Dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro – Najstarsi Ludzie mówili, ale za cicho – był sobie mur, a w jego wybrzuszeniu czerniała dziura od klucza, którym był sam diabeł. A był sam, bo z kim on mógłby być, nie wiedział Nikt, nawet sam diabeł.
Za murem i przed nim sterczały drzewa: te pierwsze, w oddali, wyglądały jak obrastające czymś maszty statków spod ziemi, tym drugim, bliżej, niższym, pnie chudły, jakby miały zamienić się w struny, a na wyższych z drzew mieszkały potwory – udawały konary, więc ich nie było.
Cały świat wokół powstał ze zbitych liści i sierści potworów: tak długo blaszki z ogonkami i włosy obijały się o powietrze i układały jeden obok drugiego, aż najpierw zaczęła krążyć w pustce wśród drzew, i zatrzymała się, spadzista ziemia, a później urosła na niej ściana; tam diabeł wydrążył przejście do niewiadomokąd.
Z drzewa-masztu pazurami wydrapał skrzypce, umocował struny z drzew chudnących i czasami grał przed dziurą od klucza, ale o diablej muzyce Nikt nie umiał powiedzieć niczego pewnego.
Niebo tam było białą płachtą, przez którą przeciekało, nie spadając, coś ciemnordzawego; diabeł nazwał ją Niebotamem i odtąd Niebotam słuchał skrzypiec, wiernie jak pies.
Bał się, marzł, ciemniał i sztywniał, i chętnie by się nakrył, ale nie miał czym. Krzyk wydał się tak malutki przy wielkim, płaskim Niebotamie, że i sam diabeł się zaśmiał, i struny zabrzęczały jak rozbawione: to nie był pies, którego można wytresować – robił, co chciał, i słuchał, jak potrafił, czyli wisiał nad ścianą i strzegł jej w milczeniu.
Im dłużej grał skrzypek, tym więcej muzyka opowiadała o podziemnych statkach. Najwcześniej śpiewała o pokładach, na których ludzie patrzą w górę, tak jakby pragnęli wypatrzyć do cna całe ciemne, nieprzejrzyste niebo nad sobą.
Mijały dni, toczyły się noce, i wiele ich było, zanim z muzyki zaczęły się wysnuwać obrazy z mórz, po których dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro, Najstarsi Ludzie wiedzą, ale nie powiedzą, płynęły statki. I zawijały do ruchliwych portów, pełnych pstrokatych kolorów i hałasu, nad którymi czuwał Niebotak.
Diabeł patrzył i nasłuchiwał, jak ze strun z Chudnących Drzew wyciekają mgielne obrazy i migoczą; kiedy odpływały, żeglowały ku górze - zjadał je Niebotam.
A im dłużej grał skrzypek, tym istoty świata z melodyjnej mgły stawały się wyraźniejsze, aż w końcu tak im się wyostrzyły brzegi, że diabeł poczuł, jak ranią mu oczy, więc je zamknął, a wtedy one haratały powieki. Ale i to było do zniesienia, ponieważ i tymi obrazami karmił się Niebotam.
Pożerał jednakowo wyspy z wód, kontynenty i wszystko, co na nich marniało i kwitło. Skrzypek miał dość apetytu Niebotama, ale nie wiedział, jak pozbyć się stworzenia. Wprawdzie, jako się rzekło, Skrzypek wydrążył przejście, ale było zamknięte, bo Diabeł nie wiedział, że jest kluczem do niego.
Ale im dłużej grał instrument z Drzewa-Masztu, tym więcej z nut zostawało w Świecie z Sierści i Zbitych Liści, tak że i Strażnik Niebotam przestał nadążać z uprzątaniem dźwięków i iskrzących z melodii obrazów.
I dlatego, dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro, Najstarsi Ludzie będą pamiętać, z jednej z potraw został Nocny Gość. Usiadł pod małym Chudnącym Drzewem, podparł dłonią brodę, a skrzypce zagrały dla niego Pieśń Jakiej Jeszcze Nie Było.
Kiedy pieśń umilkła, Skrzypek, zdziwiony, rozejrzał się i zobaczył Nocnego Gościa. – Czy możemy stąd wyjść? – zapytał, a głos był chyży jak umykająca jaszczurka. – Nie wiem – powiedział Nocny Gość i wszystko ucichło, razem z mlaskaniem Niebotama. – Zawsze byłem sam – odezwał się wreszcie znów Skrzypek. – Wiem – odparł Nocny Gość.
