29 september 2013

Voyager [z cyklu: pieśni wojenne Klingonów]

„Nawet bogowie nie powstali z dnia na dzień”
                                                 Mr. Spock
 
pomięty samizdat  
fałszywka którą porwał
z kałuży słoneczny wiatr
 
naparstek
 
dryfujący w oceanie
absolutnego indygo
 
zaiste śmiałe to
przedsięwzięcie
 
ścigać się po omacku
w czasie i przestrzeni
 
z radiem telewizją
dymami stosów
 
skwierczeniem
opalanych ciał


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 280 | rating: 0/16 | report | add to favorite

Comments:

issa,  

Jestem tu dziś-teraz jedynie z dość ekspresową kawą i zaraz lecę w real - jakkolwiek mogą wyglądać Latające Niedźwiedzie ;d, wrócę więc na mniej pobieżne patrzenie w sprzyjającym czasie. Natomiast tak na cito, mignęła mi inna nazwa, synonimiczna, z jaką się kiedyś spotkałam: indygotyna. Pozdrawiam, Piotr

report |

mua,  

hehhhe poproszę troszku kafki , bo właśnie tędy przechodziłem we wszechświat idąc tak mimo chodem heheh

report |

Pietrek,  

tekścik w sam raz do szybkiej kawy ;))) "indygotyna" - fajnie brzmi bon voyage Agnieszko ;)

report |

guccilittlepiggy,  

no, no. przygnał mnie tytuł, mile zaskoczył tekst pod tytułem. dobre.

report |

Pietrek,  

dzięki :)

report |

issa,  

I wiesz, chyba rzeczywiście żaden to był przypadek, takie akurat spotkanie z Twoim wierszem: najpierw kawa z ekspresu, i obietnica powrotu, później jeden z osobliwszych dni, jakiego końca nie mogłabym przewidzieć. Zatem, zostanę tutaj trochę.

report |

issa,  

Kiedy już poleciałam w ten real, pojechałam na jedne regionalnych targów; byłam tam nieprywatnie.

report |

issa,  

Mimo to mało było w całym dniu tam - oficjalności. Po części chyba dlatego, że ja za nią mało przepadam, łagodnie mówiąc. I nie tyle chodzi może o sam status "oficjalnie", ile o moje przekonanie, że i on może istnieć swobodnie, z pożytkiem, a bez porażeń pompą, poza przymusami, sztywniejącymi i usztywniającymi - nieraz do groteski.

report |

issa,  

Po części chyba dlatego był taki ciepły, przyjazny, dobry, otwarty, że akurat do takich ludzi miałam tam szczęście :)

report |

issa,  

I tak tak byłam: w rozmowach, w poznawaniu, w tym, i owym; zbierałam wizytówki; słuchałam, co dzieje się gdzie indziej niż u mnie; ktoś przypiął mi żółtą różę z wełny do mojej frędzlastej kiecki; ktoś podarował niedźwiadka, którego kiedyś obiecał mi uszyć, i na którego cierpliwie czekałam.

report |

issa,  

Trochę pojadłam, trochę popiłam, spotkałam też i Pinokia, i Ptaka - rzeźbiarz, który przyjechał na targi, wyciosał dwie figury z osiczyny tam właśnie, na miejscu; bo one były takie świeżo ciosane bardziej niż rzeźbione; były surowe, częściowo nieokorowane; rzeźbiarz skończył je tuż przed tym, zanim do niego podeszłam; i powiedział, że takie zostaną: Pinokio sięgał mi do piersi, Ptak mniej więcej do ud mnie, a Pinokiowi - do szyi.

report |

Pietrek,  

jednym słowem - moje (szczere) życzenie dobrej podróży jakoś tam "machnęło motylim skrzydłem", i wpłynęło na prawdopodobieństwo/nieprawdopodobieństwo natknięcia się na Klingonów ;)

report |

issa,  

yhm. to była dobra podróż. bardzo dobra

report |

issa,  

Wróciłam do domu spokojna, szczęśliwa, z myślą o tym, jak szczodry jest świat.

report |

issa,  

I po powrocie odwiedziłam pewnego człowieka, który jest mi bliski.

report |

Pietrek,  

system przesuwa w czasie posty - odpowiedziałem na ten 8:20 :))), ale wszystko dalej się zgadza :)

report |

issa,  

Okazało się, że podczas gdy ja wędrowałam w spokój, on - szedł w przeciwną stronę.

report |

issa,  

Kiedy otworzyłam drzwi do jego domu, był chyba gdzieś w okolicach piekła.

report |

issa,  

To było jak trzęsienie ziemi: niespodziewanie z miejsca, gdzie było mi przytulnie, przeszłam, jak po jakimś niewidzialnym moście - w ciemność i ziąb.

report |

issa,  

Nie będzie z niego tutaj żadnych szczegółów. Poza dwoma.

report |

Pietrek,  

"Gdziekolwiek zwrócę lot, tam wszędzie piekło. Piekło jest we mnie"

report |

issa,  

Słuchałam tego, co mówi. Czasami sama próbowałam coś mówić. Ale w pewnym momencie przestałam. Zamknęłam oczy.

report |

issa,  

I wtedy zdarzyło mi się coś, co sprawiło, że przez jedno, dość dzikie mgnienie, pomyślałam, że umarłam.

report |

issa,  

To było to, co przypisuje się umierającym: wyświetliło mi się w ekspresowym tempie moje życie.

report |

issa,  

Gdy to się działo, tamten drugi człowiek powtarzał: Nie ma nadziei. Nie ma nadziei. Nie ma nadziei. Nie ma nadziei.

report |

issa,  

Ci, którzy pamiętają jeszcze czasy zegarynki w telefonie, mogliby pomyśleć, że ją właśnie usłyszeli.

report |

issa,  

Byłam w szoku. Tyle że ja mam coraz szybszą przemianę synapserii. Dlatego wyszłam. I, idąc ulicą, trochę jak automat, próbowałam ułożyć się z tą zegarynką w sobie.

report |

issa,  

To jest powód, dla którego zostanę tutaj trochę dłużej.

