Marek Gajowniczek, 25 stycznia 2014
Będzie pomocą, czy może zdradą?
Ludzka niepewność: Wjadą? - Nie wjadą?
Czas się przyglądać dawnym przykładom.
Wjadą? Nie wjadą! - Nie wjadą? Wjadą!
Młodzi nie znają. Sen śni się dziadom.
Nie wjadą! - Wjadą! Wjadą - Nie wjadą!
Czy da się przetrwać za barykadą?
Wjadą? Nie wjadą! - Nie wjadą? Wjadą!
Wszystko już było! Ocet za ladą.
Nie wjadą! - Wjadą! Wjadą - Nie wjadą!
A może jednak okrągły stół
podzieli ludzi znów pół na pół?
Patrzymy na to nie tak z oddali.
Nikt przed zachodem dzionka nie chwali.
Gdy się rozpędzą i jednak wjadą -
może się u nas powtórzyć Radom.
Mogą nas także zwieźć na stadiony.
Przezorny zawsze ubezpieczony!
Marek Gajowniczek, 24 stycznia 2014
Wojna to wojna. Ktoś miał źle w głowie
i padło: - "Klewki" w izbie sejmowej.
Kogo tam macie w tym rządzie waszym?
Nacisk jest duży. Jest czym postraszyć.
Z władz musi odejść. Problem w tym - jak?
Trzeba go podejść. Potrzebny hak.
Akcja jest dobra. Nagle - niewypał!
Ktoś puścił parę. Ktoś się wysypał!
Wprost na lotnisko pognał z Marriottu.
Rząd się rozsypał. Dosyć kłopotów.
PiS nie miał odtąd za sobą służb.
Rósł czarny pi-ar, nie brakło gróźb.
Co było dalej już wszyscy wiedzą.
Minęły żale. Nic nie powiedzą.
Osób z tej baśni nie ma na świecie.
Można wydumać wiersz w internecie.
Nie warto pytać o te miliony.
Nie ma w tej sprawie nieumoczonych.
Trybunał w Hadze, Kongres, posłowie.
Wojna trwa nadal. Są talibowie.
Coś się do mediów powoli sączy.
Wojna to wojna. Czas wiersz zakończyć.
Czy był prawdziwy? Ja w to nie wierzę!
Są tylko świnie po PGR-rze!
Marek Gajowniczek, 24 stycznia 2014
Nie było zwrotu
w walce o votum.
Już po raz dwudziesty szósty.
Wysokich lotów!
Góra kłopotów.
A jaki wynik? - Śmiech pusty.
Nie dla idiotów!
Walczyć był gotów
i krytyk i złotousty.
Sejm dziwnych splotów
pełen bełkotu,
lecz przecież mamy zapusty!
Marek Gajowniczek, 24 stycznia 2014
Rozpierzchła ćma się po lasach.
Spokoju już nigdzie nie ma.
Lud ognie pali w szałasach.
Jarema idzie! Jarema!
Petycje ślą atamany.
Złość im się kurzy spod czachy.
Wzmocnione palem kurhany.
Jarema idzie! Gdzie Lachy?
Nie ruszą się senatory.
Ruś tylko ogniem zapłonie.
Pałace runą i dwory.
Zerwano pakty. To koniec.
Chmiel zwodzi i w siłę rośnie,
chce Ordę Krymską poruszyć.
Myślano wcześniej o wiośnie.
Zaczęto już lody kruszyć.
Zapłaczesz się Ukraino.
Korona stratę poczuje.
Już wiesz, co było przyczyną.
Z diabłami się nie paktuje!
Nie miałaś ziemio wyboru
i ty nie miałeś człowiecze.
Pieniądz nie miewa honoru,
a rządzi ogniem i mieczem.
Marek Gajowniczek, 23 stycznia 2014
Na południowej półkuli
wśród antenowych urządzeń,
w białej zimowej koszuli
wyjrzało na chwilę słońce.
Leżało dziś do południa.
W łóżeczku zjadło śniadanko.
Nie można chorych zatrudniać.
Wzmocniła je kawa z pianką.
Leniwie się przeciągnęło
po dachach i po kominach.
Promykiem ostrym błysnęło.
Spojrzało - późna godzina.
Na szczęście katar ustąpił
i chmura zniknęła z czoła.
Zimowy dzionek już zwątpił,
czy jeszcze się podnieść zdoła.
A ono, choć blade, grzało.
Spłynęło ciepło po grzbiecie.
Tak mało trzeba, tak mało,
by żyć się chciało na świecie.
Marek Gajowniczek, 22 stycznia 2014
Chłopcy z mojego podwórka -
harcerze i rozrabiaki.
Nie dla nich była rozbiórka.
Nie grali ról byle jakich.
Nie obrastali też w piórka,
w jakie obrośli pętaki.
Chłopcy z mojego podwórka
nie chcieli żyć wśród jednakich.
Spieszyli się całe życie.
Sam Pan Bóg wiedział do czego.
