Yaro, 7 october 2014
umyka czas złodziej
ukradkiem w kierunku nocy
zabiera dni
ukrywa chwile w pamięci
księżyc taki ciężki
szuka miejsca nad niebem
patrzy spod oka całkiem bosy
chowa wstydliwe spojrzenia za brzozą
dlaczego znikają myśli
nad ranem gdy słonko na mnie patrzy
wsłuchuję się w ciszę poranku
papieros na ustach znów niby tak samo
a jednak ziemia toczy się wesoło
w sercach ogień gaśnie z czasem
nie tędy droga nie mam siły
muszę się wlec jak siwy starzec
Yaro, 7 october 2014
czerń wkrada się jak sen
biegunem cienia kroczysz
na linie nad przepaścią
na krawędzi ciemnych myśli
jak przeraża szary dzień
gdy nie możesz się cieszyć
gonią myśli w bezsensie
czekasz
w oknie godzinami
może przejdzie obok
nie cieszy urok dnia jesieni
wypalony jak papieros
kawa nic nie wnosi nic nie zmienia
przy życiu trzyma nadzieja
chore myśli kuszą
nie masz wyjścia
rób krok za krokiem
czeka
za horyzontem nagroda
czeka radość
trzymaj ster mocno
życie cię kocha
omiń ten stan złam jak słabe gałęzie
raduje się dusza unosi biciem serce
Yaro, 7 october 2014
słońce gościło w moim mieście
przez cały dzień pieściło moje ciało
sen odszedł gdzieś nad ranem
teraz gdy zmrok patrzy w oczy
mgły spowiły bloki
łącząc je w całość
babie lato już nigdzie się nie spieszy
staram się usnąć
by zdążyć wypocząć przed pracą
uchylone lekko okno
zakrada się rejs ostatniego nocnego autobusu
w głowie kwitną wspomnienia
dnia tylko szkoda nie zdarzy się taki sam
noc taka pospolita ciemna jednolita
na niebie gwiazda księżyc spogląda spod powiek
iskrzą słowa nocnego gościa
jutro wstanie dzień i wszystko od nowa
z poniedziałkiem tak znienawidzonym
idą przechodnie w kierunku lata
Yaro, 7 october 2014
skute usta twarde jak kamienne bloki piramidy
na szczycie miłość błyszczy skrycie
od środka niepokój dręczy jak komornik
tyle dobra w dłoniach nie uniesiesz
idą nogi twardym gruntem
płynie łza iskrą bożą naznaczone dni linią życia
w pokorze skulony na kanapie
czuwam
na barkach zmęczonych czas zatrzymał spojrzenie
pusto świeci lampa mrok światła nie znosi
krzątam się jak cień wychodzę w sen
maszeruj przed potem nas nie będzie
z pustego nie nalejesz życie jak milczenie
bierz to co najlepsze
Dodaj komentarz
Yaro, 4 october 2014
brodzę w życiu po kolana
dotykam palcami nieba
los niesie jak echo odpowiedź niezapisaną
na chwilę zapomnę siebie na amen
ciągną drogi ciężkie nogi
wiatr osuszy zgarbaciałe wzgórza
popłyną strumienie jak cienie
zniknie smutek i wina
nadciągają ze wschodu długie dni
by spocząć na zachodzie
mgły położą się dywanem na roli
niezaorane pola błyszczą zielonym
pędzę na karym koniu
łąki pełne życia i radości
w twoich oczach odnalazłem kosmos
płonie księżyc z wielka mocą
noc piękniejsza niż promocje w Tesco
nasze drogi rozbiegają się we wszystkie strony
Yaro, 4 october 2014
stałem w progu nie mogłem się doczekać
słów piosenki o siódmej nad ranem
na dachu szron szepcze cicho
zamknąłem świat w cztery ściany
skulony na kanapie czuwam
myślami przy tobie
dotykam niewidzialne spojrzenia
nie pozwól chwili zasnąć
ogień w sercu jak w kominku drwa
skaczą kto wyżej
może to rozstanie może nie kochanie
ze łzami usypiam w ubraniu jak bóbr w żeremi
cicho szepczę do snu
taka moja rozmowa
gdy zbudzę marzenia na dłoni wspomnienia
a ciebie wciąż nie ma
zobaczysz dzień taki sam jak wczoraj
w ustach słowa ciążą jak kamienie
przed drzwiami jak sen wiatr lekko stuka
płyną smutki głębokim strumieniem
