli przerażała się bez granic.
p.s. wydaje się, że to jest bajka, w której buciory są całkiem na miejscu: trzeba mieć dobre buty do wędrówek; przecież ja nawet nie wiem, czy Strachy biegają na bosaka :)
Ktokolwiek przyszedł w pobliże Łodzi Wariatów, dochodził przy burcie do myśli, że zabłądził. I dlatego i bajka zasupłała się, zacisnęła jak węzeł liny: nie wiedziała, jak i którędy ma popłynąć łódź, żeby przy syrenie nie roztrzaskała się na skałach i nie utonęła pod ziemią.
W najbardziej sprzyjającym z możliwych czasie obok supła stanął Nocny Gość, chociaż bardzo się bał i wolałby zostać jak najdalej stąd. Zjawił się tak, jak już nie pierwszy raz - na odludziach, które ten i ów gotów byłby włożyć między bajki i zapomnieć o nich.
Ktoś zza ramy zobaczył, jak poruszają się korzenie Łodzi Wariatów i usłyszał, jak trzeszczą; w łodzi usiedli Nocny Gość i jego Wędrowiec, ponieważ wydawało im się, że to jedyne miejsce, z którym być może wydostaną się poza wykończony obraz.
Tak samo jak Strachy z tamtej ziemi, obydwaj, Nocny i jego Gość, we wnętrzu Grafiki zrobili się niewidoczni, bo przecież czuli strach: choćby i zmartwiał najmocniej, nie mogło go nie być całkiem również i tam, gdzie go zamieniono w obraz. Tak samo, jak pomimo strachu nie mogło być tam teraz większego spokoju niż jest.
Łódź, może dlatego że należała do Wariatów, a może dla czegoś innego, z korzeniami na wierzchu odpłynęła w świat poza ramę. Na obrazie została pamięć o niej, ale że była pamięcią wyjątkowo wierną własnemu przedmiotowi, przygodni widzowie wierzyli, że oglądają łódkę, nie wspomnienie.
Gdy Wędrowiec wrócił do domu, zobaczył, jak nie raz już, że wśród dróg, których można nie zgubić, są i takie, które można jedynie z kimś innym przejść samemu w trochę koniec, trochę nie.
piosenka ci sie moze spodobac Issa
zgłoś
hm. słowa-drapieżniki w łagodnej melodii
zgłoś
Skojarzyłam z dzieciństwem, z jego fantazjami. Budowaliśmy łodzie, domki itp.. Czy byliśmy wariatami ? Nie, dziećmi z bujną fantazją, które nie znały nudy :)
zgłoś
dowolna interpretacja dzieła oczywiscie. mile skojarzenia. pozdrawiam
zgłoś
Czas na dwunastą.
zgłoś
I, jako i zwykle, możesz iść razem ze mną, Nocna, lub zostać i poczekać, jeśli tak wolisz :-)
zgłoś
Dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro, Najstarsi Ludzie nie pamiętają, przypłynęła sobie poplamiona światłem łódź wariatów. Bezgłośnie zapuściła korzenie w mięśnie, w ciele, które wydawało się tak obce, że nikt nie brał go za ludzkie, razem z tym, kim było ciało.
zgłoś
:)
zgłoś
Ziemia miejscami je przysypywała, bezludniejąca w szelestach liści – brązowiały, gdy kołysały je drzewa – i przemykały tam strachy.
zgłoś
Strachy bały się tak bardzo, że wiały i przed sobą nawzajem, i przed każdym przechodniem, którego raczej wyczuwały niż widziały, i przed sobą samymi – dlatego stawały się niewidzialne, choć tak naprawdę przybierały jedynie kształty otoczenia, żeby nie przestraszyć się i nie uciec na śmierć.
zgłoś
Najbardziej pragnęły odpłynąć tam, gdzie jest bezpiecznie, więc pojedynczo podkradały się do Łodzi Wariatów. Strach chwytał ją za burtę, ale za każdym razem trzeba było czmychać przed innym ze strachów, który również marzył o ucieczce w bezpieczeństwo – i tak nie rozpoczęła się żadna z rejterad w spokojne miejsce.
zgłoś
Za to potężniały korzenie łodzi, bo pewniejsze są stałe miejsca, te, które się nie chyboczą przy lada podmuchu – im dłużej łódź cumowała na ciele, tym większa była nadzieja, że nie grozi jej odpłynięcie.
zgłoś
(i, ponieważ to jedna z trudniejszych Nocnych Dróg, poczeka teraz trochę, zanim pójdę dalej)
zgłoś
Bo ze Strachem przy wiosłach łódź najczęściej dryfuje, przeto lepiej nie wypuszczać jej na głębiny inaczej niż z rozrastającą się kotwicą: chroni przed strachem drewno, na którym ma nikogo, czyli ze Strachem, który właśnie daje drapaka, udając łódź na wodzie gęstej jak ciało.