report |

Pietrek,  

słucham Cię uważnie

report |

issa,  

yhm, wiem, czuję

report |

issa,  

I następnym początkiem drogi tutaj będzie to, co już było, co się zdarzyło: http://truml.com/profiles/88833/photography/167611

report |

issa,  

Właściwie cała tamtejsza przestrzeń jest tam początkiem różnych innych początków: i fotografia, i komentarze pod nią. Razem z tym, który mówi o psie z kijem w kagańcu.

report |

Pietrek,  

to właśnie przeczytałem...

report |

issa,  

I teraz i sobie, i połączeniom tych wszystkich początków z Twoim wierszem, który mnie spotkał jak prefiguracja - dam trochę czasu na myśl, jakie one tworzą, mogą tworzyć, połączenia. I wrócę, jako i zwykle, kiedy wrócę.

report |

Pietrek,  

a ja na ten powrót będę czekał :) nie przestępując z nogi na nogę, tylko spokojnie, trochę jak ten łabędź, dając czasowi czas :)

report |

issa,  

:) zatem, do innego dobrego później, Piotr. i dziękuję za otwartą gościnność [i na razie, jako się rzekło, snickłam]

report |

ApisTaur,  

ech wyruszyć tak nedświetlną / w kosmiczne przestrzenie / lecz się boję wystartować / z letnim ogumieniem //;))

report |

Pietrek,  

Mleczna Droga już pono oblodzona ;)))

report |

issa,  

Przyjrzawszy się baczniej, zauważyłam, że gdybym wtedy, wracając z czyjegoś domu ulicą, nocą, mogła się, siebie pochwalić pamięcią fotograficzną, melorecytowałabym, może dopasowując kroki do rytmów:

report |

issa,  

pomięty samizdat / fałszywka którą porwał / z kałuży słoneczny wiatr // naparstek // dryfujący w oceanie / absolutnego indygo // zaiste śmiałe to / przedsięwzięcie // ścigać się po omacku / w czasie i przestrzeni // z radiem telewizją / dymami stosów // skwierczeniem / opalanych ciał

report |

issa,  

Ale nie mam pamięci fotograficznej, czego czasami żałuję, a czasami nie; taka, jaka jestem teraz - najczęściej jednak nie, ponieważ wydaje mi się, że żałowanie jest czymś, czego nie chcę.

report |

issa,  

Dlatego mogłabym chociaż zapamiętać motto: Nawet bogowie nie powstali z dnia na dzień.

report |

issa,  

Ale chociaż mogłabym, to nie zapamiętałam w tym ekspresie z kawą tak, jak mogłabym zapamiętać.

report |

issa,  

Prawdę mówiąc, zdaje się, że zapomniałam nawet, jak się nazywam. Może zegarynki tak na mnie działają, nie wiem.

report |

issa,  

I może dlatego że zapomniałam, jak się nazywam, na pustej ulicy, a właściwie w mieście, w którym nagle zaczęły być tylko dwie kobiety, bo reszta ludzi schowała się nie wiadomo gdzie, pojawiła się kobieta i zawołała do mnie:

report |

issa,  

- Pani Różo! Pani Różo! - i tak wołając, śpieszyła się coraz bardziej przez pasy na jezdni, na mój brzeg; z lewego chodnika na prawy.

report |

issa,  

Wbrew pozorom, wbrew temu, co można myśleć z całej historii, była realna. Żadna halucynacja, żadne: omam ;)

report |

issa,  

Jednak, ponieważ ja miewam nieraz w życiu przygody, które ktoś inny może uznałby za mało prawdopodobne, przyjęłam to, co się dzieje bez szczególnego zdziwienia; zdarzało się, że ludzie na ulicach podchodzili do mnie, chociaż na pozór nie było żadnego powodu.

report |

issa,  

Pomyślałam, że może się skądś znamy, a ona ma kaprys, żeby mi dziś akurat nadać inne imię. Lub może mnie zna, ale nie pamięta imienia. Lub z widzenia mnie pamięta, i chciała się do mnie jakoś odezwać, więc wybrała to, co jej zdaniem do mnie pasowało, by nie pokrzykiwać: ej, ty! lub proszempaniproszempani. Lub chce mnie dopiero poznać, i tak postanowiła zacząć. Czy co tam jeszcze być mogło. Na tysiąc i jeden innych sposobów możliwych i niemożliwych do wyobrażenia.

report |

issa,  

Ale ponieważ naprawdę nie byłam w tej drodze jakoś szczególnie usposobiona do rozmów, nie zatrzymałam się, tylko powtarzałam, nie próbując dopytywać, o co właściwie chodzi: Kiedy indziej. Pogadamy kiedy indziej. Dziś nie mam czasu.

report |

issa,  

Ale kobieta wyglądała na kogoś, kto tej nocy tak mniej więcej potrzebuje pani Róży, jak ja potrzebuję świętego spokoju.

report |

issa,  

Dlatego ja próbowałam iść dalej, a ona nie pozwalała mi odejść: Pani Różo, proszę poczekać! Pani Różo.

report |

issa,  

Mam do pani sprawę.

report |

issa,  

W końcu więc, po minucie mniej więcej takiej zabawy, pomyślałam: dobra, psiakość, ile można uciekać? I zatrzymałam się, i stanęłyśmy naprzeciw siebie, te jedyne dwie kobiety w mieście nocą.

report |

issa,  

Na jednym, moim, brzegu ulicy, znaczy, na chodniku po stronie, którą ja szłam, zanim mnie zawołano.

report |

issa,  

Wtedy mogłam się jej przyjrzeć bliżej, i zorientowałam się, że znam ją na pewno. Z widzenia. Mijamy się czasami na ulicy.

report |

issa,  

Ona, spojrzawszy na mnie, zmartwiła się: och, ja chciałam z panią Różą. To nie pani. Przepraszam. Bardzo przepraszam. Ale ja dziś muszę się z nią zobaczyć.

report |

issa,  

- Nie ma sprawy - mówię, szczęśliwa, że mogę iść dalej. - Najlepszego. - O, mówi pani, że dla mnie jest jakieś najlepsze? - pyta tamta i mnie, ściska uszy siatkowej torby.

