Yaro, 25 april 2014
powiedz mi
że zostaniesz u mnie na noc
pragnę kilku chwil zapamiętać cię
w rozmowę w pleść cichy szept
z wiosną przyjdź
dotknij mnie że to nie sen
całe życie marzę o kobiecie
wymyśliłem cię jak wymyślam wiersz
niech płynie w nas sens
zgłębiam miejsca nieodkryte
dobiłem na stały ląd
do ciebie nie daleko stąd
otwórz szeroko oczęta zapłakane
milczeniem przywołaj mnie
polem będę szedł z kwiatem polnym
teraz gdy nie mam snów
ocieram łzy w ostatni list
przybiegnę spłoszony ze stadem szarych łabędzi
Yaro, 25 april 2014
kierat kręci się w tą samą stronę
koło fortuny toczy losem
bezbarwny świt budzi ptaki
a my spoceni w swoich łóżkach
robimy grzeczne dzieci
świat daje i odbiera
nocą krążą sowy wygłodniałe duchy nocy
lisy w norach tulą młode
rudy kolor jest fałszywy
trzymam się tej maksymy
ile to wody niesie przeznaczenie
brzeg daleki na oceanie chwili
kilka sekund żyjemy
sen przychodzi niespodziewanie
odchodzi w odchodzenie nieznane
Yaro, 25 april 2014
na stole szklanka cichy brzęk
w butelkowe dno nabity jak ćwiek
niepełne szkło skroplone myśli
odchodzę w sen maniakalno psychodeliczny
obudzi wór problemów rosły jak dzień
ciężki wydłużony na dwa łokcie
umiarkowanych kilka słów
matko przytul do piersi syna
samotny na dnie jak list nabity w butelkę
zakorkowana treść ujrzała światło
Yaro, 24 april 2014
każdego dnia tak samo
myjesz się
ciało ubierasz
w różne niteczki skrawki szmatek
malujesz usta
jeszcze
jedna mała kawa
papieros odpalony żarzy
kocica okopcona
dymek okrywa przestrzeń
serce pełne miłości
do pracy prędziutko co dnia tak samo
autobus z wąsatym kierowcą
pani z sąsiedniej ulicy z nieświeżym oddechem
idzie dzień po dniu
na ścianie życie
pajączek tka cienką nitką
wszytko możesz przewidzieć zaraz po siódmej
Yaro, 24 april 2014
spleciony dzień jak kosmyk włosów
dotykam delikatnie ułamka chwili
palcem przecieram stary zakurzony regał
składam myśli w ozdobione słowa
wiatr miesza liście na podwórku
jakby je gonił osłabł po czasie
na ławce wrony czarne jedzą kanapkę
o tej porze biją dzwony na kościelnej wieży
nieuchwytny dzień ucieka za horyzont
nie nadali serialu kury poszły wcześniej spać
szkoda marnować czasu na pogaduchy
klei się dyńka do podusi precz maro zła
Yaro, 24 april 2014
w twoich oczach ciągną karawany
ociężałe sumienia na garbach dźwigasz
serce pustynne chowam do szuflady
róża pustyni oślepia blaskiem
smutna odpływasz w fatamorganę
napiszę wiersz wyrzeźbię strofę
gorejący krzew płonie w duszy
idę po piasku blady w plecaku myśli niespokojne
wodę którą podałaś wyschła na mych ustach
laska w dłoni pozwoli maszerować
nie ma jarzębiny pod którą całowałem dni
uleciałaś jak płatki jabłoni
wśród oaz znajdę dom
podążaj jak za wyrokiem
wszystko kończy się jak zły sen
skazani na siebie zbudujmy kawałek nieba
przy mnie bądź
Yaro, 23 april 2014
w dłoniach niosę łzy w sercu ból
gdzie jesteś ty który wołasz każdego dnia
bezbronny stoję przed wielką ścianą
czekam na dzień w którym zabierzesz mnie
marzenia spełnisz nad wielką wodą
czysty z modlitwą na ustach
przejrzyste życie płynie nie tylko we mnie
wspinam się nie mogąc się wspiąć
czekam na zaproszenie daj znak
tym co mam w dłoniach obmyję twarz
przyślij choć jeden sen z gór wysokich
pozwól mieć nadzieję że nadejdziesz
Yaro, 23 april 2014
zwiędły pomięty przez czas
w popiołach życia
narasta rozczarowanie dniem
szare chwile mijają wolniej
przy kawie papieros nie gaśnie
czytam twój list tylko z domu wyjść
z treści wynika że porzuciłaś szczęście
w ramionach Hindusa się odnalazłaś
sprzedałaś serce za hajs
kieruj losem trzymaj ster w ręku
w kierunku gwiazdy północnej
podążam nie wiem czy przed nocą zdążę
Yaro, 20 april 2014
w sercu pożar dusza płonie
z ust gorące słowa
nie chowasz w sobie dobra
czas upływa słuchasz boga
kto wymyślił wszystko
kto ujarzmił nasze serca
natura idzie inna drogą
szukasz miłości skryta w środku
blisko boga z dala od ciemnej strony
pożar wszędzie walka ciał
na ziemi i niebie smutno
dajcie nam się cieszyć
dajcie nam żyć w spokoju
całe życie spędzasz w pracy
na kilka chwil zamyślenia nie masz czasu
odpocznij zatrzymaj zegar niech nie pędzi
wojny głód choroby
plaga spływa i spływać będzie
pożar serc gorące słowa
nadejdą dni odnowy
Yaro, 20 april 2014
zewsząd słoma wystaje z butów
gnój w słowach przebiera świński ryj
blady w pracy drżeniem rąk
nadzieję odbiera raport gniewu
dokąd płynie ta łódź
przecież na oceanie nie ma brzegów
dziurą nabiera wodę jak łapówki
wszystko ważne nikt nie pije rumu
tylko herbatkę z bławatków
władza odbiera rozum
zielony banknot więcej warty niż dar życia
przy korycie świnie
pełne brzuszki blade ciała
przy sterze wojownicy słońca
ślepi żołnierze
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
23 march 2026
wiesiek
23 march 2026
Jaga
22 march 2026
wiesiek
19 march 2026
wiesiek
18 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
16 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
15 march 2026
wiesiek
15 march 2026
absynt