Yaro, 9 november 2014
gdy zasnę powiedzcie amen
żyły zamkną obieg krew zastygnie
ciało trupio blade zimne głęboko
stanę obok jeszcze raz popatrzę
odejdę i nigdy nie zgaśnie moja gwiazda
między wami odnajdę miejsce
patrzył będę i cieszył się z wami
niewidzialny niematerialny niby swój
spacerował będę bez snu po zielonych łąkach za domem
przejdę w końcu po wodzie na stawie
złapię za skrzydło dziką kaczkę
uniosę się nad chmurami całkiem boso
gdy mnie to znudzi zapragnę życia
na ziemi jest ładnie człowiek łakomy zazdrosny przesadnie
zaborczy władny niepojęty opętany
demony skończą marnie jak brudne wody
nie smuć się gdy umiera człowiek
Yaro, 8 november 2014
świtem spoczywają cienkie liście
pokryte rosą grube krople
srebrzy pajęczyna pająk śpi na gałązce
babim latem opleciona kora sosen
poziomki barwią przestrzeń krwawym kolorem
konwalie kuszą zapachem białym kwiatem
dumne paprocie krzątają się w koło dębu
brzozy biało szare na krzyże wycięte młode
wyrosły dorodne jagody czarne oczy patrzą
skubnij a zakwitną w ustach zabarwią
szczaw kwaśny na zupę zerwę liście lancetowate
cisza gra las budzi się ze snu śpiew ptaków
strumień szumi obmywa kamienne słowa
otoczaki pod nimi dwa patyczki
rak co chodzi na raka
leśne duchy jak cienie
bezszelestnie bez ciebie
miłość układa pasjansa z liści
mchy naciągają wodę chłoną myśli zdrowe
Yaro, 8 november 2014
życzę sobie by życie toczyło się jak w słonecznej Australii
Aborygen jeszcze ciepły zbrązowiały
bratam się z kangurami
emu ucieka przed świata cztery strony
tutaj spokój mam choć problemy te sama
a jednak idę z radością tutaj nie ma zimy
nie ulepisz ze mnie bałwana
wyślę kartkę telefon pogada
zamykam rozdział płaski kontynent
plaże jakieś inne ludzie uśmiechają się do siebie
wolność szeroko rozkłada ramiona
przyjedź mnie odwiedzić
Yaro, 8 november 2014
dzielę przestrzeń między oknem balkonowym
a lasem zielonym żółtym płodnym
parking wypełnia pustka pasem asfaltowym
na wardze papieros dym wciągają pęcherzyki płucne
natleniony kaszel duszności sąsiad szydzi zapal sobie
szum za oknem zaprasza na spacer
wśród zielonych sosen ciemnych świerków
powietrze czyste przejrzyste jak w szklance denko
gęsto w objęciach wiatru nie myślę o tęsknotach
oplata krótkie włosy siecią pajęczyn
dzień wlecze sny zabrane świtem
obejrzyj się za siebie świat w końcu się śmieje
Yaro, 7 november 2014
przecięte żyły i sznur na szyi
proszą o litość
najgorzej gdy serce w dole
ciężkie mroczne myśli
żyj w świecie kochaj
wybacz że piszę
śmierć alternatywą na to was stać
gdy nie nadchodzi świt
noc zabiera siostrę brata
najgorzej gdy godzisz się tanio sprzedać
nie jasno gdy umierasz ze swoją gwiazdą
Yaro, 7 november 2014
rap hip hop bity
dziwny całkiem inny
smutne miny oczy łzawe
pepsi cola chipsy
i dziewczyny
ławki oblegane nocy czar
jakaś okupacja biały skręt na wargach
odjazd ale jazda
faza spoko jutro nie nadchodzi
młody wyklęty bezrobotny
nie rzadko wykształcony
czekają na wizy z ambasady
oblegane pola przez azjatyckie biedronki
jakby polskich było mało
lepszy czas nie nadchodzi
dzisiaj tysiąc trzysta kilo kiełbasy wódka czysta
morda cieszy od życia się coś należy
Yaro, 7 november 2014
smutny dzień szary byle jaki
spakowany wyruszam w góry
z synem wiele wspólnego mamy
kilka szczytów przed nami
długa męcząca droga strome ściany
nigdy się nie poddam czas zlizuje rany
płacz na kolanach u mamy
napędza nas siła duch wyobraźni
kapliczka pasuje się pokłonić
świerki sosny gęsto skrywają nieodkryte
tajemnica serca w dłoniach
nikt nas nie pokona
wieje halny nieprzyjemny ciepły
tym na dole dam wspomnień mnóstwo
skrępowany przytłoczony idę
szary wilk przed nami
Yaro, 7 november 2014
wszystkie zdarzenia puszczam w krwiobieg
gdy wolność przestanie cieszyć wojnę wypowie
słowo skaleczone myśli spękane krew spod powiek
na ulicach życie uchodzi na własne oczy
skulony w kącie napełniam słoje wiarą
nadzieja nie chce nie nadchodzi
wolne ptaki spętane nogi
spoczywam w celi własnej wyobraźni
chód ze wschodu daje znać coraz bardziej
gasnę z każdym powolnym oddechem
boję się cierpień ludzi zło od nich płynie
kilka słów o sobie nie wiem co robić
Yaro, 6 november 2014
nienormalni nieporadni niemoralnie
wypływali w szeroki blask oceanu
lustro wody słania łodzie
tania bryza przecina horyzont
na orbicie myśli to wczorajsze wino
rum prostuje kości na ości
gibie się kapitan spod mostów
szerokie pomosty wytarte płyną koszty
w tawernach ciasno o tej porze gdy niejasno
jedna lampa na krzyż
przynajmniej wiadomo gdzie rzygać
w porcie nuda rozładunki rum i wóda
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
22 march 2026
wiesiek
19 march 2026
wiesiek
18 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
16 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
15 march 2026
wiesiek
15 march 2026
absynt
14 march 2026
wiesiek
14 march 2026
Jaga