20 października 2016

poezja

Dominic Butters
Dominic Butters

Sama jakoś

Nie czekałem jej w tym roku, sama jakoś bez pytania...
Zdążyłem połowę przespać, nim odkryłem jej obecność 
Popołudnia już są krótsze, a poranki częściej ziębią
bo w tym roku choć kolejna, trudniejsza jest do oddania
 
Październik szkicuje dachy, siąpiąc jesienny atrament
Zasypia na parapecie ołowiana cisza Breslau 
Chyba trochę już mniej obco, chociaż dzwonka nadal nie znam...
Który rodział? Cztery lata, szósta klatka, szóste mieszkanie
 
Wieczorami, gdy zgiełk milknie, spływa deszcz po Titanicach 
a przez zaciągnięte okna bezimiennie zerkają pokoje
Co rusz, któryś drga firankę, pojawia się, albo znika
 
zmieniając kształt, ton i barwę, nasycenie i nastroje 
Wciąż tak bardzo się dziś boję cokolwiek Ci znów napisać
Lecz jak miałbym jej nie ufać, że gdzieś pali się też Twoje?

alt art
21 października 2016 o 09:55

wiatru w żaglach nachodzi koniec; za oknem ktoś zjeżdża po tęczy; kaskadami nieczytelne świty..

zgłoś

Dominic Butters
21 października 2016 o 17:02

trafione w sedno...

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się