trafiłem tu przejazdem
na chwilę
moje kroki nie zdążą się zrazić
artretyzmem podcieni
chromaniem czynszówek
nie podeprę płotów zmęczonych wodzeniem
stadka uliczek na podmokłe pastwiska
parasola nie zapomnę po kilku kieliszkach
przy ironicznie pustym honorowym stoliku
może tylko tęczówka zawalonej studni
na rynku chropawym jak skaliste zbocze
na które codziennie coś każe się wspinać
zapamięta rzucony niedbale pieniążek
jeszcze tylko znaczki na kartki pocztowe
impresje nie zawsze w dobrym guście
lecz szczere
ociężały pociąg zagwiżdże przed czasem
budząc zawiadowcę choć nie całkiem dojechał
służbiste ramiona jak wskazówki zegara
bezradnie łopoczą
szydercze zwieńczenie urwiska peronu
taki wiersz w sobotni poranek to miła niespodzianka, smakuje nawet lepiej niż kawa :) Mam kilka małych uwag: 1) zrezygnowałabym z "na chwilę" 2) może "po kilku głębszych"? 3) pewnie jeszcze do końca się nie obudziłam, ale nie rozumiem wspinania "pod" zbocze, a nie "na" 4) literówka w tytule. Pozdrawiam :)
report
część poprawiłem, resztę "przetrawiam", dzięki Aniu - za wizytę i pomoc :)
report
artretyzm podcieni zabieram:)))- pzdr
report
no cóż...są tacy co lubią jak boli ;D)))
report
parasola nie zapomnę po kilku kieliszkach - dobrze,że masz głowę na karku w każdej sytuacji :))
report