Pod baldachimem nocy

Czwarta godzina nad ranem. Głośny łomot zegara.
Uliczne latanie wdzierają się przez okna. Stłamszony
pierszym pianiem sen, pod zmiętą pościelą się chowa.
Z uchylonej kurtyny powiek wydzielają się resztki
skrawków wczorajszego dnia.Plucha Października,
poranek majowy i wieczorny ból głowy.
Z ostniego peronu rusza pociąg do nikąd.
Przez ściany przedzierający się płacz dziecka,
gasi resztki martej ciszy.

Nie każda droga prowadzi do celu.
Są noce, co nie konczą sie jutrzenką.

Pod czarną podszewką mroku
skryte pentogramy dawnych obrazów,
pokrywają ołowiane obłoki codzięnoaści.
Wlokące się sylwetki zapomnianych postaci
rozpływają się pod naporem świtu.

Zmartwystanie światła jest scenką,
powtarzną zawsze o właściwej sobie porze.

Zniekształcone cienie pożera dzień.

Szel
6 may 2012 at 20:22

sa takie noce Edmundzie_Wlokące się sylwetki zapomnianych postaci rozpływają się pod naporem świtu. _ serdecznosci :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register