Zastanawiał się, skąd się wziął wśród tych Zbitych Liści i Sierści, z Diabłem jak sama muzyka przed sobą, a Najstarsi Ludzie mówili, że Nocny Gość zgodził się iść na drugą stronę, pod warunkiem, że Diabeł pójdzie pierwszy.
Za nim, skoro obiecał, zanurzył się w czerni Nocny Gość. Najstarsi Ludzie mówią, że dwaj wędrowcy szli w ciemności, która nie miała końca, ale przebyli ją bez zguby, ponieważ muzyka rozjaśniała i pokazywała im drogę.
Na tej drodze diabeł wprawdzie mieszkał w skrzypku, ale jak w przytulnej dziupli, w której można zasnąć po diabelskiej podróży, więc zasnął i mógł wreszcie odpocząć. Śnił o statkach pod ziemią i płomieniach, które rozjaśniają ich pokłady. Ale to tylko na początku. Później, po drugiej stronie, przy kołysankach z portów pełnych pstrokatych barw i hałasu, zaczął śnić tak, jakby czuwał nad nim Niebotak.
Dlatego Nocny Gość i Skrzypek mogli odtąd wędrować po świecie, z muzyką, przy której ludzie rozjaśniali się, uspokajali i cichli, bo myśleli o morzu, które trochę się kończy, a trochę nie.
fajne, bajkowa grafika i razem z tytułem:)
zgłoś
dzieki;-)
zgłoś
:)
zgłoś
Pogawędź jeszcze :)
zgłoś
tz. wiecej takich?
zgłoś
może cykl?
zgłoś
to świetna myśl dzieki;-)
zgłoś
No nic to. Czas na mnie. Pójdę dziś tędy spać. Dobrej nocy obecnym i nieobecnym http://www.youtube.com/watch?v=CJA69C6SlRk
zgłoś
jeszcze przed sanem wpadnij do nowej
zgłoś
jak odcisnięte na płycie pliśniowej(chyba tak to się zowie)
zgłoś
tak? nawet nie wiem;-)
zgłoś
Ta ma być następna w podróży.
zgłoś
Jest chyba nielekka - uprzedzam. No, ale zobaczymy, jak pozwoli się przejść.
zgłoś
Dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro – Najstarsi Ludzie mówili, ale za cicho – był sobie mur, a w jego wybrzuszeniu czerniała dziura od klucza, którym był sam diabeł. A był sam, bo z kim on mógłby być, nie wiedział Nikt, nawet sam diabeł.
zgłoś
Za murem i przed nim sterczały drzewa: te pierwsze, w oddali, wyglądały jak obrastające czymś maszty statków spod ziemi, tym drugim, bliżej, niższym, pnie chudły, jakby miały zamienić się w struny, a na wyższych z drzew mieszkały potwory – udawały konary, więc ich nie było.
zgłoś
Cały świat wokół powstał ze zbitych liści i sierści potworów: tak długo blaszki z ogonkami i włosy obijały się o powietrze i układały jeden obok drugiego, aż najpierw zaczęła krążyć w pustce wśród drzew, i zatrzymała się, spadzista ziemia, a później urosła na niej ściana; tam diabeł wydrążył przejście do niewiadomokąd.
zgłoś
Z drzewa-masztu pazurami wydrapał skrzypce, umocował struny z drzew chudnących i czasami grał przed dziurą od klucza, ale o diablej muzyce Nikt nie umiał powiedzieć niczego pewnego.
zgłoś
[Przybysze spoza Świata Zbitych Liści i Sierści twierdzili, że przypominała im trochę to: http://www.youtube.com/watch?v=qbJA8ASWFFg]
zgłoś
Niebo tam było białą płachtą, przez którą przeciekało, nie spadając, coś ciemnordzawego; diabeł nazwał ją Niebotamem i odtąd Niebotam słuchał skrzypiec, wiernie jak pies.
zgłoś
Pewnego razu Diabeł wrzasnął do Niebotama: – Spadaj!
zgłoś
Bał się, marzł, ciemniał i sztywniał, i chętnie by się nakrył, ale nie miał czym. Krzyk wydał się tak malutki przy wielkim, płaskim Niebotamie, że i sam diabeł się zaśmiał, i struny zabrzęczały jak rozbawione: to nie był pies, którego można wytresować – robił, co chciał, i słuchał, jak potrafił, czyli wisiał nad ścianą i strzegł jej w milczeniu.
