Yaro, 21 listopada 2015
proszę o
chwile spokoju zgody
czasy pokoju miłości
łąk pełnych zieleni
ogrodów pachnących kwiatów
sadów pełnych czereśni
jabłek soczystych
źródeł bijących jak serca
natchnionych ludzi zdrowych dzieci
zadbanych kapliczek
proszę o
kawałek chleba kielich wina
o lepszego siebie o czułego bliźniego
kochanych ludzi którzy zagubieni w chaosie istnienia
jak fotony ociekają po spróchniałym pniu
zdrowia dla was i dla mnie którego nie mam
ale wierzę że odmieni się oblicze Matki Ziemi
pozwól mi Chryste dźwigać krzyż
wiem nie jest łatwo
Yaro, 18 listopada 2015
głupi ale dobry
jak dziecko
twarz niewinna niczego
uśmiech szeroki taki rogal
białe zęby
zadowolony
cieszy życiem
wszystko jakby chował gdzieś głęboko
głupi ale dobry
ma swój rozum
uwzięli się na synka
padł ofiarą systemu komunikacji
mowa płynie metaforą znaczy dni
wolny od nienawiści
ma co chce
potrzeb ma niewiele
na piechty zwiedza szerokie
miasto w którym prężą się tramwaje
Kraków tam króluje
czuje się bezpiecznie jak w gnieździe
Yaro, 18 listopada 2015
oszalałem
wybacz mi
twój punkt to nie tylko G
gdy zgłębiam myśli
głęboka noc
śnisz
obok ktoś tuli cię
wybranek życia lub owoc miłości
nie wiem jak to jest
gdy
tyle lat bez ciebie
zasypiam czasem bardziej niż częściej
zimno przytula do szarej ściany
miejskie kolory
ulubiony to kolor kostki brukowej
wyklejone wymazane obrazy
braterstwo i nienawiść miesza się
ciebie nie ma
no chodź ze mną do parku
moja baby śnij
zgłupiałem od tych niewyjaśnionych słów
gdy nasze dłonie zejdą się odlecę jak najgłębiej
spotkajmy się w piątek jak
wtedy w latach dziewięćdziesiątych
po latach
po chwilach pełnych niepewnych myśli
zatrzymany niepogodzony
oswajam się w nowym miejscu
Yaro, 18 listopada 2015
kurwa nie wytrzymam
z pokolenia na pokolenie
te same nazwiska
tego samego podmiotu
te same gęby
z jednego drzewa jak owoce
powielają nieprawdziwy obraz świata w tym mieście
gorzej na wsi ksiądz prosi
o wybaczenie wrogom
ile można dać się w d u p ę kopać
kurwa nie wytrzymam
wsadzam palec głęboko wąchaj chuju
dość paranoi dość wychwalania
módlmy się w domu
żyjmy w zgodzie żyjmy w prawdzie
mam dość
ochłonąłem
przyjdź do mnie porozmawiać
nie chce walczyć
ale wyjścia brak
sprzedają niszczą grabią
sprzedany z ziemią
Banki kupują nas
co z naszym krajem
czy będziemy szprechać może gaworit
Polsko budzimy się
chwyć za wszarz tego za biurkiem
nierób nie zna zgody
sztywne zasady
w dupie grzebie i popija kawę już szóstą
w świecie nierealnym
pozostało się napić
wódki resztówki
Yaro, 16 listopada 2015
ktoś zgasił światło
umarło szczęście
ktoś depcze moje życie
jak dzisiejszą gazetę
żyć chcę żyć
daj mi jeść wołam jak pies
zabrali spadochron D-5
pordzewiały karabin
nici z ostatniej misji
tłumaczone brakiem sił
wybuchy
bombardują słowami salw
nie ma tam nas
gdzie miłość wyciska łzy
kwitnie zielona trawa
zapach świeżego mleka
o zachodzie ognisko
ktoś woła mnie
ale nie widzę nikogo
pokaż twarz
zaprzyjaźnimy się
wyrzuć z siebie gniew
który niszczy duszę
przebacz nie strzelaj
podaj dłoń zgody
Yaro, 13 listopada 2015
ciekawe
mam jedno pytanie
gdy umarły pójdę boso
bez karty i kasy choć na koncie zostało
czy trafi się
po drodze nocny monopolowy
gdy tak będę szedł
albo nie
czy święty Piotr postawi kielich
z zimną wódką tak jak lubię
bez niej nie widzę siebie i Nieba
inaczej
czy w Niebie jest może prohibicja
ale chyba nie przecież Jezus pił wino
nawet pędził
gdy go brakło na wsi w Kannie
było wesele dużo się działo
