21 czerwca 2011

poezja

janusz pyzinski
janusz pyzinski

a kiedy iść będę musiał

droga prowadziła mnie zawsze dalej niż matka
tak poznawałem świat wspinając się z mozołem
na zawsze ostatnią deskę ratunku
gdy ptaki nadaremnie przysłaniały słońce
bezwolne w półcieniach pamięci

wracałem na szczekanie starego psa
niebem ciężkim od pełni aż pochyłe wskazówki zegara
nie zmieniły kąta nachylenia świtu do zenitu

mieszkałem w tobie oddychałem powietrzem
ciężkim od bibelotów pasów od pończoch
dziadek chłopski filozof powtarzał że ze szczęściem lepiej
koty są teraz w modzie pozwalają samotnym przeżyć samotność
i tak naprawdę można znaleźć tylko to co nigdy nie zginęło
na chwilę w zapomnienie odchodząc

a kiedy przyjdzie czas i iść będę musiał
to pójdę tam gdzie taty łza
skapnęła kiedyś do kwaśnego mleka
przez falujący łan co poplącze nogi
w taborach gwiazd i tętencie koni

Wieśniak M
21 czerwca 2011 o 08:51

" droga prowadziła mnie zawsze dalej niż matka"- tak właśnie!:)))

zgłoś

Marzena Przekwas-Siemiątkowska
21 czerwca 2011 o 09:12

Genialny początek i dalej utrzymany poziom! Będę wracała... Matki...., większość z nich nie dorasta do drogi. Key powiedziała, że dzieci powinny szukać sobie duchowych rodziców i pozostawiać tych, którzy już nie są w stanie ich poruszyć...

zgłoś

issa
21 czerwca 2011 o 10:50

Fakt, "droga prowadziła mnie zawsze dalej niż matka" jest ze śmigłej myśli, takiego trafnego wejrzenia w błysku. I ma nieczęstą dziś, a przecież bezcenną w poezji właściwość: jest też zapamiętywalne, by tak rzec. Od pierwszego wejrzenia. I na długo, może aż do końca pamiętającego. Miłośnie:) Zresztą nie tylko w początku. Jeśli pomyśleć, czemu ewentualnie warto może przyjrzeć się dla pewności jeszcze raz, to tu: "koty są teraz w modzie pozwalają samotnym przeżyć samotność" - nie wiem, jakoś mi blednie fragm w spotkaniu z resztą; wydaje się sztuczny, mało zauważalnie, ale jednak, po bliższym patrzeniu, uważniejszym, coraz wyraźniej - brzmi jakby doklejony, sztuczny, jakby jedyna chyba atrapa wśród żywo mówiącego. Dobrego, janusz.

zgłoś

issa
21 czerwca 2011 o 11:01

p.s. literówka: *taborach.

zgłoś

sisey
21 czerwca 2011 o 12:51

Za wiele grzybków w barszcz. Myśl z pierwszego wersu nie ma kontynuacji na tym samy poziomie. Może warto zastanowić się nad zawsze/zawsze i "ciężkim". Obruszam się też na: "gdy ptaki nadaremnie przysłaniały słońce/ bezwolne w półcieniach pamięci" Wygląda na to, że miało być ozdobnie, i tylko tyle jest - rozbiór logiczny mnie przestrasza. Krótko: dużo emocji i spory bałagan. Coś mi się wydaje, że jeszcze wrócisz do tematu. Dobrego, Januszu.

zgłoś

gabrysia cabaj
21 czerwca 2011 o 18:54

bardzo lirycznie o prawie całym życiu - ostatnia jest, ostatnia jest...nigdy takiej nie czytałam

zgłoś

krzysztof bojko
22 czerwca 2011 o 05:40

jak klasyk autora.

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się