śni mi się las. z bezlistnych gałęzi
noce spadają prosto w moje oczy.
nic nie jest na swoim miejscu,
jakby zdarzyło się przez przypadek.
głodne ręce wyrywają źdźbła,
szukając resztek ciepła.
nasiąkam zbutwiałą wilgocią,
chodzę po śladach,.
pod palcami czuję kruche kosteczki
otulone miękką i wilgotną skórą.
jeszcze chwila i wszystko się zmieni.
czas to cykl, tutaj jakiś okres zawieszenia po władzą Marzanny, tajemniczy, nastrojowy wiersz. Dobry
zgłoś
Dziękuję :)
zgłoś
a czas mgliście się rozpłynął/ wrastając korzennie w omszałe kamienie/ niczym nieukorzone drzewa//pozdrawiam
zgłoś