25 czerwca 2011

poezja

janusz pyzinski
janusz pyzinski

dłonie

niosły w sobie zapach chleba wpleciony w grudki różańca
pomieszkiwały w kołysce świeżością krochmalu wśród wiecznych korników
czasem przycupnęły na przyzbie by fajkę rozżarzyć wyprzedzając
ostatni powiew kartoflowych powieści znad ognisk odlatujących dymem
na ogonach ptaków ciągnęły do domu syty drabiniasty wóz
i chrust na opał pełen śpiewu sosen kłóciły się z wiatrem 
o garście jabłek i wylewały na kwiaty poezję

nie pamiętam by kiedykolwiek zostawały puste
nawet nocą - widziałem to ukradkiem - pieściły kształt matki
jak pieści się cień anioła stróża ukojenia pod powałą świata
troski zostawiały za progiem by stół uginał się pod barwną
dzikością róży na wino gotowej

aż psy wyszczekały niebieską miedzę za którą
dziesięciopalczaste rozmowy z Bogiem nabierały kształtu
gdy od progu słońca noc z latarnią wychodziła w pole

krzysztof bojko
25 czerwca 2011 o 14:40

klasyk. pozdrawiam :)

zgłoś

gabrysia cabaj
25 czerwca 2011 o 15:08

jestem!

zgłoś

Wieśniak M
25 czerwca 2011 o 15:36

Czytam i zastanawiam się czy te wszystkie markety to były naprawdę?. Inny czas i przestrzeń. Ok:))))

zgłoś

Jarosław Jabrzemski
25 czerwca 2011 o 19:33

Wylewały na kwiaty poezję? Jak gnojówkę?

zgłoś

Ewa Żurowska
25 czerwca 2011 o 19:38

perfekcyjne, gratuluję

zgłoś

An - Anna Awsiukiewicz
25 czerwca 2011 o 20:13

Podoba mi się:)

zgłoś

Jerzy Woliński
25 czerwca 2011 o 20:20

Ładna opowieść o spracowanych dłoniach.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się