Yaro, 24 października 2014
tak sobie siedzę w pokoju myślę
że przyjaciel czas jesienny przepadł
pozostawił na alei mokre zbrązowiałe liście
coś mnie trzyma za dłonie
uwolnić się nie mogę
myślami siadam przy starej lipie
grajek z fujarką gra i śpiewa o starych drzewach
zabiera mnie w otchłań przeznaczenia
deszczem malowane dni mokną za oknem
w sercu zakwitłem dobrem z miłości
wszystko dobre co się dobrze darzy
Yaro, 24 października 2014
słaby goły okryty wspomnieniami
samotny niebezpiecznie
niepotrzebny jak plastikowy kubek
wiem co to szczęście
z każdym dymem papierosa mniej
uchodzi sen jak na słońcu rosa z liści
z plecakiem na garbie idę skarbie przed siebie
szukam szukam drogi szukam domu
w sercu miłość kocha innych
obdarowuje wszystkie stworzenia
płyną łzy zostawiam wszystko
na dzikiej karcie nazwisko
byłaś blisko
wychodzisz na nie to spotkanie
bezużyteczny
odpadam z twojego świata
Yaro, 23 października 2014
sznur na szui
w dłoniach czerwone dwie cegły
burzę świat niedoskonały
burzę prawdy i wady
mam dość patrzenia przez małe okna
w głowie w sercu ból cierpienie
pytam za co dlaczego widzę szaro
blady księżyc smutne myśli
kiedy życie się wyśni prawdziwe bez obaw
jutra nienawidzę boję się śnić
dziś nęka wysokimi progami
idę ze strachem pod ramię
uśmiech przygaszony lekki grymas
wszystko minie jak pora roku
widzę myślę boję się samego siebie
Yaro, 22 października 2014
zasiane ziarno
rozwinie dłonie w żyznej ziemi
zielonym życiem zakwitnie
kwiat pszczoły odwiedzą
nakarmią żołądki głodne
pyłek zamienią na miłość
wyrośnie kłos pełen złotych ziaren
na mąkę z młyna całkiem białą
pachnącą latem
na chleb z rozgrzanego pieca pachnący liściem chrzanu
takie małe suche drobne
stwardniałe jak gorące suche lato
wykarmi wioski i miasta całe
nakarmi ptaki zaśpiewają jak tu dobrze
na bogato zboża zakwitną od nowa
innym latem
Yaro, 22 października 2014
zdziwiony wychodzę z chaty
dziwny świat jak my
niby tacy sami a jednak z różnymi poglądami
damy radę przy współżyciu co nie Krysiu
idziemy ciemna ulica
idę od latarni do latarni
trafiam do dzielnicy nędzy
słychać niemieckie wiązanki i kolędy
tutaj bieda jeździ na rowerze
tutaj nic się nie dzieje
ludzie żyją od zasiłku jest impreza
jeden stawia drugi kiedy indziej
idę dalej śpiewać nie potrafię
w zamian coś na papierze na drapię
lubię szkło gdy pełne
napasiony ciszą
znam tych co mnie nie uznają
szukam drogi do prawdziwej prawdy
ulice są dla ludzi kocham ich
szerszeni nienawidzę
życie pisze życie weryfikuje
cały zanurzony w prośbach w snach
nie potrafię odmówić pacierzy gdy nie pomogę komuś
obojętnie jakiemu wszyscy tacy sami
źli dobrzy jednak są bariery pomiędzy dzielnicami
Yaro, 22 października 2014
nawet gdy promienie słońca
nie rozproszą mroku serca
miłość tonie wyciąga małe dłonie
w oczach niesie smutek i zmartwienie
ciągle brakuje dobrych słów
na pocieszenie noc głodna
szczęście to oddech płytki
szloch z rana we łzach głowa
idę dalej bo co
nie ma odpowiedzi nie ma leku
dręczy mnie czarna zmora
schodzę do podziemia
nie ma mnie dla nikogo nawet dla siebie
odrobina radości to dom pełen gości
wyciągnij podaj pomocną dłoń
widzę mrok i kawałek drogi
za zakrętem kończy się gra jest noc
w mojej głowie
Yaro, 22 października 2014
ponury dzień biegnie pod górę
każdego co dnia
spóźniony czas wyczekuje na czerwony autobus
ostatni bocian na łąkach
błąka się schronić nie ma gdzie
dobrzy ludzie przygarną napoją nakarmią
naprawiam błędy zaprzeszłe
szukam nie mogąc odszukać w głowie obrazu twojej buzi
szare myśli zimne dłonie
ciągle pada
za oknem deszcz się dzieje
boćków szkoda
niepogoda nie pogada
w cztery ściany sam
telefon milczy na nk wieje wiatr
jestem opętany ciszą
jeśli ktoś mnie kocha to tylko ja
boćków szkoda
Yaro, 20 października 2014
kwiecień plecień poprzeplata
duch silniejszy niż materia cała
zmarł papież serce moje umarło razem z nim
Dawidowi podczas poligonu rozdwoiła się jaźń
tak blisko byłem celu życie mnie odmieniło
skończył się czas 29 lat to nie wyrok
metamorfoza dziwny głos i myśli skłębione zasłony w dłoni
pękła żyłka nie wytrzymałem cienie w mroku
światło zgasło drobna iskra w popielniku
zdziwiony zdziwaczały świat mój cały
ludzie drepczą mi po piętach
losowa udręka nikt mnie nie oszczędza
blady wystraszony schylam się nad grobem
byłem ogromny jestem mały słowa pochowałem
Yaro, 20 października 2014
wybiegam myślami przed siebie
niepotrzebnie
między wami tyle ciepła
czuję miłosne uniesienie
bicie serc dobre słów pocieszenie
zanurzony w strachu
łzawią oczy smutne zakłopotane
na chwilę jest dobrze
boli mnie całe ciało
gonitwa myśli jak dzieci za piłką po trawie
nikt mnie nie odwiedzi nikt nie pocieszy
w mojej głowie słoneczne lato
dzieciństwo tak zapamiętałem
teraz zgrabiały do niczego
żałuję że istnieję taki słaby
odczuwam inaczej bardziej mocniej
we mnie gdzieś światło gaśnie
Yaro, 20 października 2014
zrywać cię jak trawę garściami
z końmi biec po zielonym blasku
kolorowo w głowie
zapleść warkocz nad brzegiem rzeki
rozłożyć koc chmurowy
rozlać się między wzgórzami
wzbić się ponad szczyt nad Andami
w ramionach cię skryć
przed wiatrem przed życia drzwiami
napić się miłości z kielicha
pomiędzy nami iskrzą gwiazdy
odlecieć na imprezie zawsze razem
śpiewać do rana zasnąć ze zdartym gardłem
uleczyć kaca gdy się nie spotkamy na planie
zadzwoń czasem między wersami
gdy sen budzi serce trzaskając drzwiami
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
10 lutego 2026
Kreton
10 lutego 2026
Jaga
10 lutego 2026
nieRuda
10 lutego 2026
sam53
9 lutego 2026
wiesiek
8 lutego 2026
sam53
8 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
wiesiek
7 lutego 2026
violetta