to miała być opowieść o dorastaniu. a jest o stracie, o starości,
o wyznaczaniu granic przez martwe słowa. dzieciństwo jest jak
zlizywanie lukru ze wspomnień. dobrze, że mogę do niego wracać
ale od wczoraj nosi mnie luty, w przemoczonych butach.
czuję tylko pieprzone zimno, na drzewach skrzy się szron.
mówisz do mnie, świecie, ja milczę. wiesz, że poświęcę to,
czego ze mnie nie weźmiesz, aż spłynie pamięć,
aż odrosną korzenie. wokół cicho i obco..
czuję dym w powietrzu,
na oczach, na ustach.
wiem/ marudzę/ ale za dużo mi "lukru"/ powtarzający się słodki motyw/ zastąpiłbym// szron scukrzył się na drzewach//lub coś w tym guście/ pozdrawiam
zgłoś
No tak, pewnie masz rację. Zmieniam.
zgłoś
dym, lubię dym, bo wszystko to dym, lukier też dym
zgłoś