tu się rodziłem umierając ziarnem
na skibie ciemnej niby bochen chleba
bosymi stopami dotykałem wiatr
i wszystkie gwiazdy które mi przywołał
tasowałem czas jak szczęśliwą talię
malw wróżących pod płotem
sierpniową pogodę
wyciągając szyję ponad dach
z czuwającym odwiecznie kominem
nad snem kuchennego ognia
gdzie cień matki
w potężnych konarach
ramion cienia ojca
dryfował aż po krokwie
wonią kapuśniaku i suszonej mięty
gubiąc się w nostalgii
za przylotem ptaków
i wszystkie pytania z kieszeni plecaka
traciły sens jak traci się wszystko
czyli nic
co by mogło być wiecznym teraz
w niczym nie przypominając raju
ze wspólnych zdjęć
i późnonocnych rozmów
teraz tylko czekam
na odejście czasu
Moim zdaniem - dotykałem wiatru i wszystkich gwiazd które mi przywołał „cień matki dryfował wonią kapuśniaku” – ryzykowne :) Pozdrawiam :)
zgłoś
poprzedniczka ma rację, ale przez wzgląd na niebywały klimat wiersza można autorowi wybaczyć jego " zagalopowanie " :)) Pozdrawiam
zgłoś