zgłoś
(a teraz na trochę snicknę gdzie indziej; wrócę niebawem)
zgłoś
Im dłużej grał skrzypek, tym więcej muzyka opowiadała o podziemnych statkach. Najwcześniej śpiewała o pokładach, na których ludzie patrzą w górę, tak jakby pragnęli wypatrzyć do cna całe ciemne, nieprzejrzyste niebo nad sobą.
zgłoś
Mijały dni, toczyły się noce, i wiele ich było, zanim z muzyki zaczęły się wysnuwać obrazy z mórz, po których dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro, Najstarsi Ludzie wiedzą, ale nie powiedzą, płynęły statki. I zawijały do ruchliwych portów, pełnych pstrokatych kolorów i hałasu, nad którymi czuwał Niebotak.
zgłoś
Diabeł patrzył i nasłuchiwał, jak ze strun z Chudnących Drzew wyciekają mgielne obrazy i migoczą; kiedy odpływały, żeglowały ku górze - zjadał je Niebotam.
zgłoś
A im dłużej grał skrzypek, tym istoty świata z melodyjnej mgły stawały się wyraźniejsze, aż w końcu tak im się wyostrzyły brzegi, że diabeł poczuł, jak ranią mu oczy, więc je zamknął, a wtedy one haratały powieki. Ale i to było do zniesienia, ponieważ i tymi obrazami karmił się Niebotam.
zgłoś
Pożerał jednakowo wyspy z wód, kontynenty i wszystko, co na nich marniało i kwitło. Skrzypek miał dość apetytu Niebotama, ale nie wiedział, jak pozbyć się stworzenia. Wprawdzie, jako się rzekło, Skrzypek wydrążył przejście, ale było zamknięte, bo Diabeł nie wiedział, że jest kluczem do niego.
zgłoś
nareszcie nos zadzierasz..
zgłoś
Ale im dłużej grał instrument z Drzewa-Masztu, tym więcej z nut zostawało w Świecie z Sierści i Zbitych Liści, tak że i Strażnik Niebotam przestał nadążać z uprzątaniem dźwięków i iskrzących z melodii obrazów.
zgłoś
I dlatego, dawno, dawno temu, a może wczoraj lub jutro, Najstarsi Ludzie będą pamiętać, z jednej z potraw został Nocny Gość. Usiadł pod małym Chudnącym Drzewem, podparł dłonią brodę, a skrzypce zagrały dla niego Pieśń Jakiej Jeszcze Nie Było.
zgłoś
Kiedy pieśń umilkła, Skrzypek, zdziwiony, rozejrzał się i zobaczył Nocnego Gościa. – Czy możemy stąd wyjść? – zapytał, a głos był chyży jak umykająca jaszczurka. – Nie wiem – powiedział Nocny Gość i wszystko ucichło, razem z mlaskaniem Niebotama. – Zawsze byłem sam – odezwał się wreszcie znów Skrzypek. – Wiem – odparł Nocny Gość.
zgłoś
Zastanawiał się, skąd się wziął wśród tych Zbitych Liści i Sierści, z Diabłem jak sama muzyka przed sobą, a Najstarsi Ludzie mówili, że Nocny Gość zgodził się iść na drugą stronę, pod warunkiem, że Diabeł pójdzie pierwszy.
zgłoś
I tak Diabeł, który tak długo, długo nie wiedział, jak otworzyć mur, zniknął w jego czarnej jamie, bo nie był już sam.
zgłoś
Za nim, skoro obiecał, zanurzył się w czerni Nocny Gość. Najstarsi Ludzie mówią, że dwaj wędrowcy szli w ciemności, która nie miała końca, ale przebyli ją bez zguby, ponieważ muzyka rozjaśniała i pokazywała im drogę.
zgłoś
Na tej drodze diabeł wprawdzie mieszkał w skrzypku, ale jak w przytulnej dziupli, w której można zasnąć po diabelskiej podróży, więc zasnął i mógł wreszcie odpocząć. Śnił o statkach pod ziemią i płomieniach, które rozjaśniają ich pokłady. Ale to tylko na początku. Później, po drugiej stronie, przy kołysankach z portów pełnych pstrokatych barw i hałasu, zaczął śnić tak, jakby czuwał nad nim Niebotak.
zgłoś
Dlatego Nocny Gość i Skrzypek mogli odtąd wędrować po świecie, z muzyką, przy której ludzie rozjaśniali się, uspokajali i cichli, bo myśleli o morzu, które trochę się kończy, a trochę nie.
zgłoś
Jestem czescia tej opowiesci nie tylko za pomoca mojej pracy ale i twojej tresci piekna opowiesc;-)
zgłoś
yhm, jesteś :-)
zgłoś