9 may 2011

poetry

dintojra
dintojra

gadowatość.


Zamarznięte trawy, stepy, badyle, zeszłoroczne liście
Przykryte szklistym woalem zimy
Zasmucone, obramowane szarą konsystencją miast puchową
kołdrą
Zgorzkniały stwór
(czy podobna tak mówić o człowieku?)
Z owrzodzonym tyłkiem
Wychyla się przez otwór w murze potocznie zwany oknem
Przykryty prześcieradłem splamionym zgryzotą
Latami udręki.
Obserwator, zdziecinniała osobowość, fiksat,
Doktor Freud własnych urojeń
Zgrzyta zębami, toczy pianę z ust, stroi grymasy
A świat nie pięknieje
Czeka aż gorejąca kula ozdobi płótno nieba
Czeka aż na rozgrzanym chodniku rozciągnie wyschłą skórę
gada
Aż zaskwierczą wrzody
Aż odnajdzie swoją prozaiczną ostoję
Aż wkurwienie znów sięgnie zenitu
Wszak noc mogłaby dłuższą być
A płachty bielizny pościelowej mogłyby też…
Nie łopotać tak głośno potrząsane wiatrem
Nie rozsiewać woni czystości i nie ograniczać percepcji
Chimeryczny potwór- szkaradztwo!
Męczennik własnej zgryzoty.

gabrysia cabaj
9 may 2011 at 17:34

jakieś odwetowe to????

report

P
9 may 2011 at 17:38

nawet i są ciekawe momenty, ale weryfikacja szkaradna.

report

gabrysia cabaj
9 may 2011 at 17:40

lubię odwetówki, ale muszą być podane z polotem i inteligentnie - tu tego nie ma, dlatego minus

report

Kasiaballou vel Taki Tytoń
9 may 2011 at 20:23

myślę, że w każdym człowieku należy dopatrywać się piękna - owego boskiego pierwiastka. gadowacieje kiedy widziany jest tylko przez pryzmat takiego szkicu. nie przekonuje mnie ten utwór.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register