pamiętam Marię Magdalenę
osowiały
ale chyba mnie się zdawało
to z innej bajki o Rumcajsie jak palił fajkę
poczekam pomyślę to kawał drogi z Ziemi do Nieba
bo piekła nie ma tak tłumaczę sobie
napiję się nie wiem co za drogą
horyzont raz za mną raz z boku
co za myśli gdy stoisz z boku
Yaro, 13 listopada 2015
nadciąga cicho skrycie
naciąga zima
okryje płatkami śniegu pola
sople lodu na rynnach
ciężkie jak łzy dziecka gdy chce loda
byle by nie przeginała
Ksawery powiadają
zakłóci spokój i tak spłoszonej duszy
zwierzyna szuka miejsca by przetrwać
byle do wiosny radosnej jak twoje oczy
ze śniegiem są pewne skojarzenia
ja ich nie mam
ulepimy bałwana lepszego od ciebie
takiego z marchewką oczka zwęglone
wszystko nietrwałe jednak pamiętam
jest zima są święta
Yaro, 12 listopada 2015
nie udaję nikogo
kim nie umiałbym być
naśladuję dźwięki
nie śpiewam nie potrafię
nie jestem plastikową reklamówką
a ni nikim ważnym
nerwy na smyczy
nienawiść mi ubliża
odważny jak ostatni Mohikanin
kilka skoków bez
i ze spadochronem
w wojsku poprawiałem szelki
nie wcielam się w nikogo
mnie wcielili
zapieli w pół pasem
oddzielony między mózgiem a nogami
nauczyli przetrwać
nie potrafię
nie śpiewam
nie gram
sobą nie łatwo być
czasem uciekam na głębokie wody
tonę ale zawsze nad powierzchnią
nigdy pod
wtedy bym umierał
tego nie potrafię
Yaro, 12 listopada 2015
czy Bóg zgadza się
byśmy wzajemnie się nienawidzili
wojny wiatr w ich głowach niesie niepokój
podwójna natura człowieka jak schizofrenia
zaburza spokój
świszczące kule
wiatr zimnem w twarz
człowiek walczy od narodzin
chciwość naszym wrogiem
idę w punk rock
wyzwalać złą energię
w dialogu
pomiędzy nami mury ale runą
jak mury Jerycha
dmą w trąby
najwyżsi tego świata
budują sztuczny pokój
giną niewinni w imię Boga
jaka jest prawdziwa nasza droga
ktoś nas okłamuje trzyma w ryzach
nie zaznasz tu ciszy wytchnienia
chaos wielkich miast
zdrady nierząd
pieniądze pozycja władz
sąsiad czeka na twój błąd
inwigilacja jak masturbacja
trwa chwila nienawiści
droga idąc potykam się o grzech
tego nie wolno słuchajcie nam powtarzają
zamykam się w sobie
by w rytm muzyki pobiec w dal wyobraźni
stać się echem w lesie
stanąć nad krawędzią
gdzie dobro miesza się ze złem
historia zamyka kolejny rozdział
nie mogę usnąć
boli mnie
sens następstw kolejnego dnia
który nastąpi jak niewiadoma w zadaniu
wmówili nam zło i dobro obok siebie
konkrecją wielkich koncernów
idę po mieście cicho nareszcie
sunę powoli szlifując dłońmi kieszenie
zapalam papierosa nie wiem o czym myśleć gdy
wszystko zakłamane zagubione
znieczulica aż ściska w środku
brak gorąca serca miłość i z niej drwią
cwani jegomoście w mroku internetu
nowe pokolenie szkolone do samozniszczenia
Yaro, 12 listopada 2015
wolny za skromny
nieobojętny przejęty
przesiąknięty paniką dziczy
każdym świtem gasił światło
pierwszy wychodził z klatki
w kapturze chował świeże myśli
na uszach z muzyką
znikał za rogiem
przystanek czerwony autobus
zamknięte drzwi
siadał sam
w końcu to go odróżniało
wiedział coś więcej
to go bolało
podpisana umowa związała mu ręce
nie mógł w życiu się ustawić
wolny za skromny czeka w kolejce
na miejsce w Niebie
potem jakoś to zleci
ma nadzieję
ale czy
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
9 lutego 2026
Amon
8 lutego 2026
wiesiek
8 lutego 2026
sam53
8 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
wiesiek
7 lutego 2026
violetta
7 lutego 2026
Toya
7 lutego 2026
Yaro
7 lutego 2026
sam53