Yaro, 25 november 2014
ćwiartki trzy a nie lepiej zero siedem
setka więcej cztery zyle taniej
podobne geny a jednak w żyłach inna krew
zamyka obieg kolejka
beztrosko skuci do podłoża
bełkocą o niebie i przestworzach
zapragnęli latać polecieli w dolinę morala
bez skrepowania swawolni lekko myślni
liczą dni bez chciwości zazdrości nie zazdrościłem
są innego wybryku natury tacy po prostu
jak szczenięta od jednej suki po innym psie każdy
jak bracia szukają szczęścia idąc w świata szerokości
uśmiechem zarażają niebo
słońce za zasłony ciało chowa
wesoło jak podczas pielgrzymki do Częstochowy
przytomni mniej realni jak wieczór sobotni
pusty kielich do baru krok jeden
chodźmy zbliża się mrok rockendrolowcze
Yaro, 24 november 2014
zawsze z rana myślę
co niesie dzień
przyniesie listonosz kilka listów z pogróżkami
gaz nie zapłacony
ale zima będzie łaskawa dla nas
na ławie parzy się kawa
zapach ścina mnie z nóg
mały łyk z gwinta koniaku
z bongo niewielki maszek
grama zawsze uznawałem
poniesie mnie w eter przeznaczenia
w kieszeni trochę siana na piweczko zrana
nie liczę na nic
świat bez granic
tu kupie tam sprzedam
nie złapie mnie bieda
ja się nie dam
nie mam pracy ale jeść się chce
jest tu taki mleczny bar
zjem owsiankę i pierogi ruskie jak dobrze
pachnę dniem jak samotny pachnie wiatrem pies
dzień za dniem czynsz nie opłacony bez kontroli
idę w sen jutro się wezmę za siebie ścisnę łeb
zakasał rękawy aż po pachy zaświecę słońcem ale to jutro
dziś czuje fazę jak że dobrze jest
nikt nie kocha mnie
żadna nie spojrzy
każdy śmieje się na to leję
jeszcze ten
w czarnym garniturze wyciąga ostatnie grosze
zlituj się choć ty Panie Boże
Yaro, 24 november 2014
gdy mama tuliła do ciepłej piersi
nie pamiętam smaku mleka
gdy ojciec całował stópki
podał pomocną dłoń
nie pamiętam
zbyt mały nie pomieściłem w głowie dobrych emocji
byli przy mnie aniołowie bliscy bicia serca
jak słońca blask w niewielkich zielonych oczkach
teraz sam na sam idę
w głowie schizofrenii gram
obraz iluzji nocy i dnia
w płaszczu z twarzą starca
aleja łez gdy deszczem zacina
smutny jesienny ducha park
nie pamiętam ciebie mamo
nie pamiętam ciebie tato
Yaro, 24 november 2014
cicho tutaj przyjemnie
szepty do ucha
nadchodzi zmora wieku
rozliczy się w pośpiechu
wokół tyle złego grzechu
nie będzie tak spokojnie
gdy ziemia serce do boju porwie
zawisną sztandary na masztach
wolnej woli nie będzie
bądź twoja wola
naprzód kierunku objęć śmierci
ostateczne rozwiązanie nieludzkiej zawiści
zazdrość dusi płonie gniew morduje
w głowie się pieprzy pedofilom bez zahamowań
z nieba zejdzie anioł z mieczem
śmierć ze wschodu na białym chudym koniu
kroczy rozważnym stanowczym krokiem
słychać szmer w oddali
spij na razie spokojnie zawołam cię
gdy zasłona mroku opadnie opadniesz z sił
nowa ziemia nowe życie
śmierć odejdzie na zasłużoną emeryturę
Yaro, 24 november 2014
czy ktoś słyszy
w hałasie w gromach ciszy
pozorny spokój dni
zburzy każdy mur
pokój dla najsilniejszych
bieda nędza dla prostoty
w parze z siostrami chorobami
kłamstwo na kłamstwie
podziały rasy nacje kasty
oaza spokoju zbudzi duchy ziemi
czas zatrze różnice między głodnym a sym
cywilizację zachłanną
bezwzględną chorą tolerancję
zburzymy wielkim mieczem
Yaro, 23 november 2014
w pokoju na poddaszu
przekwitały nadzieje wspomnienia
promienie słońca małym oknem patrzyły
czas zamykał trzaskał drzwiami