Nie zawsze źle, przyzwoicie.
Dziś zabrał nam następnego.
Chłopców z mojego podwórka
ubywa na każdej zbiórce.
W obwódce czarnej laurka
podsuwa myśli, że wkrótce...
W pamięci ciągle się śmieją
wesołą, dziarską gromadą,
a wiatry chłodne wciąż wieją.
Oni w nich jadą... i jadą.
Dlaczego w takim pośpiechu?
Nie mogą doczekać zmiany?
Wiemy, nikt nie był bez grzechu,
lecz tylu było kochanych.
Wyrosły wysokie drzewa.
Nie gwiżdże nikt na nikogo.
Czy spieszyć się aż tak trzeba?
Iść można noga za nogą.
Marek Gajowniczek, 22 stycznia 2014
Kiedy wypalą się opony
i wszelki dym będzie rozwiany.
Wyciągną dłonie obie strony.
Zadzwoni Putin do Obamy.
Zaprosi może na pierogi.
Na stypę unijnego cudu.
Powie: - Scenariusz był ubogi,
lecz my nie mamy Hollywoodu.
W Syrii to wasza była scena,
a nasza jest tu na Majdanie.
Porównań niby żadnych nie ma.
To było zwykłe przepychanie.
Porządek trochę czasu zajmie,
lecz uzgodnijmy dalsze plany.
Możemy rozmawiać zwyczajnie.
Zadzwoni Putin do Obamy.
I tylko ludzie poruszeni,
zepchnięci, zmarznięci, obici -
odprowadzą do Matki - ziemi,
tych których plan ten nie zachwycił.
Reszta usiądzie przed ekranem.
Pokiwa głową. Łzę obetrze.
Z sąsiadem stuknie się stakanem.
Pomyśli: - Co nas czeka jeszcze?
Marek Gajowniczek, 22 stycznia 2014
Trzeci garnitur nie jest najlepszy.
Zwykle jest gorszy niż drugi, pierwszy,
jednak, gdy już się nie ma wyboru,
nie warto w trzecim tracić humoru.
Pomoże bardzo kwiat w butonierce.
Trochę uroku wepnij nad serce.
Zapach, urodę, iskrę wesela.
Wtedy żartować już się ośmielaj.
Czas jakoś zleci. To nic, że trzeci.
Zaśpiewaj paniom jakiś kuplecik.
Może nie bardzo dopasowany.
Mężczyzna zawsze podziwia damy.
Zwłaszcza kwiatuszki, jak w butonierce.
Gotowy zawsze oddać im serce,
a przede wszystkim stanąć w obronie,
gdy w porcelanę wdepnęły słonie.
Marek Gajowniczek, 22 stycznia 2014
Mnie się podoba pani B.
Niech każdy myśli to, co chce,
ale to elegancka babka.
A kolej? Wiadomo - Wysiadka!
I po co czepiać się kobiety?
W sejmie spotyka się, niestety,
posłanki znacznie mniej kobiece.
Komu się chce urządzać hecę,
kiedy przyjemnie jest oglądać?
Mogłaby grać dziewczynę Bonda.
Karierę robić na ekranie.
Nieładne są zagrywki tanie,
na dodatek wobec kobiety.
Za słówka łapać? A konkrety
pominąć całkiem nieruszone?
Podoba mnie się, choć mam żonę,
każde pani B. wystąpienie.
Takim oddawałbym rządzenie.
Nie straszyłby nas nikt z ekranów.
Coś wreszcie byłoby dla panów!
Marek Gajowniczek, 21 stycznia 2014
Szukał człek i nic nie znalazł.
Gdzie nie spojrzał - zastój, marazm.
Ochłodzenia. Gołoledzie.
Brak herbatki po obiedzie.
Wypaliła się ekipa.
Tylko śnieg pod butem zgrzyta.
Cienko piszczy na to wszystko.
Kraj już zapadł w zimowisko.
Woda jeszcze ciepła w kranie.
Rozpoczęto pitowanie,
lecz na zwroty nikt nie czeka.
Od człowieka do człowieka
kataralny wirus idzie.
W telewizjach już o wstydzie
zapomniano bardzo dawno.
Dawne sławy bardziej słabną.
Zapał pewnie grypę złapał.
Rozpęd zgasł, bo się zasapał.
Widz zmęczone zmrużył ślipia.
Dzień jest krótki. Kraj usypia.
Zamrożenie. Beznadzieja.
W szpary chłód wciska zawieja.
Tylko premier jest radosny.
Ręce trze. Aby do wiosny!
Regulamin | Polityka prywatności | Kontakt
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.
12 kwietnia 2026
Sorrowhead (ex Cheval)
11 kwietnia 2026
wiesiek
11 kwietnia 2026
dobrosław77
11 kwietnia 2026
Weronika
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
11 kwietnia 2026
Anthony DiMichele
10 kwietnia 2026
sam53
10 kwietnia 2026
violetta