4 stycznia 2013
Metamorfozy
Pierwsze wyjście na ląd. Oblepieni łuską, śluzem
nie potrafimy zamykać oczu. Piasek do złudzenia
przypomina ikrę (sami sobie gotujemy ten los);
głowy dwoją się i troją, języki przysychają do podniebień
szukając nowego słowa, myśli niewyrażonej i nie-
zapisanej. Sklepienie niebieskie. Czy nauka latania
nie przychodzi zbyt łatwo? Pierwszy rzut kamieniem,
który upada szybciej niż ziarno, zasuszony w rogu
okna motyl-niepylak. To pewne, zestrzelą nas
o świcie, kiedy rozespani wyruszymy na zwiady.
Nie zdążymy nakarmić młodych, wyskubać błota
spod piór; zastygli w ciemnym, dzikim mięsie
z całą pewnością przekroczymy granice dobrego
smaku. Składając skrzydła pełne naderwanych ścięgien
i zsiniałych mięśni, połkniemy noc. Pierwszy kęs: wiersz
jak kość stojącą w gardle. Nasze szczątki spływające
do jednego morza.
20 lutego 2026
violetta
20 lutego 2026
sam53
20 lutego 2026
Jaga
19 lutego 2026
wiesiek
19 lutego 2026
Marek Jastrząb
18 lutego 2026
sam53
17 lutego 2026
sam53
17 lutego 2026
wiesiek
17 lutego 2026
jeśli tylko
16 lutego 2026
wiesiek