Yaro, 11 listopada 2014
ten dzień nie jest tym dniem
doskonałym
noc wcale nie jest ciemna
gdy zanurzam myśli w głowie
kobieta która miała kochać nie kocha
chwila nie jest chwilą wspaniałą
czasem
zapomniany oszukany
potykam się o kamień
kłody na każdym kroku
to piwo wypili mówiąc że to za winny
przewrócony jak pień z kasy oskubany
kuleję z wyobrażeniami
przenikam pamięcią szukam prawdy
dobrze się kryją demony świata
nie oszukasz przeznaczenia
nie przejrzysz dopóki nie zaboli
powoli do schyłku droga nieprawdy
przed nami obraz nie zbadany
Yaro, 10 listopada 2014
w chmurach z wierszem
piszę tkliwie nieporadnie
czekam nie nadchodzi
wciąż czekamy na kogoś na coś
żyję oddycham powietrzem
każdą chwilą się pieszczę
dobre dni nadejdą
jak po nocy dzień
idę ścieżką dobry
nie skąpię serca
nic w zamian nie potrzeba
dobre słowa liście z drzewa
szklanka wody na upały
przy kominku zadumany
nadzieja nie nadchodzi
z wiara w dłoni nacie szam ducha
Yaro, 9 listopada 2014
gdy zasnę powiedzcie amen
żyły zamkną obieg krew zastygnie
ciało trupio blade zimne głęboko
stanę obok jeszcze raz popatrzę
odejdę i nigdy nie zgaśnie moja gwiazda
między wami odnajdę miejsce
patrzył będę i cieszył się z wami
niewidzialny niematerialny niby swój
spacerował będę bez snu po zielonych łąkach za domem
przejdę w końcu po wodzie na stawie
złapię za skrzydło dziką kaczkę
uniosę się nad chmurami całkiem boso
gdy mnie to znudzi zapragnę życia
na ziemi jest ładnie człowiek łakomy zazdrosny przesadnie
zaborczy władny niepojęty opętany
demony skończą marnie jak brudne wody
nie smuć się gdy umiera człowiek
Yaro, 8 listopada 2014
świtem spoczywają cienkie liście
pokryte rosą grube krople
srebrzy pajęczyna pająk śpi na gałązce
babim latem opleciona kora sosen
poziomki barwią przestrzeń krwawym kolorem
konwalie kuszą zapachem białym kwiatem
dumne paprocie krzątają się w koło dębu
brzozy biało szare na krzyże wycięte młode
wyrosły dorodne jagody czarne oczy patrzą
skubnij a zakwitną w ustach zabarwią
szczaw kwaśny na zupę zerwę liście lancetowate
cisza gra las budzi się ze snu śpiew ptaków
strumień szumi obmywa kamienne słowa
otoczaki pod nimi dwa patyczki
rak co chodzi na raka
leśne duchy jak cienie
bezszelestnie bez ciebie
miłość układa pasjansa z liści
mchy naciągają wodę chłoną myśli zdrowe
Yaro, 8 listopada 2014
życzę sobie by życie toczyło się jak w słonecznej Australii
Aborygen jeszcze ciepły zbrązowiały
bratam się z kangurami
emu ucieka przed świata cztery strony
tutaj spokój mam choć problemy te sama
a jednak idę z radością tutaj nie ma zimy
nie ulepisz ze mnie bałwana
wyślę kartkę telefon pogada
zamykam rozdział płaski kontynent
plaże jakieś inne ludzie uśmiechają się do siebie
wolność szeroko rozkłada ramiona
przyjedź mnie odwiedzić
Yaro, 8 listopada 2014
dzielę przestrzeń między oknem balkonowym
a lasem zielonym żółtym płodnym
parking wypełnia pustka pasem asfaltowym
na wardze papieros dym wciągają pęcherzyki płucne
natleniony kaszel duszności sąsiad szydzi zapal sobie
szum za oknem zaprasza na spacer
wśród zielonych sosen ciemnych świerków
powietrze czyste przejrzyste jak w szklance denko
gęsto w objęciach wiatru nie myślę o tęsknotach
oplata krótkie włosy siecią pajęczyn
dzień wlecze sny zabrane świtem
obejrzyj się za siebie świat w końcu się śmieje
Yaro, 7 listopada 2014
przecięte żyły i sznur na szyi
proszą o litość
najgorzej gdy serce w dole
ciężkie mroczne myśli
żyj w świecie kochaj
wybacz że piszę
śmierć alternatywą na to was stać
gdy nie nadchodzi świt
noc zabiera siostrę brata
najgorzej gdy godzisz się tanio sprzedać
nie jasno gdy umierasz ze swoją gwiazdą
Yaro, 7 listopada 2014
rap hip hop bity
dziwny całkiem inny
smutne miny oczy łzawe
pepsi cola chipsy
i dziewczyny
ławki oblegane nocy czar
jakaś okupacja biały skręt na wargach
odjazd ale jazda
faza spoko jutro nie nadchodzi
młody wyklęty bezrobotny
nie rzadko wykształcony
czekają na wizy z ambasady
oblegane pola przez azjatyckie biedronki
jakby polskich było mało
lepszy czas nie nadchodzi
dzisiaj tysiąc trzysta kilo kiełbasy wódka czysta
morda cieszy od życia się coś należy
Yaro, 7 listopada 2014
smutny dzień szary byle jaki
spakowany wyruszam w góry
z synem wiele wspólnego mamy
kilka szczytów przed nami
długa męcząca droga strome ściany
nigdy się nie poddam czas zlizuje rany
płacz na kolanach u mamy
napędza nas siła duch wyobraźni
kapliczka pasuje się pokłonić
świerki sosny gęsto skrywają nieodkryte
tajemnica serca w dłoniach
nikt nas nie pokona
wieje halny nieprzyjemny ciepły
tym na dole dam wspomnień mnóstwo
skrępowany przytłoczony idę
szary wilk przed nami
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
10 lutego 2026
Kreton
10 lutego 2026
Jaga
10 lutego 2026
nieRuda
10 lutego 2026
sam53
9 lutego 2026
wiesiek
8 lutego 2026
sam53
8 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
wiesiek
7 lutego 2026
violetta