report |

issa,  

- Jest - mówię, chociaż nadal nie pamiętam, jak się nazywam i właściwie jeden pies: mogłabym być i panią Różą. Tak czy inaczej, mówię: Jest. Bo niby czemu miałabym przeczyć temu, w co wierzę?

report |

issa,  

I uśmiechnąwszy się do siebie, odwróciłyśmy się do siebie nawzajem plecami: ona poszła w jedną stronę, ja w drugą.

report |

issa,  

I co będzie dalej w tej drodze, w spotkaniu z nawetbogami, którzy nie powstają z dnia na dzień, nie powstają od razu, zobaczę w innym dobrym później.

report |

issa,  

Pozdrowienie Agnieszki, Piotr

report |

issa,  

p.s. http://www.youtube.com/watch?v=iWYy90aoxDc

report |

Pietrek,  

"...mówię: Jest. Bo niby czemu miałabym przeczyć temu, w co wierzę?" - o, tak :) Pozdrowienie Piotra, Agnieszko

report |

issa,  

Cała ta Droga była jakaś przenikliwie dziwna.

report |

issa,  

Miejsce Tam z Miejscem Tu łączyło... hm, to znaczy...

report |

issa,  

Miejsce Tam od Miejsca Tu dzieliło może ze dwadzieścia minut: tyle właśnie zajmuje spacer z jednego do drugiego.

report |

issa,  

A przecież miałam tym razem wrażenie, że powrót trwa, i trwa, i trwa, i nie może się skończyć. Czym on był? Teraz? Czym on był? Wyjściem z Bliskiego w Dalekie? Ale przecież wracałam do siebie, czyż nie? Zatem, wyjściem z Bliskiego w Bliskie? Z Dalekiego w Bliskie?

report |

issa,  

Czymkolwiek był, w końcu otworzyłam te... cholerne drzwi. Do siebie.

report |

issa,  

Ale i u siebie w domu nadal nie za bardzo byłam Agnieszką. Wprawdzie panią Różą już być przestałam, ale do Agnieszki było mi teraz równie daleko, jak do Róży.

report |

issa,  

Bałam się tej powrotnej Agnieszki. Bo czułam, że ona ma ochotę zabić. A przynajmniej wtłuc, roztłuc. Rozpieprzyć. Roznieść na kawałki. W strzępy. Najlepiej krwawe. O, tak. Najlepiej.

report |

issa,  

Wolałam się więc od niej trzymać z daleka. Zresztą, chroniłam ją w ten sposób przed poważną trudnością: no bo gdzie właściwie jest to, co tak najlepiej roznieść?

report |

issa,  

Co lub kogo miałaby ta Agnieszka roznieść, rozpieprzyć czy jakie inne Itepe, Itede rozpirzyć w diabły?

report |

issa,  

Nie ma nadziei. Nie ma nadziei. Nie ma nadziei.

report |

issa,  

Gdyby Agnieszka tylko wiedziała, gdzie jest to Powinno, które należy udusić, gdzie jest to Muszę, które warto skopać, im bardziej na oślep, tym pewniej. Gdyby ona to tego wieczoru wiedziała, to Powinno i Muszę już by nie żyło. Tak Samo jak Nie Powinno.

report |

issa,  

Niezła jatka. Niezły tercet.

report |

issa,  

No ale, jako się rzekło, ta jakaś nie_Agnieszka straciła ochotę na kontakt ze swoją wściekłością. Dlatego została z niej chimerowata, potworowata może, krzyżówka: coś w rodzaju skrzyżowania Królowej Śniegu z Dźwiedziarlett O'Harą. Czy jakoś tak ;/

report |

issa,  

I dlatego została jej modlitwa z przeminęło z wiatrem: pomyślę o tym jutro.

report |

issa,  

I jak pomyślała, tak zrobiła. I podobnie wróci tutaj, kiedy o reszcie pomyśli jutro :)

report |

Pietrek,  

Rzekłaś :)

report |

issa,  

Pamiętasz, Piotr, tę dawną historię?

report |

issa,  

Jakoś dziwnie pamiętam, że i Ty ją pamiętasz.

report |

issa,  

Zobaczyłam, jak paru ludzi kopie, na śmierć, jakieś ciało.

report |

issa,  

I byłam głupia. Niemyśląca, prawda? Pamiętasz?

report |

issa,  

Pamiętasz? W tym bardzo, a może nie bardzo nnym świecie niż tu?

report |

issa,  

Mniejsza z tym

report |

issa,  

Więc zobaczmy tamtą historię. W bardzo wielkim bycioskrócie

report |

issa,  

Zobaczyłam wtedy, jak paru młodych mężczyzn kopie jednego. Pamiętasz, Piotr?

report |

issa,  

Byłam taka, jak tu, podobiźnie. ani chwili. trzeba szybko. pamiętasz, Piotr?

report |

Pietrek,  

Przemoc jest we mnie, więc mam jakąś, archetypiczną, pamięć wszystkich aktów przemocy - tego jednak nie pamiętam. Może dla tego że to ja kopałem, byłem kopany, przeszedłem mimo. Ale nie pamiętam.

report |

issa,  

Heh. Byłam tej nocy ledwo żywa od przemocy wobec samej siebie. Żeby nie zrobić czegoś, co tak naprawdę nie miałoby żadnego sensu, poza chwilowym. A to raczej mało sprzyja zborności opowiadania, no ale przynajmniej dałam radę :) Zatem, skoro już jako tako mam się z większym sensem, doświetlę te sybillińskie gadki. Moment

report |

issa,  

Otóż, kiedyś, dawniej, na innym portalu, rozmawialiśmy o złu.

report |

issa,  

Opowiedziałam wtedy pewną historię, której - to jasne - nie masz żadnego obowiązku pamiętać :)

report |

issa,  

Pewnego razu na ulicy grupa młodych mężczyzn kopała kogoś leżącego na chodniku. Otoczenie było uprzejme: nikt im nie przeszkadzał w tej grze w wijącą się piłkę nożną.

report |

issa,  

Byłam tam przechodniem. I zareagowałam kompletnie odruchowo. Jeśli nawet była we mnie jakaś myśl, to nie umiem jej teraz przywołać.