zgłoś
Z im większą mocą bezruch obejmował ciało stopniowo zasypywane ziemią i przerastające drewnem, żyjącym w pniach drzew i balach łodzi, tym mniej groźnie wyglądała dla Strachów ziemia-woda, bo im bardziej nieludzka, tym bliżej było do spokoju mieszkańcom.
zgłoś
Ale i tak od czasu do czasu któryś ze Strachów z taką tęsknotą fantazjował o podróżach poza własne granice, że port, w którym kotwiczyła Łódź Wariatów, zaczynał bulgotać jak we wrzątku, ruszać się jak w sztormie czy trzęsieniu ziemi, aż reszta strachów-marzycieli przerażała się bez granic.
zgłoś
Tam, na przejściu poza krańce świata, syrena śpiewała pieśni Strachów, w których refrenem było najczęściej: pozwól mi odejść.
zgłoś
przepraszam, ale tu mam skojarzenie z przesławnym Elvisem (wpadła z buciorami ;))
zgłoś
o, jeśli tylko ;d hej, jeśli :)
zgłoś
p.s. wydaje się, że to jest bajka, w której buciory są całkiem na miejscu: trzeba mieć dobre buty do wędrówek; przecież ja nawet nie wiem, czy Strachy biegają na bosaka :)
zgłoś
Ktokolwiek przyszedł w pobliże Łodzi Wariatów, dochodził przy burcie do myśli, że zabłądził. I dlatego i bajka zasupłała się, zacisnęła jak węzeł liny: nie wiedziała, jak i którędy ma popłynąć łódź, żeby przy syrenie nie roztrzaskała się na skałach i nie utonęła pod ziemią.
zgłoś
Dlatego znów zatrzyma się na trochę również wędrowiec, który obiecał, że spróbuje przejść niektórymi z Nocnych Dróg.
zgłoś
Okej. Nie ma co siedzieć i dumać bardziej niż to naprawdę konieczne. Idziemy dalej.
zgłoś
W najbardziej sprzyjającym z możliwych czasie obok supła stanął Nocny Gość, chociaż bardzo się bał i wolałby zostać jak najdalej stąd. Zjawił się tak, jak już nie pierwszy raz - na odludziach, które ten i ów gotów byłby włożyć między bajki i zapomnieć o nich.
zgłoś
– Unieruchomię to. Żeby było tak nieludzkie, jak tylko może być – powiedział Nocny do Wędrowca. I jak powiedział, tak zrobił.
zgłoś
I tak zatrzymała się następna grafika, a z nią legowiska Strachów, Strachy i wszystko dookoła, czym stawały się i co stawało się nimi w ucieczkach.
zgłoś
Ucichły liście. Zamarło kołysanie.
zgłoś
Ktoś zza ramy zobaczył, jak poruszają się korzenie Łodzi Wariatów i usłyszał, jak trzeszczą; w łodzi usiedli Nocny Gość i jego Wędrowiec, ponieważ wydawało im się, że to jedyne miejsce, z którym być może wydostaną się poza wykończony obraz.
zgłoś
Tak samo jak Strachy z tamtej ziemi, obydwaj, Nocny i jego Gość, we wnętrzu Grafiki zrobili się niewidoczni, bo przecież czuli strach: choćby i zmartwiał najmocniej, nie mogło go nie być całkiem również i tam, gdzie go zamieniono w obraz. Tak samo, jak pomimo strachu nie mogło być tam teraz większego spokoju niż jest.
zgłoś
Łódź, może dlatego że należała do Wariatów, a może dla czegoś innego, z korzeniami na wierzchu odpłynęła w świat poza ramę. Na obrazie została pamięć o niej, ale że była pamięcią wyjątkowo wierną własnemu przedmiotowi, przygodni widzowie wierzyli, że oglądają łódkę, nie wspomnienie.
zgłoś
Gdy Wędrowiec wrócił do domu, zobaczył, jak nie raz już, że wśród dróg, których można nie zgubić, są i takie, które można jedynie z kimś innym przejść samemu w trochę koniec, trochę nie.
zgłoś
P.s. Jeśli syrena i/lub Elvis się zmęczą, może zastąpi ich na trochę inny przybysz :d
zgłoś
http://www.youtube.com/watch?v=pTwp64a0t34
zgłoś
Pozdrowienie Agnieszki, Nocna :-)
zgłoś
wydmy widzę i tajemnice z dzieciństwa...
zgłoś