Dawno, dawno temu, a może dzisiaj lub za sto lat mówił o sobie ktoś, kto w piwnicy zostawił książki. To była otwarta biblioteka, ale zanadto ciemna, pod ziemią, dlatego jeżeli nawet ktokolwiek zaglądał do środka, Najżywsi Ludzie nikogo nie słyszeli – wszyscy na powierzchni byli Najżywsi.
Tamten człowiek z biblioteki zamilkł i zniknął nie wiadomo gdzie. Zresztą, i przedtem, zanim książki zaczęły na kogoś czekać, żył tak, jakby był dzieckiem chmur: żadne miejsce nie mogło go do siebie przywiązać, a na każdym ze zdjęć wyglądał jak całkiem inne stworzenie niż to, które rozwiało się z poprzedniego i następnego.
Widywano, że nosił z sobą mało rzeczy, tyle, ile mógł udźwignąć na plecach. W drodze więcej ich by przeszkadzało, wędrowiec chciał mieć wolne ręce i niewypchany plecak: ilekroć odchodził, tylekroć w schronieniach zostawiał prawie wszystko, co w nich było potrzebne, co miał.
Ci, u których mieszkał, którzy go pokochali, nie mówili później o wędrującym: mieli wrażenie, że obecność Dziecka Chmur przyśniła im się jedynie, i że jeśli będą o niej opowiadać, inni Najżywsi Ludzie powiedzą, że to bujanie w obłokach.
Bibliotekarz przeszedł wiele dróg, aż pewnego razu poczuł, że one przychodzą do niego, kiedy siedział oparty o pień jednego z drzew w sadzie. Drogi stanęły przed nim, milczały wokół: jesteście trawą – pomyślał.
Ptaki były otwartymi książkami, z historiami, które machały kartkami i okładkami, i leciały do jedynego domu, w którym Dziecko Chmur chciało kiedyś zostać.
Stop klatka w niemym kinie.
zgłoś
opuszczone królestwo poznania
zgłoś
Kocham książki w każdej postaci :)
zgłoś
Ja też je kocham.W takiej graciarni można znaleźć prawdziwe skarby.:)
zgłoś
Okej. Czas na jedenastą.
zgłoś
Dawno, dawno temu, a może dzisiaj lub za sto lat mówił o sobie ktoś, kto w piwnicy zostawił książki. To była otwarta biblioteka, ale zanadto ciemna, pod ziemią, dlatego jeżeli nawet ktokolwiek zaglądał do środka, Najżywsi Ludzie nikogo nie słyszeli – wszyscy na powierzchni byli Najżywsi.
zgłoś
Tamten człowiek z biblioteki zamilkł i zniknął nie wiadomo gdzie. Zresztą, i przedtem, zanim książki zaczęły na kogoś czekać, żył tak, jakby był dzieckiem chmur: żadne miejsce nie mogło go do siebie przywiązać, a na każdym ze zdjęć wyglądał jak całkiem inne stworzenie niż to, które rozwiało się z poprzedniego i następnego.
zgłoś
Widywano, że nosił z sobą mało rzeczy, tyle, ile mógł udźwignąć na plecach. W drodze więcej ich by przeszkadzało, wędrowiec chciał mieć wolne ręce i niewypchany plecak: ilekroć odchodził, tylekroć w schronieniach zostawiał prawie wszystko, co w nich było potrzebne, co miał.
zgłoś
Ci, u których mieszkał, którzy go pokochali, nie mówili później o wędrującym: mieli wrażenie, że obecność Dziecka Chmur przyśniła im się jedynie, i że jeśli będą o niej opowiadać, inni Najżywsi Ludzie powiedzą, że to bujanie w obłokach.
zgłoś
Bibliotekarz przeszedł wiele dróg, aż pewnego razu poczuł, że one przychodzą do niego, kiedy siedział oparty o pień jednego z drzew w sadzie. Drogi stanęły przed nim, milczały wokół: jesteście trawą – pomyślał.
zgłoś
Z dróg poderwały się ptaki i odleciały daleko, z każdego miejsca, które opuszczał, i wędrowiec nie zobaczył ich już więcej.
zgłoś
Ptaki były otwartymi książkami, z historiami, które machały kartkami i okładkami, i leciały do jedynego domu, w którym Dziecko Chmur chciało kiedyś zostać.
zgłoś
Ale do samego nieba było za wysoko.
zgłoś
Dlatego ptaki wybrały dom na ziemi. Przez uchylone okienko przeciskały się do podziemia i układały na półkach.
zgłoś
Biblioteka otworzyła się na trochę koniec, trochę nie.
zgłoś
Pozdrowienie dla Ciebie, Nocna :-)
zgłoś
pozdrowienia, podoba mi sie;-) jak zawsze
zgłoś
:-)
zgłoś
brakuje watku nocnego goscia lubie byc czescia twojej opowiesci;-)
zgłoś
no tak, nie ma go :-) może był zanadto zajęty. przyszedł dopiero do opowieści o Łodzi Wariatów
zgłoś
Uwielbiam takie miejsca, bo tam na ogół słowne skarby :-)
zgłoś