report |

issa,  

Wpadłam między tych mężczyzn i zrobiłam gest, o którym wiedziałam, że bywa skuteczny: instynktownie wybrałam lidera i jego najbliższego pomocnika i rozłożyłam ramiona tak, że każda z moich dłoni oparła się na piersi każdego z nich.

report |

issa,  

To było niebezpieczne jak cholera.

report |

issa,  

I właściwie nie umiem też powiedzieć, dlaczego zamiast tego nie spróbowałam zadzwonić na policję albo nie wiem, co tam jeszcze. Nie wiem, zupełnie nie wiem, dlaczego tam wybrałam takie a nie jakiekolwiek inne działanie.

report |

issa,  

Jeszcze chwilę wymachiwali nogami: przypominali w tym zabawki, którym się zaczyna bateria wyczerpywać.

report |

issa,  

I przestali.

report |

issa,  

W ślad za tamtymi dwoma, reszta też znieruchomiała.

report |

issa,  

Staliśmy tak, w ciszy, w napięciu, które stopniowo się luzowało; obok przechodzili ludzie i udawali, że nas nie widzą; przyśpieszali kroku.

report |

issa,  

Kiedy odpuściło im całkiem, jeden z nich powiedział mi, że się znamy.

report |

issa,  

Był moim uczniem. Krótko. Ale był. Nie poznałam go: wtedy był dzieckiem, teraz mężczyzną. I poza tym, to raczej w ogóle była sytuacja, w której ludzie się sobie mało uważnie przyglądają ;/

report |

issa,  

Z tego, co mówił, wynikało, że mnie pamięta, bo podobno byłam jedynym nauczycielem, który mu nigdy nie zrobił żadnej kąśliwej uwagi, przy którym czuł się normalnie.

report |

issa,  

I z tego, co mówił, wynikało też, że tylko dlatego wyjdę z tego cała i zdrowa: komuś innemu, bez względu na to, czy kobieta, czy mężczyzna, "wpier..." by za to, że im przerwał, hm, zajęcia.

report |

issa,  

Ten chłopak, mój uczeń, stał się moim nauczycielem. Tam, na ulicy. Nad postękującym ciałem, wśród sapiących jeszcze zabawek na bateryjki, stał mój nauczyciel, który kiedyś był moim uczniem.

report |

issa,  

Różni ludzie, rzecz jasna, uczyli mnie dobra. Ale ten mężczyzna, który kopał leżącego, miał chyba decydujący wpływ na moje myślenie o tym, co jest dobrem.

report |

issa,  

Czy (mówiąc pod mniej "absolutnym indygo" ;d), co nieraz może nim być.

report |

issa,  

I, teraz, kiedy, mam nadzieję, zostawię Cię trochę mniej skonfundowanym, Piotr, pójdę sobie znów i wrócę, jako i zwykle, czyli kiedy wrócę :)

report |

issa,  

(heh, w życiu bym nie pomyślała, że na tak długo wynajmę sobie u Ciebie gawrę ;d) najlepszego, Piotr

report |

issa,  

p.s. http://www.youtube.com/watch?v=HlLkRgLk0fA

report |

Pietrek,  

Drzwi otwarte, zawsze, to nie najem, jeno gościna ;)

report |

issa,  

:) Dobrze. Będę pamiętać.

report |

issa,  

Kiedy się tak rozglądam po tekście-źródle, po źródłach i rzekach, jakie z niego płyną, to wygląda na to, że ich celem jest tak naprawdę jeden ocean: jest nim status ontyczny. A bliżej, jedna z jego realizacji.

report |

issa,  

Chodzi o sytuację, w której robi się coś i czegoś niecha, ponieważ "nie ma nadziei".

report |

issa,  

Taka sytuacja jest z natury dialogowa.

report |

issa,  

Oto ktoś spostrzega, myśli, nazywa, wypowiada pewien stan.

report |

issa,  

Skoro mówi, jest w dialogu. Pytanie może brzmieć: z kim? z kim on dialoguje?

report |

issa,  

Rozmawia sam z sobą (żeby tak rozmawiać, trzeba w pewnym sensie rozszczepić się, a czasami może, rozwidlić, heh, samemu, na wewnętrzne Ja-i-Ty).

report |

issa,  

Rozmawia ze światem na zewnątrz: by zobaczyć w ogóle brak nadziei lub jej obecność, lub jedno i drugie, trzeba skomunikować się ze światem innym-niż-Ja-sam.

report |

issa,  

I w tym świecie na zewnątrz, kiedy się tak dialoguje symultanicznie, Ja wewnątrz-Ty wewnątrz; : Ja-wewnątrz - Ty - świat na zewnątrz, może się zdarzyć też, że zamiast ogólnikowego "światanazewnątrz" staną wobec mnie-Ja-mówiącego, ludzie. Ludzie inni Ja-sam.

report |

issa,  

I teraz, jeżeli "Ja" mówi wobec nich: "nie ma nadziei", to tworzyć się może sytuacja dotkliwa.

report |

issa,  

Jeżeli jeszcze "Ja" jest ślepe na to, że cokolwiek mówi - jest w dialogu, dotkliwość może stać się czystą trwogą.

report |

Pietrek,  

"i czegoś niecha" - tak na marginesie - cudna polszczyzna :) A poza marginesem, w kadrze, choć może nie w temacie, nie dowierzam brakowi nadziei, nie wydaje mi się możliwe jej utracenie. Może jedynie jako mechanizm obronny, swoiste "antyzakłamanie" dla złagodzenia bólu. Myślę że nadzieję mamy wdrukowaną na poziomie komórkowym, jest atrybutem istnienia.

report |

issa,  

Ktoś widzi: "nie ma nadziei" i ma zamknięte oczy na to, jak wpływa w ten sposób na Ty-na zewnątrz. Mniejsza już, czy to jakiś Świat-w-Ogóle, czy pojedyncze Ja-Ty; zdarzają się przecież przestrzenie, w jakich można je bez nadużyć - utożsamić.

report |

issa,  

Można przez chwilę poobserwować, co być może, co może się stać.

report |

issa,  

Ktoś wierzy, że takie, hm, zaświadczenie o nieobecności jest jedynie jego dramatem. Ot, egocentryzm wybujałego cierpienia. Jest naturalny.

