Yaro, 15 november 2014
o dzień
o dzień się potykam
potykam się
słów mgławice
na chorym horyzoncie
nie wiem gdzie mieszkam
pod czaszka dym
pożycz chociaż szczęścia
droga mi droga ty
kręte myśli się śnią
Yaro, 15 november 2014
podły człowiek w pięknym świecie
świat czy człowiek przepadnie
we własnej sieci pajęczego zła
pragnienia ogromne podziały na lepszych gorszych
ropa parę groszy wojny przecież nic się nie stało
milion zabitych w tą czy w tą wpiszemy w statystyki
jakie masz ładne oczy ale ładniejsze są diamenty
tania żółta siła robocza praca za grosza
"małe raczki wśród zabawek lecz nie po to by się bawić"
człowiek schodzi nisko na psie pola
liże zło do kolan
prosi diabła o więcej topi się w życia wanience
Yaro, 15 november 2014
po nocy dzień jak sen
niebo gwiazdami iskrzy
gdzie księżyc łajza
gdzie się włóczy
ma chrapkę na asteroidę
pozna ją dokładnie
gdy na niego wpadnie
ciał niebieskich zderzenie
posypią się nowe mniejsze meteorki
spadną na ziemię małe metalowe
w końcu ich dzieci
przyniosą panikę i zamęt
człowiek w końcu narobi w pory
Yaro, 14 november 2014
każdą łzę ważę na szalach
mierzę ile jest warta
w życiu pełnym barw
kolorowych szkiełek
nieoczekiwanych chwil
karmię się spojrzeniami
cichych ciepłych pasteli
cieszy
twoja obecność i głos
jak nucisz melodię która nie ma refrenu
łapię wiatr w dłonie chowam do kieszeni
kawałek chleba
wojna między kalką a papierem
z kałamarza wylewam atrament
na parapet wydłubuję nasiona
zwariowane dni w obecności szumów hałasu
w głowie głosy
zniekształcone myśli obrazy
schizofrenia teorie spiskowe
Yaro, 14 november 2014
dzień beznadziejny szary byle jaki
ciągnie chłodem przez otwarte drzwi do chaty
liście pokryte zgnilizną
ciemne jak obślizłe szmaty
pejzaż niekolorowy
czarno biały jak film w starym kinie
staw zaśmiecony pełen wody i worków pławnych
linia brzegowa równa linii bocznej karpia we święta
na stole herbata ostygnięta
idą herody dłoń wyciągnięta
w kieszeni pustka przeciąg
kolęda hej kolęda wczoraj
szaro nienormalnie
ubrany szary idę po ciebie
po domu chodzisz w getrach wszytko wyciśnięte
nam patrzeć na piękno kobiecego wyciśnięcia jak pestka w wiśni
pragnąłem tego pięknego bo dziś na szaro
pojedziemy z ta gitarą po strunach prosto do raju
dziś szaro
nie opowiadaj w telewizorze afrykańskie ciepełko
Yaro, 12 november 2014
odeszłaś bezgwiezdne niebo nade mną
księżycową nocą
pożegnałaś wspólne chwile
serce na pół złamane
skulone słabe pogrzebałem
zasypałem piachem
rozszczepione szczęścia
włóczą się po zimnym stromym kosmosie
marzenia
nad jeziora brzegiem mały dom
sam w swojej głowie
siedzę przy tafli wody puszczam kaczki
w dłoni czerwony krwisty kamień
już zapomniałem
idę stąd ale dokąd na dworze ziąb
kolejny papieros tłumi myśli
uspokaja koi drżenie rąk
a drżały jak kurwie cycki
okłamany
spopielała dusza jak żar
czas uleczy rany
ile trzeba dni ile lat
jak kochać to cały świat
zburzyłaś mur
budowałem cegła po cegle
kochałem miałem nadzieję
w kieszeni wiarę
umarłem na kilka lat
w oczach niewiadomy strach
kilka listów w skrzynce
w pustych kopertach słowa
już ich nie rozumiem
zapomniany okłamany
straciłem zaufanie
nadejdzie chwila mam wiarę
po latach spotkają się nasze dłonie
złączone spojrzenia nieoderwane
przyznasz rację
za późno na kontemplację
Yaro, 12 november 2014
życie
to nie ból
wytrwały ciągły narastający
to droga
do światła przez mgły przez noc
śmiały idź
kłopoty do rozwiązania
zrzuć
pożądanie
kochaj niekochane
w sercu miłość cię rozpieszcza
w głowie
kilka myśli rozmyślaj
pędź jak koń z sanną
dzwoneczki ciszę rozpraszają
biały śnieg jak dusza jasna
w środku czasem przygasa
moja gwiazd rozbłysła na całe niebo
idę przenikam za horyzont
wieje wiatr zgody suną obłoki leniwe
czasem zaniepokojony odwracam w tył głowę
zdziwiony
już idą po mnie aniołowie zmęczeni
zadowolony oddaję się w ich ręce
Yaro, 12 november 2014
gdyby nie ciążenie frunął bym do ciebie
nad łąkami stawem porośniętym trzcinami
brzegiem strumienia żółtym od kaczeńcy
miejsca na skrzydła mam doskonałe
silne ramiona jak Ikar nie upadnę
swobodnie spadam do ciebie sen wielki mnie niesie
otwórz okno ciepła noc
daj się porwać dokładnie tam
zapraszam cię na szampana i kolację przy jednej świecy
sen trwa nieprzerwanie
jestem u ciebie śpisz spokojnie chyba cię
nie porwę na tańce
zbudził mnie trzepot skrzydeł komara
dzień już mnie wygania w głowie smak twoich ust
nici z latania
Yaro, 12 november 2014
przybył jak wiatr halny nie zapukał
rozłożył skrzydła jak parasol
w moim domu ciasno jasno
miejsca dla dwóch wystarczy
prośby co noc wznosiłem
wysłuchał podał dłoń anielską
w parku ze mną się drażnił
sypał liśćmi wiatrem straszył
ławki przemalował w kolorze niebiańskim
siedział obok opowiadał kawały
cały dzień ze mną spędził był doskonały
minęły lęki fobie
depresja schowała się pod powieki
ze łzami spłynęła do rzeki
chmury na niebie na łące drzewo
anioł odfrunął pozostawił słowo
wróci na pewno gdy krzyk usłyszy
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
10 february 2026
Jaga
10 february 2026
nieRuda
9 february 2026
wiesiek
7 february 2026
wiesiek
6 february 2026
Jaga
6 february 2026
wiesiek
5 february 2026
wiesiek
3 february 2026
wiesiek
30 january 2026
Jaga
23 january 2026
Jaga