|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (120) Prose (4) Diary (2) Photography (6) Graphics (132)
Postcards (2) About me Friends (16) | |
my z donikądnej ulicy trzymamy w palcach sznurki
do których przytroczeni są zmarli w parkowych alejach czyhamy na dzieci
żeby je straszyć niebem pękają baloniki latawce zaplątane w platany
łopoczą na wietrze jak sztandary rozbitego oddziału powstańców z martwych
kopiemy w ziemi do kości wyławiamy z rzek niepotrzebne miasta
pełne topielców krew z naszych żył już dawno wyżarła rdza
zostały puste granatowe koryta na nadgarstkach
nosimy w oczach mętną wodę z zatrutych studni
aby nią poić przebudzonych do życia aż znowu zaczną śnić bez celu
można zabijać nas jak szpaki albo wróble
bez końca
wracamy chmarą zostawiamy pestki po czereśniach
i puste kłosy
a Chiny wciąż ludowe
...hurraa!!!..... i niech żyją wszyscy Ci Ludwisarze co produkują ... Ludwiki ???? :))))))
report
niech żyje ironia:d
report
Podoba się celowe "zamroczenie":) ale wątpię w celowość tytułowej francuszczyzny w polskim wydaniu, cóż to już "przerobiono" jakiś czas temu , nieprawdaż? Z Francją jest tak,że ma świetną kuchnię,miejscami jest przepiękna szczególnie wiosną, tylko po co są tam ci z reguły nadęci i nie znający innych języków Francuzi ? heh:) Chińczycy mają na to, jak to mówi teraz młodzież, "wywalone" - sic:) Na koniec, chce się powiedzieć - eh tęsknię do dekadencji,ale w innym kontekście:) Oczywiście pozdrawiam:)
report
tytuł do poprawki:) thx
report
wszyscy będziemy chińczykami..
report