report |

issa,  

Jednak w żaden sposób nie może unieważnić dialogu: wydaje się, że jego obecność trwa, obojętna na czyjeś nie-do-widzenia.

report |

issa,  

Kiedy usłyszę od kogoś: nie ma nadziei, mogę zareagować na tysiąc i jeden sposobów, rzecz jasna.

report |

Pietrek,  

Użalanie się nad sobą, rozumiane jako niedojrzała postawa obronna, dezintegracja negatywna

report |

issa,  

ładnie offujesz :)

report |

issa,  

Ale mnie tutaj będzie obchodzić sposób, jaki wynika z moich wiar i niewiar, przekonań, myśli, wyobrażeń itepe, itede. O innych wiem mniej prawdopodobnie, więc skoncentruję się na tym, co bardziej dla mnie prawdopodobne: od lat zdecydowanie wolę mówić jednak o tym, co znam bardziej, najfortunniej, gdy na własnej skórze, zapisane pismem na moim ciele, niż mówić o czymś, o czym jakieś blade lub żadne pojęcie.

report |

Pietrek,  

słusznie, mam podobnie :)

report |

issa,  

dobrze wiedzieć, że ktoś jeszcze tak ma :)

report |

issa,  

Otóż, dla mnie jedną z ważniejszych dominant życia jest obecnie respektowanie wyboru. Tak własnego jak czyjegoś innego.

report |

issa,  

Dlatego, kiedy ktoś mówi: nie ma nadziei - widzę to przede wszystkim jako decyzję o jego = wybranym przez niego statusie ontycznym właśnie.

report |

issa,  

Jeśli jest mi bardzo bliski i chcę dla niego otwartej, dobrej przestrzeni, pragnę, żeby czuł się jak najsensowniej w światożyciu, w sobie, z innymi

report |

issa,  

to nagle wobec jego wyboru znajduję się w kropce wielkości co najmniej mnie samej i / lub kuli ziemskiej.

report |

issa,  

Na czym ma polegać harmonia między w tym, w co ja wierzę i tym, w co on wierzy, czyli jego niewiarą?

report |

issa,  

Może się wydawać, że to jest sytuacja wyboru tragicznego (w takim sensie, w jakim on istnieje w pojęciach tragedii antycznej).

report |

issa,  

Cokolwiek zrobię, wobec jakiejś z bliskich mi przestrzeni - stanę w sprzeczności.

report |

issa,  

Jeśli mam respektować czyjś wybór, to wg mnie oznacza, że postępuję w zgodzie z tym, co ktoś dla relacji ze światem, więc i ze mną - wybrał.

report |

Pietrek,  

wybór wyborem - podzielam Twój respekt - ale dla mnie pojawia się pytanie: która część mojego "ja" dokonało wyboru, czy nie płatam sam sobie i światu figla. Nadzieja jest strategią przetrwania, deklarowanie jej braku również - tylko przetrwania pasożytniczego, imo.

report |

issa,  

yhm, między innymi z tym się - tutaj dzięki Twojej gościnności - mocowałam. tak, nie inaczej

report |

issa,  

Jeśli jednak, w tym wypadku, zastosuję się do własnych przekonań, droga wydaje się jedna: zwiększyć odległość tak, żeby sprostać czyjejś wierze w niewiarę: im większa będzie ta odległość, tym bardziej prawdopodobne, że sprostam czyjemuś wyborowi.

report |

Pietrek,  

i to wydaje mi się słuszne

report |

issa,  

Jeśli jednak - no właśnie - zdecyduję się na taką wierność własnym widzeniom świata, być może opuszczę kogoś, dla kogo jednak mogę być nadzieją lub, przynajmniej (bo to wydaje mi się sensowniejsze) - mogę z nim wędrować, by on ją znalazł w sobie.

report |

issa,  

I to jest sytuacja ontycznego iskrzenia w zwojach, heh.

report |

Pietrek,  

i jest jeszcze Hipokrates: pomóc można tylko komuś gotowemu na zmiany

report |

issa,  

I to jest też fenomen, czy aż tak rzadki?, gdy mając dosłownie o centymetry od siebie jakąś możliwość otwarcia się, mówimy tej możliwości: nie ma cię.

report |

issa,  

Jest i to, o czym mówisz ciut wyżej: pomóc można jedynie temu, kto jest gotowy na zmiany.

report |

Pietrek,  

inaczej będzie pożerał wszystko dookoła siebie, nabierając masy jak czarna dziura

report |

issa,  

Co nieraz tworzy przedziwny układ: mimo że w świecie jest tysiąc i jeden znaków, które mówią: chodź!, ktoś - właśnie dlatego, że to dla niego czas na coś innego niż "chodź", potrafi oślepnąć na tysiąc i jeden znak i będzie powtarzał: Nie ma drogi. Nie ma drogi. Nie ma dla mnie żadnej drogi.

report |

issa,  

I zgodzić się na to jego widzenie, to (jak myślę dziś-teraz-tu)

report |

issa,  

jeden z przejawów zaufania światu. Zaufania wobec świata.

report |

issa,  

I tak, powoli, chyba zbliżamy się do końca Drogi Tutaj. Chcę jeszcze wrócić po to, by jako tako blisko połączyć z tym wszystkim Twój wiersz.

report |

Pietrek,  

pomyślałem jeszcze o czymś, co pewnie jest dość odległą, ale jednak, być może, trafną paralelą - "komfort picia" - najczęstszym i najgorszym sposobem radzenia sobie z uzależnieniem bliskich jest dawanie źle rozumianej ochrony

report |

issa,  

yhm. jest w tym coś chyba z parasola nad upojeniem

report |

issa,  

Zatem, do innego dobrego później, Piotrze :)

report |

Pietrek,  

co powoduje że mogą oni bezpiecznie tonąć

report |

issa,  

:) można z tego zrobić i pytanie

report |

issa,  

co powoduje że oni / ja / ty mogą bezpiecznie tonąć?

report |

issa,  

Do :)

report |

Pietrek,  

co powoduje? dobre pytanie :) Do do :)

report |

issa,  

Pomięty samizdat byłby tu przecie drogowskazem między innymi do totalitaryzmów.