każdego poranka samotny staruszek
spoglądał w lustro patrzył jak w historię
herbatę pił
palił fajkę siwy dym
wypełniał zapełnioną hiperprzestrzeń
świeży zapach dębowych mebli
siadał przy biurku
czytał pisał listy
wyczekiwał listonosza co parę groszy
zawsze pierwszego przyniesie
kukułka postarzała
czas się spóźniał
zegar wymagał naprawy dziadek zbyt stary
z każdą chwilą umierał cofał wskazówki
chwytał dzień póki sił
laska podpierała jak punkty trzy
nie znał nikogo może nie pamiętał
cieszył się gdy ktoś go odwiedził
zostaną po nim kwiaty na poddaszu
puste koperty listy nie wiadomo do kogo
wiem że żyje w świecie innych barw
Yaro, 22 november 2014
przed lustrem w nieogoloną twarz patrzę
zaplatam warkocz poprawiam biust
bezowocnych kilka myśli kłębi się pod czaszką
strach moczy oczy zagląda do komory serca
trzęsą się dłonie na skórze krew płonie czerwienią
głodny swojego małego świata
zamykam obie z powiek szukam obrazów
szczęścia w sobie kilku wspomnień
zaciskam język więzią słowa nic nie powiem
nie umiem się cieszyć życiem
problem uderza za problemem
rozwiązanie do drzwi nie zapuka
ludzie źli patrzą wilkiem
śmiech po kątach dochodzi mój ból
bezsilny połykam tabletki na sen
czas nadchodzi by zapomnieć
Yaro, 22 november 2014
nienawiść ma czarne jak węgle oczy
w sercu zazdrość jak korniki w drzewie
dłubie wierci na więcej ma chęć
człowiek w gniewie zbija mieczem
łzy w nieszczęściu kroplami utraconych chwil
czerwienią w oczach świat zgubiony
jeden krok od przepaści niewoli własnych myśli
ciemne chmury nad mym światem
pod kapturem chowam twarz w kieszeni chleb
zjem tak bardzo brakuje nasycenia miłością
Yaro, 21 november 2014
mocno za ręce życie mnie chwyciło
czułem ból
w bólach matka ziemia świat powiła
ujrzałem świat całkiem inny
oaza spokoju beztroska granica
strome wzgórza zieleń łąki
biel śniegu piaszczyste pustynie
wyobraźni zamykał oczy jak sen spod powiek
nie wpadłbym na to gdyby nie te kolory
rozczepione światło
cichy kosmos nade mną gwiazdy
zrozumiałem jak żyć jak nie raz umierać
należy nam się prawdy siła
przed bogiem drzwi nie zamykaj
Yaro, 19 november 2014
idę dalej jak trzeba patrzę
ubrany w smutek z żalu szal
wokół serca ciernie ostre tną
pępowiny zaszyte niby że nas nie spłodzili
nie rozpaczam nie cofam wskazówek
zegar wybija godziny śpieszy
czas pojęciem względnym
nie myślę jak mnie zapamiętają
nie ważna przyszłość się darzy
przechylam kielich goryczy
wypełniam kichy za świat
budzi się ziemi duch
otwierają niebiosa oczy
gwiazdy spadną
przestrzeń utkana z grzechu
diabeł wciąga nosem oddech
bóg postawił nowy krzyż dla tych
brakuje mi wiatru przyjacielem słońca błysk
dzień brakuje go w ramiona chwytam co mam
o nic nie pytam w świecie złych celi
nie wzrusza mnie rozpacz
wszystko się śni dobrą nowiną
dzień jest bliski ten najgorszy
nienawiść zdobywa szczyty
gniew śmiechem zabija niewinne istnienia
nie udźwigniesz na skrzydłach anioła dobra
w głowie buduję korab bunkier
oczyszczam sumienie na nową ziemię
przyjdź już tańczę na krawędzi
tnę na pół kawałki zła
Terms of use | Privacy policy | Contact
Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.
22 march 2026
wiesiek
19 march 2026
wiesiek
18 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
16 march 2026
wiesiek
16 march 2026
Jaga
15 march 2026
wiesiek
15 march 2026
absynt
14 march 2026
wiesiek
14 march 2026
Jaga