25 may 2011

w szponach powierzchowności

odloty które zamykały mnie w klatkę
coraz częściej po śmierci kochanka
wtargnęły w sen sferę sacrum
teraz gdy bezwiednie zaparzam siódmą kawę
nadal widzę czarny różaniec na gałęzi
ten sam co sprofanował śnienie
nie boję się dopóki twarz w chustach
nie wypełni szyb a może i luster.
tłukę wszystkie tafle i tonę w szklanym pyle
naczyniom też nie odpuszczę
oblewam się wrzącą kawą, będą blizny, nie szkodzi
przecież zmarli nie potrzebują ciała
warstw skóry które i tak zbrzydną
szybciej niż się spodziewasz spodziewam spodziewamy

nie wierzyłam że ciało można wielbić bardziej
niż to drugie dopełnienie całości


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 2 | rating: 0/5 | report | add to favorite

Comments:

Miladora,  

Jeżeli pozwolisz... ;) Wpada na siebie - obsypuję się/oblewam się. A tu - warstw skóry co i tak zbrzydną - dałabym jednak "które i tak zbrzydną, ponieważ masz powyżej "ten sam co". Może bym też pomyślała nad tytułem, czy sama powierzchowność nie wystarczy. Chyba że chcesz, żeby było tak właśnie trochę drapieżnie. ;) Jak dalece odchodzimy z tym kimś, kto umarł...? Czasem daleko... Czasem zbyt wiele zabiera ze sobą. Niestety.

report |

dintojra,  

Posłuchałam się i naniosłam parę poprawek, ale tytuł jednak pozostawię w jego pierwotnej wersji.

report |




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register