report |

issa,  

Moment. Zaparzę sobie tylko kawy (tym razem bez ekspresu;) z fusami, czarnej, bez cukru) i wejdę w tę tyranię.

report |

Pietrek,  

no to ja też, biała, słodka, z fusami...:)

report |

issa,  

To, zdaje się, u Sołżenicyna, w "Archipelagu Gułag", powiedziano mi, że u rewolucjonistów doceniano drobne zabiegi korekcyjne duszy.

report |

issa,  

Zaraz tam pięści? Butem w mordę? Ojcowskie lanie sierotki bez pojęcia o ideałach?

report |

issa,  

A po co to tak się od razu nawzajem męczyć, skoro można i pluskwy zaprzęgać do wozów rewolucji?

report |

issa,  

Pono wielu i bez wymyślnych mąk nawracało się na prawdziwą wiarę w Dobro Ludzkości: ot, po dobie lub dwóch w zamkniętej, ciemnej szafie z pluskwami. W tym z tą jedną największą, przeznaczoną do kąsania, aż do chrztu pod sztandarem w uścisku Ludzkości.

report |

issa,  

Bez ustanku żarcie przez drobnicę, drobiazgi, pijców krwi. Bez żadnych tam zbędnych słów. Bo i na co komu słowa?

report |

issa,  

Wydaje się, że tym, co może wypchnąć poza granice jakiegokolwiek sensu, jest między innymi przekonanie, że zło "musi" być, no musi, nie ma bata!, oczywiście wielkie, rogate i kopytne jak krowa na granicy do rozpoznania.

report |

issa,  

Lub stado krów: takie Źlejowate Towarzystwo Wzajemnej Rogatej Adoracji.

report |

issa,  

Można je doić do idealistycznego upojenia: och, pić z niego, pić to mleko pogardy. I walnąć głupią krowę pięścią po grzbiecie, kiedy kopnie lub ubodzie.

report |

issa,  

okej, zajrzę w sprzyjającym czasie

report |

issa,  

Można też myśleć, że zło to pluskwa: jedna lub więcej. Jak więcej, to nawet i lepiej, a nawet i cudownie: można dzięki takim pluskwom przejrzeć na oczy i zacząć widzieć Dobro Ludzkości.

report |

issa,  

(moment, real :)

report |

Jaro,  

kciuk do góry:)

report |

Pietrek,  

dzięki, Jaro :)

report |

Pietrek,  

dychotomie, polaryzacje - to bardzo ułatwia głoszenie Najprawdziwszych Prawd

report |

issa,  

tortury? cierpienie? ból? piekło? heh, żeby pojawiło się piekło, pełne, cudne, rasowe piekło, niczego szczególnego nie trzeba. wystarczy maleńki szyld

report |

issa,  

Knajpa pod JaOnMyOni

report |

issa,  

Oni. On. Ona. To Oni, to Oni. Jasne, że Oni. To wszystko Oni.

report |

issa,  

Ja nie.

report |

Pietrek,  

kseno...nie muszę podjąć trudu samodefiniowania, zdefiniuję się negatywnie - przez to co obce, "na zewnątrz", nie - ja musi być wrogie, no bo jest nie - ja, nie - my

report |

issa,  

I pogarda. Godna miłości pogarda: o, ty, święta Pluskwo, modlę się do Ciebie, i krwią cię własną nakarmię, o, ty, święta Krowo, modlę się do ciebie, dojąc cię i plując na ciebie. A nie zmiłujcie się przypadkiem nade mną, nie zmiłujcie, wszystko, tylko nie to, bo bez was, bez was - czym byłby ten podły godny pogardy świat i jak zobaczyłbym bez was Dobro Ludzkości?

report |

issa,  

Wydaje się, że i tak lub podobnie mogą brzmieć litanie Klingonów.

report |

Pietrek,  

tak, pogarda, pogarda niesie, uskrzydla

report |

issa,  

o, tak, pogarda, pogarda niesie mnie, uskrzydla

report |

issa,  

To melodia Klingonów. Klinga Onego.

report |

issa,  

Gonić, gonić, gonić co tchu, bez tchu, byle z klingą, z klingą za Onym, bo On to "fałszywka którą porwał / z kałuży słoneczny wiatr".

report |

issa,  

Pościg Klingona za Klingonem.

report |

Pietrek,  

to chyba najlepsze podsumowanie mojego tekstu :)

report |

issa,  

heh. Dźwiedzie nie wierzą w Najlepsze ;)

report |

issa,  

Na postojach pluskwy, o dziwo, mogą doprowadzić do obłędu, do ryku, do wrzasku, do łez, do modłów za Dobro Ludzkości. A Krowy, o dziwo!, dziwo z dziwów najdziwniejsze! Krowa nie chce być w pokorze krowiną najźlejszą i staje się diabłem na zlecenie Ludzkości.

report |

Darek i Mania,  

znowu trafiłem na dobry wiersz i jak już zauważyłem wcześniej na issę która rozebrała go i prześwietliła :))

report |

issa,  

hej, Darek i Mania :)

report |

issa,  

I teraz sobie parę minut odpocznę i wrócę, bo jeszcze, jeśli mnie dystans zawiedzie, sama zacznę szukać synekury-dysydentury, gdzie trzeba jedynie dbać, żeby pieśń bojowa nie schodziła z ust ;d

report |

issa,  

:) miejmy nadzieję, że to może być coś więcej niż antrakt ;) http://www.youtube.com/watch?v=-_uZ4S7YAzs

report |

Pietrek,  

semantyka;p dobre dla łałtora ;)))

report |

issa,  

Łałtor łałdny ;) (okej, jako się rzekło, parominutowa przerwa na odklingonienie ;)

report |

Pietrek,  

dziękuję Isso, modlitwy są ważne http://www.youtube.com/watch?v=yCnlaBJRKcE

report |

issa,  

Ot, mądry mężczyzna. I skąd Ty znasz sposoby na odklingonianie Niedźwiedzi? :d Niesamowicie lubię tę balladę. Zatem, dobra, odklingoniło mnie faktycznie, więc możemy iść dalej w spokoju, że nam oddech będzie sprzyjał.

