4 october 2011

poetry

dintojra
dintojra

poranek z salvadorem

malinowo mleczne poranki
nie wzbudzają już tkliwości ni rozmarzenia
myśli stabilne jakby mniej ulotne
a skotłowana pościel nad ranem odarta z namiętności
nie zagrzebuję się pod pierzyną by przedłużyć ciągłość poranka
zrywam się z nastaniem słońca wyglądam przez lukarny
boleśnie zagryzam wargi wspominając ostatni wieczór
przed twoim odejściem.
gdziekolwiek jesteś wierzę że to tylko sen
przywołany lotem pszczół na sekundę przed przebudzeniem
jak na obrazie salvadora. twoim ulubionym.
bo i zniknąłeś nagle tak
a może to abstrakcja kolejny nurt w sztuce
co zgłębię ze starych pożółkłych ksiąg
i przedstawię eksperymentalne płótno słowem
jak zawsze gdy nie potrafię utrzymać pędzla
najadłszy się granatu owocem.

ike
4 october 2011 at 13:19

dużo chwastów zasiałaś, herbicydy by trzeba ? najbardziej rażą: lukarny, bo trzeba niemałej ekwilibrystyki, by przez nie wyglądać i żżółkniałe, jakby nie mogły być pożółkłe; mam nadzieję, ze obrazu z sobą nie zabrał? ; hey, VD

report

dintojra
4 october 2011 at 15:57

doskonale wiem gdzie znajdują się lukarny, i raczej miałam wizję, że pomieszczenie znajduje się wysoko pod dachem - swoiste poddasze. Masz rację, pożółkłe lepiej by wyglądało.

report

ike
4 october 2011 at 15:59

a obraz ? obraz ważny est :) hey, VD

report

dintojra
4 october 2011 at 16:19

obrazu ze sobą nie zabrał, nie jest zresztą powiedziane, że posiadał go, a ze lubił po prostu. ;-)

report

/
5 october 2011 at 10:59

dwa razy zniknięcie? synonimów zabrakło? wiersz dobry

report

dintojra
5 october 2011 at 17:51

racja, umknęło mi to.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register