ze splątanego szeptu traw
wystają niebiańsko brudne
popękane pięty
i żagielek pióra białawy czymś upaprany
angelologiczny żart
nurt załamuje się na skale wodnego smoka
malachitowe sploty w wirach malachitu
sieją spustoszenie pośród słodkich kłączy
tatarak mlecznym sokiem ocieka znikając
w gargantuicznym pysku
migotliwa harmonia
z nasyceniem i głębią barw
właściwą jedynie obrazkom na szkle
brak tylko sygnatury autora więc pejzaż
powstał sam z siebie
albo wcale go nie ma
a jednak słychać plusk wody motorki owadów
w lepkim jak miód powietrzu
mości się do drzemki
syty siódmy dzień
brak sygnaturki bo jeszcze nie skończył:))- Czytam drugi raz z przyjemnością:)))
report
Kupiłeś videotapetę? :>
report
była na wyprzedaży ;D))))
report
Ktoś z Trójcy splajtował, rozumiem. Nie było widoków na Eden?
report
Eden jest przereklamowany, pono gonią stamtąd bez dania racji i zwrotu kosztów
report
A, tak. Adaś coś wspominał, jak wpadł na wódkę.
report
byt wodnego smoka? gracko Aniele :)
report
prześliczny wiersz!! gratuluję Piotrek! :)))
report
* Pietrek! ofkors! :))
report