report |

issa,  

Jedną z niezmierzonych, nieprzebranych, nieskończenie licznych trudności może być i ta, że czasami totalitaryzmy, niekoniecznie racjonalnie ani niekoniecznie irracjonalnie, łączy się jedynie z polityką. W dodatku jeszcze nieraz przy tym, jakby tego nieszczęścia było za mało, politykę uważa się za coś całkiem oderwanego od życia. Cokolwiek miałoby to oderwanie tutaj znaczyć.

report |

issa,  

jednak przecież nie tylko, heh - Ona

report |

issa,  

Podczas gdy dosłownie wszystkie części Voyagera można połączyć z życiem prywatnym, osobistym, ba, intymnym. Najgłębszym. Najwewnętrzniejszym. Więc i dosłownie wszystkie jego części można połączyć ze śmiercią prywatną, osobistą, ba, ze śmiercią intymną, najwewnętrzniejszą. Już nie tylko jakiegoś Onego. Nie tylko jakiegoś Ty. Ale i - Ja.

report |

Pietrek,  

Fromm, niewola słodką jest, bezpieczną

report |

issa,  

tak. Fromm, niewola słodką jest bezpieczną

report |

issa,  

Kiedy ktoś żyje w ślepo zabitej miłości do świata, tak ślepej, że aż chce widzieć jedynie to, co chciałby widzieć, a nie to, co jest, to zaczyna nienawidzić za każde "jest", które jest inaczej niż "powinno być" i być "musi".

report |

issa,  

I tak miłość zespala się z nienawiścią, a ta ostatnia spala miłość na popiół.

report |

Pietrek,  

"ślepa miłość" z definicji jest dysfunkcyjna

report |

issa,  

I ktoś, kto miłość spalił na popiół z miłości, jest czystym cierpieniem.

report |

issa,  

Takim, którego nawet nie spróbuję opisywać, nazywać. Bo ono bardzo często staje się po prostu poza wszelkimi słowami.

report |

issa,  

Pokochać kogoś takiego to pokochać popiół, w którym tli się nienawiść.

report |

issa,  

Kiedy ktoś nienawidzi siebie i świata, to jak ma uwierzyć, że został pokochany przez kogoś, kto jest częścią tego świata, którego się nienawidzi?

report |

issa,  

To jest straszne.

report |

issa,  

Co można wtedy zrobić? Myśleć:

report |

issa,  

(np.) Skoro zostałem pokochany, a jestem taki, jak cały świat, czyli zły, to przecież i ten, przez kogo zostałem pokochany - "musi" być jakoś zły.

report |

issa,  

Uszkodzony. Daleki od ufności.

report |

Pietrek,  

niewyrażalne/ czy / i /niewyobrażalne, nie pytam, badam zależność

report |

issa,  

Może ten, kto mnie pokochał, nie wie, co robi? Jest głupi? Błądzi? Może jest stuknięty?

report |

issa,  

Może mnie i / lub siebie - oszukuje?

report |

issa,  

Może się samozakłamuje? Może mnie wymyśla w iluzje?

report |

issa,  

Może tak jak ja pragnie śmierci, bo pragnienie życia boli dłużej? I dlatego mnie pokochał?

report |

issa,  

I tak dalej, i tak dalej.

report |

issa,  

I, jest bardzo prawdopodobne, że z tych nie-ufności zacznie wykluwać powoli ten potwór, którego pokochany najbardziej nienawidzi. Czyli kocha.

report |

issa,  

I tak dalej, i tak dalej.

report |

issa,  

I teraz czas na wierność z dawnych czasów. Z przeszłości.

report |

issa,  

Linkowałam tam gdzieś wyżej, dawniej. Zrobię to jeszcze raz.

report |

issa,  

http://truml.com/profiles/88833/photography/167611

report |

Pietrek,  

pewnie to będzie z mojej strony jaśkowsiowe psychologizowanie, ale wprawdzie uczucia/myślenie to przenikające się, dynamiczne i zwrotne zwierzątka, ale dopóty ich kotłowanina na strychu ma walory, dopóki jedno drugiego nie dopadnie, i nie rozszarpie

report |

issa,  

yhm. tak bywa. chociaż cieplej, kiedy bywa też inaczej. małym cudem, niemałym cudem - cierpliwości

report |

issa,  

Tam, w komentach, w ślad za łabędziem, w ślad za psem, który chodził za mua, pojawił się znów i pies, który chodzi za mną. Od lat. Od lat.

report |

issa,  

Przeniosę go tutaj.

report |

issa,  

za mną od więcej niż dwudziestu lat chodzi pies, o którym raz po raz opowiadam, odkąd mnie minął. jak obłąkana nim opowiadam; krócej lub dłużej; tu będzie krócej. szedł ulicą dużego miasta, w listopadzie, wśród nóg przechodniów w zmierzchu, w porze miejskiego szczytu - powrotów do domu. był w kagańcu i żebrowany jak kaloryfer. zanim mi, kiedy tak płynęłam w tym tłumie, wreszcie wybłysnęło w mózgu, co ja właściwie zobaczyłam, gdy mnie pies mijał, to, że przez kratkę kagańca ktoś mu przepchnął kij, tak, że unieruchomił pysk, tak że pies nawet chłeptać z kałuż nie mógł, zanim zaczęłam biec, żeby go dogonić i chociaż spróbować wyjęcia tego kija lub zdjęcia kagańca - pies wtopił się w miasto; zniknął za jakimś rogiem. i nie zobaczyłam go więcej. to znaczy, widuję go od więcej niż dwudziestu lat, jak za mną idzie.

report |

issa,  

Z tym psem to rzeczywiście dość wariacka historia. Jasne, że zapominam o nim nieraz na długie miesiące, może i lata.

report |

Pietrek,  

ten łabędź to dla mnie czysta harmonia, tao, ruchome w ruchomym, żywe w żywym

report |

issa,  

yhm, yhm :) chyba widzę podobnie go tam, w tamtym jego otoczeniu

report |

issa,  

Ale ilekroć o nim zapomnę, wydaje się, że już całkiem na amen, tylekroć on przypomina mi się niespodzianie, ktoś go przypomina, czyjaś historia, potrącenie palcem, jakby zapomnianą gałązkę trącić.