nigdy się nie zmienię
jak głaz cichym kamieniem na boku
leżał będę odłogiem
Yaro, 4 october 2014
cały ja w ezoterycznym świecie
wśród hipisów klątwa komunizmu
urodziła matka syna
z miłości w bólu na głowie w czepku
zmieścił się w skali ab-gara
jako brzdąc nauki pobierał
starszy kuzyn uczył go mówić
na stole u babci na stole setka żołnierzy
on na czele dowodził sitwą kolegów z sąsiedztwa
zawsze na pierwszej linii niczego się nie bał
głęboka świadomość wysokie ego
wiedział że w życiu musi coś udowodnić
płyną do brzegu stromego jak szkło
dobry z miłością przy sercu
wybrał drogę prostą uczciwego człowieka żołnierza
szybko odeszła babcia
zamieszkał z dziadkiem weteranem
w szkole przeszedł bez problemów
jako młody sportowiec dumni koledzy
ciężka pracą rozpoczynał dzień
początki choroby tak nazwali to zjawisko
wyczuwał strach i siły zła jak krąg jastrzębi
nikt mu nigdy nie tłumaczył dławił w sobie lęk
do ogólnika szedł tą samą zawsze drogą
w koszuli w kratę jak zeszyt z matmy
szydercze uśmiechy krzyżowały sumienie
plany na przyszłość zostać chciał pilotem
los pokierował inaczej został komandosem
ojca duma rozpierała sąsiadów trafiał szlag
ojciec ułożył się do trumny w listopadową noc
matka wyjechała do Italii zostaliśmy sami
jak na miedzy łysy kamień
schronił się za szpitala kratami
żona karmiła go jak skaleczonego gołębia
dzieci małe nic z tego nie zapamiętały
dziwne wizje go gnębiły
katastrofy później miały miejsce
teraz gdy dni mijają czas ucieka
nie ma z kim pogadać
śmieją się że wariat
otwieram oczy i trzeźwo patrzę na rzeczywistość
nie kroczę w biegunie cienia
dzięki za zdrowie Rafaelu
odszedł sąsiad zawsze brakowało czasu by pogadać
nie poznał mnie ani ja go
szkoda
życie płynie naprzód gna wiatr a ja z nim
w serce zapadam zmęczony jeszcze tyle drogi
Yaro, 21 september 2014
a gdy powiem kilka prostych słów
życie to więcej niż przerwy między oddechami
to wieczny sen przejścia przerwy nad bytami
kluczowe kwasy dna ta iskra
w synapsach zapisane chwile
wieczne na wieczność
płynę w kosmochemicznym wietrze cisza
przejściem ziemia jak sen po zimie
wiosną kwitnę
bujam się na wierzbowym liściu
zlizuję sok brzozowy
piję zroszone małe lancetowate szczęście
życie nigdy się nie zmienia
niewiedza boli dręczy maluczkich
na wieczność życie bez pragnień
w chwale bóg widzi i cieszy oko
nie zaglądaj w cień bieguna gdzieś pod lasem
szumi szarpie wiatr moje wiersze
niewinne spojrzenie nic nie zmienia
nie każdy zrozumie przecież mieć pokazać się innym pochwalić przecież masz od Nowaka markowy zegarek
idę szlakiem prostą drogą
niosą mnie nogi niosą
marzenia żyć chcę pod dachem nieba
pod orzechem całuję żonę szwagra pod jemioła
jest chyba harmonia istnienia nie budzę uczuć
nic nie pragnę zmienić
pod kołdrę ciepłą uciekam
Yaro, 21 september 2014
dotykasz spojrzeniem aż boli
spękane serce nic nie warte
bije we wszystkie strony
słaby jest człowiek
nie on ale ciało
noc dumna ściąga zasłony
ukrywa przed dniem swe psoty
zaspani pijemy po drugiej kawie
wstałem jak mi staje zaraz po piątej
nic nie udaję
pragnę oddychać
przy twym boku jak najdłużej
każdy dzień taki krótki
noc zasypia za szybko
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
23 march 2026
wiesiek
23 march 2026
Jaga
22 march 2026
wiesiek
19 march 2026
wiesiek
18 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
16 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
15 march 2026
wiesiek
15 march 2026
absynt