19 april 2013

poetry

Pietrek
Pietrek

Moi żydzi

Przywędrowali tu podczas okupacji, z Tarnowa;
przyzwoicie mieszczańscy gorliwi katolicy.
Dziadek Kazik pieklił się na leniwych czeladników,
w zakamarkach Kryształowej spijając brandy
do nasączania ciast.
 
Na babcię mówiło się Blondynka, jakby jej platynowe włosy były
dumą całej rodziny; zawsze w ruchu, w wirze interesów i mężczyzn,
których dobierała sobie zależnie od koloru nieba, kursu dolara
czy aromatu kawy.
 
Mama nie była wcale to a wcale podobna do dziadka.
Mogłaby być naprawdę piękną żydówką. I nie farbowała włosów.
Nigdy. Dopóki całkiem nie posiwiała. Jednego dnia.

magda p
19 april 2013 at 14:23

Podoba się.

report

bosonoga - Gabriela Bartnicka
19 april 2013 at 16:48

Tak dla wiersza! Wymowna puenta -:)

report

Ustinja21
11 may 2013 at 09:46

Wow! Puenta mnie zabiła :D Po prostu genialne.

report

jeśli tylko
11 may 2013 at 09:56

dobra historia, dobrze napisana, tyle ile trzeba :)

report

Pietrek
11 may 2013 at 10:14

dzięki wszystkim za wizyty i "przychylności" :)

report

Emma B.
11 may 2013 at 10:38

to w trzeciej linijce od dołu wydaje się zbędne. Tytuł mnie intryguje

report

Towarzysz ze strefy Ciszy
24 june 2013 at 16:06

jakies obrazy z moich zyciorysow obudzilo...

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register