report |

Pietrek,  

pamiętam dobrze opowieść o psie, tego się nie zapomina, nie opowieści nawet, ale samego psa, tego że jest

report |

issa,  

Chociaż kiedyś w końcu, pomyślawszy: dżiz, odczep się w końcu ode mnie! - napisałam o nim wiersz. I myślałam, że mam już psa z głowy raz na zawsze.

report |

issa,  

I przyszedł znowu. I znowu. I znowu. Tak jak teraz. I tak, jak wtedy, kiedy o nim opowiedziałam po raz nie wiem który, tym razem u absynta z łabędziem, i jeszcze nie wiedziałam, że będę piła ekspresowo kawę przed absolutnym indygo.

report |

issa,  

Zmęczyłam się trochę :) Zatem, jednak puenta będzie jeszcze trochę później.

report |

issa,  

Po to, żebym po niej, później (jednak tam już w milczeniu) po tej drodze tu, pobyła sobie tam, gdzie jest miejsce znikąd:

report |

issa,  

http://truml.com/profiles/85524/poetry/168954

report |

Pietrek,  

u mnie to działa tak, że opisując coś, nie chcę się tego pozbyć, tylko nauczyć z tym żyć, bo umiejętność życia z Nawiedzającym Psem ma dla m,nie większą wartość, niż życie bez Psa, nie ma że boli

report |

issa,  

o, to, to :) tak. wobec tego i tutaj mamy wspólną przestrzeń: u mnie teraz też to tak działa. chociaż kiedyś bywało, hm, bardzo różnie

report |

issa,  

Została ostatnia część drogi tutaj. Krótka już. Ale chcę obozowiska przed jej końcem.

report |

issa,  

Zatem, do ostatniego tutaj innego dobrego później :)

report |

issa,  

http://www.youtube.com/watch?v=8Fd7x2756k0

report |

issa,  

a przecież - ta sama piosenka - może być i z takimi obrazami: http://www.youtube.com/watch?v=-RrQnulB7Kk

report |

issa,  

warto może czasami pomyśleć, że tak naprawdę są jednym

report |

issa,  

Albo jednak nie. Wiesz, już tu zamilknę, Piotr. Teraz tam wybrałam.

report |

issa,  

U tej wenus znikąd ;)

report |

issa,  

Wobec tego jeśli tu będę, to też już w ciszy. Dziękuję za gościnność. Bardzo. I Voyagerowi, i Tobie, Piotrze :)

report |

Pietrek,  

"ty którego do czynu wychowała noc" - tak sobie pomyślałem, że mowę, słowo, narzędzie które zapewniło nam sukces ewolucyjny (wg jednej z teorii, rzecz jasna :) posiedliśmy nocą właśnie, by móc się porozumiewać gdy ciemno, kiedy nie widać twarzy

report |

issa,  

:) by się porozumiewać gdy ciemno gdy nie widać twarzy

report |

Pietrek,  

milknę i ja :)

report |



other poems: miasto paliatywne, shangri la la la, ponienawinność, a przecież wiosna, wiosenne wystąpienie z brzegów, łaknienie, fumidor, kłamstwa ekliptyki, zimowszystko, brulion, jak rżnąć poetę, forteca, kadisz za niewiernych, gorżkie żale, stacja nigdy w życiu*, drzemka, Doctor Who, a Babcia i ja, lumperproletaryat*, robinsonada, i ojczyzna, siti, schody, przydatność, ekran, nienawinność, a niech tam, ogród zimowy, pies towarzysz: wprowadzenie do kursu I stopnia, nocny pasaż, T., my sie zi my nie bo i my, króliczek na zajączka, wszech świat, alicja, alter natywny mistrz sztuk, animihilacja, sycenie, lime ryk, deliryka, chapeau bas!, 2014, szklane domy, zimno mi, dolina zamieci, przejście podziemne, zwrotnik ślimaka, dorośli to sieroty, władca piątkowego wieczoru, immago, idiosynkrazja, bajka, (ostatnie) takie lato, sad Banszla był bardzo stary, pole widzenia, 11 listopada, senty menty, zakrycie ameryki, nie chcę do szpitala, radość, anawa, niewole, kolorowe jarmarki, dobranocka, noblesse oblige, zabawny wierszyk, wenus znikąd, antywajdelota, ubot, znicze nocnych lamp, Voyager [z cyklu: pieśni wojenne Klingonów], [...] idziemy w góry, osteoporoza, z cyklu: zapiski ornitologa - amatora, częstotliwość, partenogeneza, liofilizacja, godzina wu, dobrodziejstwo inwentarza, pojednania, kondukt, przemoczony wierszyk, oczepiny, horyzont, coda, niezapomniany wieczór cudów i atrakcji, pokoje na nadgodziny, skromność wiosny, znikający punkt, czasy, Moi żydzi, dzień dziecka, dybuk, La Môme Piaf, we śnie topielca wszyscy oddychają wodą, limbo, andre II, palność, negatywka, w parku kultury niedziela i planetarium, jesieni'n, molekuły pustki, na paleontologów, moja śmierć, cyborgizacja kosmogatora, krótka histeria czasu, dupiary i cycówy, tytuł egzekucyjny, się rozlało, rośnie mi!, bladoniebieska linia, dysydencjada, ultraviolet, skalowanie, sidła, event, ćmiatło*, fulerenowi asystenci snów, astroaborygeni, prywatne śledztwo, bezsilność syntetycznych opiatów, ziemia na horyzoncie, surogaci, w dudy dąć!, inkantacja, pełnia, ortopedia - nie mylić z ortodoncją, dni jak dni noce dla wytrwałych, aluwialność, czynne prawo wyborcze, nautilus, siesta, pocztówka z podróży służbowej, wszystkie jutra*, imago nacja, świeco, waki 1, moja naga, wypite studnie, Nash Bridges..., ochra, świętości, psy rozjemcze, do kawy zamiast croissant'a, kalahari, cytat tygodnia, obieg materii, akomodacja zwierciadeł, dobrego dnia, jedyny erotyk,

Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register